wtorek, 31 marca 2020

II urodzinki bloga :)

Jak to szybko zleciało! Nie jestem zadowolona z tego roku w temacie blogowania, jako usprawiedliwienie mogę jedynie stwierdzić że w realu był za bardzo absorbujący. Matura, egzaminy z rysunku, najdłuższe wakacje, początek studiów - niestety to przełożyło się na ilość postów. Mam nadzieję że uda mi się ogarnąć i za rok będzie lepiej.

A teraz trochę statystyk:

Liczba postów: 57 (tegoroczne - 9)

Liczba obserwatorów:  8

Komentarze:  326

Wyświetlenia bloga:  5457

Najpopularniejszy wpis (tegoroczny): stosik lutowo-marcowy

Najpopularniejszy wpis (ogólnie): artifical people-magenta

Z całego serca dziękuję Wam za ten rok, za wszystkie komentarze i miłe słowa. Świadomość że ktoś tu zagląda naprawdę motywuje :)

środa, 12 lutego 2020

"Pół wieku poezji później"

TYTUŁ:   Pół wieku poezji później
TYTUŁ MIĘDZYNARODOWY: Alzur's Legacy
KRAJ:  Polska
REŻYSERIA:  Jakub Nurzyński
CZAS TRWANIA:  1 godz 43 min
PREMIERA:  7 grudnia 2019
OBSADA: Mariusz Drężek, Magdalena Różańska, Marcin Bubółka

"Od południa złowroga pieśń płynie, nadstaw ucho, to legendy śpiew. Człowiek przemija legenda nie ginie, bo prawdziwa płynie w niej krew"

Mam nadzieję, że nie ominęliście tej niezmiernie ciekawej nowości zagubionej trochę w szale "Wiedźmina" od Netflixa. "Pół wieku poezji później" jest filmem z uniwersum Sapkowskiego stworzonym przez fanów dla fanów. (możecie go obejrzeć tutaj) Od lat prowadzono różne zbiórki na produkcję, premierę wielokrotnie przekładano, projekt mocno się rozrósł a sam film dwukrotnie wydłużył. Jednak w końcu, nareszcie się doczekaliśmy!

Lata po pogromie rivijskim nienawiść do odmieńców nie maleje. Gdy Kaer Morhen zostaje zaatakowane przeżywa jedynie Lambert. Po dziesięciu latach od tych wydarzeń ostatni wiedźmin spotyka Triss tropiącą zbiegłą z Aretuzy czarodziejkę, Ornellię. Krąży pogłoska, że dziewczyna odnalazła legendarną księgę Alzura (jak to w filmie określa Lambert - tego pojeba od genetycznych modyfikacji) Razem z Julianem, najmniej bękarcim synem Jaskra, wyruszają w podróż.

Na wstępie zaznaczam - film nie jest ideałem. Ma wiele słabych elementów szczególnie od strony fabularnej ale jedno sprawia, że całym sercem mu to wybaczyłam. Jednym słowem - klimat! Przez całe półtory godziny czuć miłość twórców do uniwersum i bohaterów. Dzięki temu sprawili, że ponownie wsiąkłam w ten niezwykły świat, nie zwracając uwagi na błędy i niedociągnięcia siedziałam zachwycona przed telewizorem.
Film przypomina nastrojem i konstrukcją wiedźmińskie opowiadania. Dostajemy nawet bardzo udane i subtelne nawiązanie do baśni - tym razem Jasia i Małgosi.

Wizualnie jest na czym zawiesić oko. Krajobrazy w których robiono zdjęcia są przepiękne a twórcy skutecznie to wykorzystują długimi ujęciami (niektórzy mogą uznać, że za długimi, jednak mi to nie przeszkadzało) Scenografia jest dopracowana, udało się uzyskać efekt naturalności, nie ma tej wszechobecnej "czystości" która razi mnie w polskich produkcjach. Sceny z wieloma statystami mają odpowiedni chaos i gwar, szczególnie dobrze wyszedł fragment w karczmie.

Niestety walki są mało pokazowe, są mało dynamiczne i wyglądają po prostu sztucznie. W przybliżeniu praca kamery czasem trochę to ukrywa jednak nadal nie zachwycają. Za to efekty specjalne, w tym magia, wyszły nieźle (no, może nie licząc potwora w scenie po napisach...)

Dźwięk momentami kulał, przysłaniał czasem dialogi, w ogóle jak zawsze u polaków nie wszystkie teksty były zrozumiałe. Jednak muzyka jest elementem który wyszedł fenomenalnie. Nawiązuje troszkę do tej którą znamy z gier jednak ma też swój indywidualny charakter. Ballada Jaskra jest taka jak cały film - melancholijnie przypomina o tym co jako fani kochamy, dając jednocześnie zapowiedź nowego.

No dobrze, strona techniczna przedstawiona to musimy w końcu przejść do konkretów. Jak już wspomniałam najsłabiej wypada niestety scenariusz, zdarza się za dużo odpowiednich zbiegów okoliczności a w wątkach, szczególnie w drugiej połowie filmu panuje lekki chaos. Motywacje niektórych postaci nie są jasne (główny czarny charakter jest tu idealnym przykładem). Fabuła ma też mało zaskakujące zwroty akcji. Ale ostatecznie jest przyjemna w odbiorze. Taki film przygody. W dialogach widać potencjał, przekomarzania bohaterów ogląda się świetnie ale mogłoby być więcej tych chwytających momentów.

Bohaterowie wypadli raz lepiej raz gorzej.
Lambert nadal jest cyniczny i opryskliwy, jednak przez przepełniający go żal trochę stracił swój dawny pazur. Mariusz Drężek dobrze wpasował się w tą rolę.  Julian bardzo przypomina ojca a zarazem się od niego diametralnie różni. Chłopak ma duszę i kochliwość poety ale chce być członkiem wydarzeń a nie ich obserwatorem. Świetnym smaczkiem jest tożsamość jego matki ;) Niestety Bubółka przy dłuższych monologach ma trochę za teatralną intonacje głosu. Przy tej dwójce Triss jest trochę nijaka. Powiedziałabym nawet że stała się tłem.
Za to nowa czarodziejka - Ornelia - jest jedną z ciekawszych postaci w filmie. Dziewczyna ma swoje przekonania, niby ma być bohaterem negatywnym, jednak nie jest czarno-biała.
Bardzo cieszę się z decyzji o ponownym wcieleniu się Zbigniewa Zamachowskiego w Jaskra. Choć pojawia się tylko na chwilę zobaczenie go w tej roli zdecydowanie poruszyło serduszkiem. Cóż, nikt chyba nie powie że lubi starą ekranizacje a jednak sentyment pozostał ;)

Polecam wszystkim fanom "Wiedźmina", przynajmniej jako ciekawostkę. A może tak jak ja znajdziecie tu coś więcej co was przyciągnie.


Wybaczcie tę ciszę przez ostatni miesiąc, 
projekty i sesja troszkę mnie przygniotły :/
Na szczęście większość przedmiotów 
już zaliczona i mam teraz trochę wolnego,
postaram się przywrócić blog do życia ;)

poniedziałek, 13 stycznia 2020

Nowa Fantastyka 12 (447) 2019 - Specjalny numer wiedźmiński


PUBLICYSTYKA:



Jak podsumować ten numer? Wiedźmin, wiedźmin i jeszcze raz wiedźmin. Co się dziwić, w końcu grudniowa premiera netflixowego serialu jest przełomowym wydarzeniem dla polskiej fantastyki. (Chociaż przez ten nadmiar wieści z każdej strony mam wrażenie że Geralt zaczyna już wyskakiwać z lodówki...)
No dobrze, ale co dokładniej znajdziemy w tym numerze?
Wywiady z Bagińskim (po którym stwierdzam, że to że jakakolwiek produkcja powstała to prawie cud, a producent jest niesamowicie wytrwałym człowiekiem- lub upartym), Lauren Hissrich (opowiada m.in. o swoich dyskusjach z Cavilllem i jego świetnej znajomości książek) odtwórczyniami ról Yen i Ciri (ta druga bardzo trafnie porównała Geralta i Jaskra do Shreka i Osła ;)  )
Wszyscy są strasznie pełni entuzjazmu, co coraz bardziej zwiększa moje nadzieje co do poziomu następnych sezonów.
Wywiady mogłyby mieć trochę bardziej różnorodne pytania, czasem miałam przez to wrażenie, że czytam piąty raz to samo.
Dostajemy też tekst o poprzednich tworach na podstawie Sagi napisany w lekko żartobliwym tonie. I nie mogło oczywiście zabraknąć rozmowy z samym Sapkowskim w której opowiedział o swoich odczuciach po wizycie na planie zdjęciowym.

Ale nie samym wiedźminem żyje człowiek i na szczęście stałe felietony nie wspominają ani słowem o łowcy potworów.
Tekst Kosika ładnie komponuje się z opowiadaniem Suwalskiego przedstawiając inne spojrzenie na technologię zastępującą człowieka.
Kołodziejczak pisze o blokerach globalizacji kultury, felieton jest ciekawy ale czegoś mi w nim brakowało.
Orbitowski sięgnął tym razem po film netflixowski, "Rany". Jakiś czas temu ciągle wyskakiwał mi jego zwiastun. Jak zawsze Orbitowski przedstawił go w taki sposób, że mam ochotę go obejrzeć.

Brakowało mi przeglądu premier miesiąca i Zastrzyku przyszłości.

Muszę się tym razem niestety przyczepić do wydania, które woła o pomstę do nieba. Znalazłam kilkanaście okropnych literówek (a naprawdę jestem kiepska w ich wypatrywaniu) w opowiadaniach. Najgorzej jednak wypada strona Orbitowania po kinie - coś skopało się z drukiem i ma podwójny tekst z "cieniem"


OPOWIADANIA:

TYTUŁ:   Zakamarki
AUTOR:   Tomasz Kołodziejczak

Science fiction w starym stylu. Pomysł, który autor spróbował opisać w naukowy sposób. Spodobała mi się wizja Kołodziejczaka na iteracje wszechświatów. Jednak przez skupienie się na tym elemencie po macoszemu potraktowany został główny bohater. Mamy za mało okazji by się do niego przywiązać czy mu współczuć.

TYTUŁ:   Zrobimy to dla ciebie pojutrze
AUTOR:   Tomek Suwalski 

Rozwój technologiczny prowadzi już teraz do zaniku wielu zawodów. Jak człowiek poradzi sobie w świecie w którym nowe stanowiska pojawiają się i są likwidowane w każdej chwili?
Tekst Suwalskiego skupia się na zwykłym szarym człowieku próbujacym przerwać swoje ciągłe bezrobocie i na jego problemach rodzinnych. Ale pokazuje też zmiejszającą się wagę pojedynczych jednostek dla skomputeryzowanych korporacji.


TYTUŁ:   Miasto sług
AUTOR:   Michał Smyk

Magia jak zawsze wymaga poświęcenia, ale niekoniecznie musi to być twoje poświęcenie. W świecie Smyka magowie czerpią z sił życiowych swoich sług, którzy za wygodne życie pozwalają odebrać sobie wolność. (pomysł ten momentalnie skojarzył mi się z miastem Magnostadt z mangi Magi) Normalnie negatywne skutki tego układu są mało odczuwalne, jednak nastały niespokojne czasy a pan wyruszył na wojnę. 
Dla mnie najlepsze opowiadanie numeru, wciąga, zaciekawia, daje mylne tropy. Dobór narratorów jest dość wyjątkowy. Smyk nienachalnie zadaje pytanie o indywidualne odbieranie wolności i jej cenę, czyli coś co mieliśmy przerabiane już setki razy a jednak nadal można to zrobić interesująco. 

TYTUŁ:   Babilon 
TYTUŁ ORYGINALNY:   Babylon
AUTOR:   Dave Hutchinson

Niedaleka przyszłość. Świat coraz szczelniej zamyka granice. Młody mężczyzna wyrusza do pilnie strzeżonej Europy ze specjalną misją.
Opowiadanie bardzo na czasie, trafnie ukazuje absurd ludzkiego strachu przed innością. Jednak pod względem literackim prezentuje się dość przeciętnie, bardzo słabo utrzymuje napięcie. 

TYTUŁ:   Błogosławieństwa
TYTUŁ ORYGINALNY:   Blessings
AUTOR:   Naomi Novik

Początek historii śpiącej królewny inaczej. Zastanawialiście się kiedyś co by było, gdyby zła wróżka została jednak zaproszona na chrzciny? A matka niemowlęcia zorganizowała mocno zakrapianą imprezę? Pełne humoru króciutkie opowiadanie po którym mam ochotę powrócić do książek Novik :)

TYTUŁ:   Prawo wolnego wypasu 
AUTOR:   Denis Tichij

Opowiadanie trochę chaotyczne jednak z pewnością interesujące. Wymyślone przez autora "prawo wolnego wypasu" trochę obrzydza czytelnik, trochę bawi jednak przede wszystkim zdecydowanie zniechęca do skąpstwa ;) Do tego mamy szaloną opowieść rodem z filmów o wielkich przekrętach.

TYTUŁ:   Słońce na wygnaniu
TYTUŁ ORYGINALNY:   The Sun in Exile
AUTOR:   Catherynne M. Valente

Proces przeciw słońcu. Ciekawie ukazana satyra o manipulacji informacjami i propagandzie. 


Zapowiedziane w święta posty jak można był 
przewidzieć, troszkę przesunęły się w czasie, 
tym razem mam przynajmniej porządną wymówkę, 
wyjechałam na wakacje i niezbyt miałam dostęp do 
internetu. W każdym razie, spodziewajcie się wkrótce 
recenzji "Pół wieku poezji później"! :)

środa, 25 grudnia 2019

Wesołych Świąt!


Kochani!
W te magiczne dni życzę Wam 
wspaniałych chwil w rodzinnym gronie, 
zdrowia, radości, zregenerowania sił 
oraz wielu czytelniczych przygód! :D

Małe ogłoszenie- 
ten tydzień (lub dwa, zależy jak 
szybko skończę pisać notki) 
będzie tygodniem wiedźmińskim 
- czyli blog wraca do życia ;)

środa, 6 listopada 2019

Stosik lipcowo- sierpniowy




* "Beztroski kemping #4" - Klub pod chmurką + Rin i Saito szykują się na kemping świąteczny. Pierwszy raz mają jechać w pełnym składzie więc wszystkie są bardzo podekscytowane. Centralnie przed wyjazdem zdobywają nowego członka - znana nam już nauczycielka zostaje zmuszona do zostania opiekunem (nareszcie oficjalnego?) klubu.
Pamiętacie, jak przy poprzednim tomiku pisałam, że myślałam że nauczycielka dostanie większą rolę? Starczyło tylko chwilę poczekać. Pani Toba nie jest co prawda najlepszą osobą na stanowisko opiekuna, kocha alkohol i jest leniwa, jednak przez to że nie zachowuje się jak odpowiedzialny dorosły szybko łapie dobry kontakt z dziewczynami.
Reszta gromadki pogłębia przyjaźń, stają się coraz bardziej zgraną paczką a Rin zaczyna doceniać kempingi w towarzystwie.
Radzę nie czytać tego tomu na głodnego, bo sporo czasu poświęcono na gotowanie. Dziewczyny przygotowują wyjątkowe potrawy by poczuć ducha świąt. Sposób ich tworzenia jest opisany na tyle dokładnie, że zastanawiam się czy nie dałoby się ich odtworzyć.
Strona artystyczna mangi staje się coraz bardziej czytelna, rysownik na szczęście ograniczył tak lubiane przez niego zakreskowywanie.
Tym razem przy prenumeracie dostałam sporą ilość dodatków. Najbardziej podoba mi się karta z przepisami, z chęcią je wypróbuję :D Podkładka pod mysz jest urocza ^^

* "Yona w blasku świtu #2" Yona i Hak szukają schronienia w klanie wiatru, pobyt tam pomaga księżniczce w otrząśnięciu się z otępienia wywołanego szokiem. W stolicy Su-won szykuje się do przejęcia władzy i walczy o poparcie klanów.
Irytująca, rozpieszczona księżniczka zaczyna metamorfozę w odważną wojowniczkę. Dziewczyna odnajduje w sobie iskrę która popycha ją do dalszego działania. W klanie wiatru uczy się życia poza murami swojej złotej klatki i poznaje osoby które pragnie chronić.
W tym tomie część akcji przedstawiono z perspektywy Su-wona, jawi się jako zdeterminowany ale bardzo samotny człowiek. Przez swoje ideały zdradził najważniejszych dla niego ludzi, poświęcił własne szczęście dla większego celu.
W tej serii wspaniałe jest to że czytelnik może jednocześnie sympatyzować z bohaterami i antagonistą. Su-won jest jednym z lepiej nakreślonych przeciwników w mangach, nie jest przedstawiony jako zły a jego motywacje są sensowne. Może i nie wszystkie metody które stosuje są właściwe jednak nie stoi to na przeszkodzie by czytelnik mu kibicował.

* "Vitamin" - Keiko Suenobu umie bardzo dobrze dobrać dawkę dramatu i pokrzepienia. Pomimo okrutnej tematyki, którą manga przedstawia dość dosadnie (zawsze przerażał mnie temat gnębienia w szkołach w mangach, szczególnie to zachowanie nauczycieli i rodziny ignorujących wszystko) tomik kończymy czytać z lekkością w sercu. Autorka daje nadzieję, że pomimo zła które doświadczymy możemy się podnieść i znaleźć tytułową witaminę.
Ciekawa jest przemiana głównej bohaterki z osoby ulegającej wpływom, która na siłę wpasowuje się do ogólnych norm. Dziewczyna odnajduje swoją drogę i odwagę by nią podążać.

* "Zerowa Maria i Puste Pudełko #3-7" dokupiłam resztę serii, na razie przeczytałam do tomu 4. Nadal mam mieszane uczucia. Na szczęście już przy drugiej części widać lekką poprawę stylu pisarza, dialogi są coraz mniej drętwe jednak nadal daleko im do ideału. Ale przynajmniej nie mam już ochoty walić głową w ścianę z zażenowania.
Dwójka ma strasznie prostą intrygę (posiadacza odgadniecie po PIERWSZEJ wskazówce) ale podobał mi się sam pomysł na działanie pudełka. Jednak działania "złodzieja" były już niestety w większości bezsensowne.
Głównym problemem Detronizacji (tom 3-4) jest za to Kazuki. Postać ta nie nadaje się na narratora podczas rozgrywki pełnej intryg i manipulacji. Jest za bardzo łatwowierny i wielu rzeczy nie dostrzega, przez co mordercza gra nie odkrywa całego swojego potencjału. A reszta postaci jest wystarczająco barwna by w innej perspektywie powstało z tego coś naprawdę ciekawego.
"Gra dla znudzonych" dobrze uwydatniła słabości Marii. Przy poprzednich tomach była przedstawiana jako wszechmocna i to ona odwalała większość roboty, jednak jej skłonność do poświęceń i opory przed skrzywdzeniem innego człowieka kompletnie nie współgrają z zasadami Detronizacji. Pozwala to rozwinąć skrzydła Kazukiemu, poznajemy jego przeszłość i powody jego przywiązania do codzienności. Zakończenie daje nadzieje na interesujące zmiany w jego charakterze. Oby autor tego nie skopał...

* "Jaga" - jak dla mnie jest to najlepsza część uniwersum. Jaga jest świetną bohaterką - stanowczą, samodzielną, z poczuciem humoru, wiedzącą czego chce i pewną swojej kobiecości. A w ogóle jak nie kochać postaci, która zaczęła karierę szeptuchy od nałożenia klątwy na połowę wioski, rozkopania kilku grobów albo ukatrupieniu wapierza którego przy pierwszym spotkaniu zmusiła do pomocy przy czarnej robocie?
Już nie dziwię się skąd znany czytelnikom "Szeptuchy" arsenał w piwnicy. Bo podczas spotkań z nadprzyrodzonymi istotami Jaga nie ma tyle oporów co Gosia by przejść do bezpośrednich działań. Szuka oczywiście pokojowych rozwiązań, ale gdy te okazują się niemożliwe potrafi wziąć sprawy we własne ręce. I nie potrzebuje do tego pomocy męskiego ramienia - chociaż co prawda boskim nie pogardzi.
Tak, drugą istotną postacią w tej książce jest Swarożyc! I robi się nam z tego duet marzenie. Ich kolejne spotkania czyta się świetnie. Z czasem we wszystko wplącze się jeszcze Miszczuj, który jest nawet bardziej nieogarnięty niż na starość (z Jagą strasznie nie pasują do siebie charakterami a jednak jakimś cudem ma się ochotę im kibicować)
Książka skończyła się w taki sposób, że może doczekamy się kiedyś dalszych przygód szeptuchy. Bardzo na to liczę :)

* "Siedem śmierci Evelyn Hardcastle" - ile to już książek z pętlami czasowymi znamy? A jednak "Siedem śmierci..." nadal ma w sobie coś oryginalnego. Bohater powtarza dzień za każdym razem w ciele innej osoby, dodatkowo jego poprzednie działania się nie niwelują, co prowadzi do interakcji między kolejnymi wcieleniami. W każdym ciele przejmuje też charakterystyczne cechy danej osoby, co czasem pomaga w śledztwie a czasem okazuje się przekleństwem. Zagadka morderstwa jest ciekawa a rozwiązanie nieźle mnie zaskoczyło (chociaż można uznać że było trochę przekombinowane) Jednak nie jestem pewna, czy podoba mi się wyjaśnienie celu samych pętli.

* "Durarara!! #2-4" i "Durarara!! Saika #2-3" tylko przejrzałam, czekam na znalezienie pierwszych tomów w dobrej cenie. Jednak bardzo razi mnie wydanie - czemu niektóre obwoluty są matowe a inne lakierowane? Na półce wygląda to okropnie :/ Świetnym pomysłem jest za to podwójna obwoluta trzeciego tomu Saiki. Jeśli nie znacie fabuły nie sprawdzajcie jednak co tam jest, to wielki spoiler!

* "Durarara!! Yellow Flag Orchestra #1-3" podczas oglądania anime arc z Żółtymi Szalikami był jednym z moich ulubionych. Przedstawiono już główne strony konfliktu a pozostałe wątki nie zdążyły się przesadnie namnożyć i pokomplikować (Jak dla mnie za duża ilość postaci jest wadą Durarary, przez to, że starano się przedstawić historię każdej z nich robi się z tego straszny chaos) Manga, nie da się ukryć, jest głównie reklamą nowelki ale i tak czyta się ją przyjemnie. Kreska jest jednak średnia, jak dla mnie mimika twarzy wygląda trochę karykaturalnie.

* "Tasogare Otome x Amnesia #1, 3-10" duch w szkolnych murach plus tag romans brzmi dość kiczowato. Jednak wyszła z tego bardzo przyjemna seria detektywistyczna(?) z lekkim dreszczykiem, która stopniowo uderza w poważniejszy tom ukazując kolejne elementy tragicznej przeszłości bohaterki.
Relacja postaci rozwija się ciekawie, i w wiarygodny sposób przedstawia powstanie ich uczuć. Choć uważam, że jeszcze więcej potencjału miałoby ukazanie ich wspólnego życia w przyszłości. (Wyobrażacie to sobie? Staruszek o którym wszyscy myślą, że jego życie było bardzo samotne i smutne a on ma ciągle przy sobie swoją ukochaną. Z chęcią poczytałabym kontynuację o ich losach, widzę to jako spokojną obyczajówkę)
Sprawy klubu badań spraw nadprzyrodzonych sprawiają że akcja jest dość epizodyczna, ale jednak główny wątek nie wlecze się niemiłosiernie jak to bywa w tego typu tytułach.  Większość zagadek okazuje się mieć pewne powiązania z główną bohaterką i dokładają kolejne elementy do rozjaśnienia tajemnicy. Wyjaśnienia, które całkowicie mnie usatysfakcjonowało i sprawiło że manga zdecydowanie podskoczyła w mojej ocenie.
Żeby nie było tak pięknie pojedyncze zagadki klubu nie wypadają już tak ciekawie. Większość jest mocno przewidywalna i po kilku zaczęły mnie nudzić. 
Miałam spore obawy przed czytaniem ze względu na tag ecchi (prawie zawsze ten element strasznie mi przeszkadza w japońskich seriach), ale pod tym względem przyjemnie się zaskoczyłam. Rysownik bardzo umiejętnie podkreśla kobiece kształty nie popadając przy tym w wulgarność czy przesadę. W ogóle kreska jest dużym atutem mangi a okładki są prześliczne. Tylko zdarza się, że w niektórych kadrach postacie trochę nie przypominają siebie.

(ma ktoś na sprzedaż tom 2? Nigdzie nie udało mi się go dorwać :(  )


A jak się prezentują wasze ostatnie zakupy?
Zaczęłam studia i znowu zaniedbuję bloga :( 
Mam jednak zaczęte kilka recenzji więc niedługo powinno się coś pojawić

niedziela, 1 września 2019

"Tatuażysta z Auschwitz" Heather Morris

TYTUŁ:  Tatuażysta z Auschwitz
TYTUŁ ORYGINALNY:  The Tattooist of Auschwitz
AUTOR:  Heather Morris 

ILOŚĆ TOMÓW:  1
LICZBA STRON:  336
WYDANIE ORYGINALNE: 2018  
WYDANIE POLSKIE:  2018 (Marginesy)

TŁUMACZ:  Kaja Gucio

Harlequin w Obozie Koncentracyjnym

Lale wraz z tysiącami Żydów trafił w 1942 roku do Auschwitz. Jednak jego los znacząco różnił się od reszty pobratymców. Objął stanowisko Tätowierera - funkcję zapewniającą wiele przywilejów jednak mającą też swoją ciemną stronę - była w końcu pomocą oprawcom. Jednak mężczyzna chcąc przeżyć piekło pogodził się z tym. Utrzymał swoją pozycje i wytatuował przez lata tysiące numerów. W ten właśnie sposób poznaje Gitę, kolejny numer który tym razem stał się kimś więcej. 

"Tatuażysta z Auschwitz" w 2018 roku był na ustach wszystkich. Albo wychwalano tą książkę pod niebiosa albo obrzucano ją błotem. Po lekturze mam bardzo mieszane uczucia. Podczas czytania książka dosyć mi się podobała jednak gdy pierwsze emocje opadły coraz więcej elementów zaczęło mnie razić. 

Po pierwsze, książka jak na swoją tematykę jest bardzo lekka, przedstawia wszystko w przystępny dla czytelnika sposób. Jednak jako, że centralnie przed "Tatuażystą..." czytałam opowiadania Borowskiego opis tragedii w wykonaniu autorki nie zrobił na mnie zbytnio wrażenia. Niby dzięki temu można bez problemów chłonąć wątek obyczajowo-romantyczny jednak zmniejsza to wagę tragedii której świadkami  byli bohaterowie. 

No właśnie, bohaterowie. Największy problem mam z Lalem, bo książka przedstawia go jak... świętego? Jest uczynny, bezinteresowny, pomaga wszystkim, chroni, rozdaje jedzenie. I wszystko uchodzi mu na sucho, nawet gdy oprawcy odkrywają jego działania. Jak taka osoba utrzymała się na stanowisku tatuażysty tak długo? Nie był nie do zastąpienia, co pokazuje los jego poprzednika. To po prostu nie ma sensu. Jakby książka nie upierała się, że jest spowiedzią realnego człowieka nie przeszkadzało by mi to aż tak. Jednak w tej sytuacji ma się wrażenie, że jest za bardzo wybielony, albo autorka nie chciała pisać o nim nic złego, albo sam  zainteresowany nie opowiedział wszystkiego. Co sprawia, że powstanie tej książki całkowicie mija się z celem. Dodatkowo kilka razy pojawia się przemyślenie Lalego, że ma nadzieje, że w przyszłości nie uznają go za kolaboranta, bo chciał tylko przeżyć. Lub że zrobi wszystko by przeżyć. Ta myśl podczas czytania bardzo gryzie się z jego wspaniałym wizerunkiem. 

Jako książka historyczna "Tatuażysta..." wypada słabo, a jak w takim razie mu idzie jako romans? W tej kategorii prezentuje się znacznie lepiej. Jest uroczo, trochę ckliwie. Bohaterowie oczywiście natrafiają na przeszkody, a autorka odpowiednio rozłożyła napięcie. Książkę wręcz się pochłania kibicując zakochanym.

Jeśli planujesz przeczytać romantyczną opowieść to zapraszam do lektury. Jeśli jednak skusiły cię hasła reklamowe i spodziewasz się realizmu i historii opartej na faktach możesz się bardzo zawieść.


Dzisiaj trochę krótko, ale zaczynam umieszczać
 znowu coś innego niż tylko stosiki zakupowe xd
Czytaliście może "Tatuażystę..."? Po której stronie barykady jesteście?

środa, 7 sierpnia 2019

Stosik majowo - czerwcowy



I następny miesiąc  ciszy na blogu za nami... Cóż, teraz nadchodzi spokojniejszy okres więc postaram się znów coś pisać. W końcu wróciłam z miesięcznego wyjazdu z okazjonalnym dostępem do internetu (dlatego nie czytałam wszystkich waszych wpisów na blogach, ale spokojnie, nadrobię to ;)  ) i mój komputer nareszcie wrócił z naprawy więc skończyły mi się wymówki. Z innych nowości z mojego życia - dostałam się na studia!!! :D Przed wami studentka architektury na politechnice poznańskiej! :) Co prawda bardziej chciałam dostać się do Wrocławia ale i tak niesamowicie się cieszę.
A teraz przejdźmy do konkretów czyli (spóźnionego) stosiku majowo-czerwcowego:




* "Beztroski kemping #3" koniec egzaminów zwiastuje kolejną wycieczkę. Jednak nie wszystko idzie zgodnie z planem i  ostatecznie Rin wyrusza na następny samotny kemping. W tym czasie Aki towarzyszy pokonanej przez gorączkę Nadeshiko. 
Trudno mi uwierzyć, że to już trzeci tom perypetii naszej wesołej gromadki a ja bawię się przy lekturze coraz lepiej. Z kolejnym tomem coraz bardziej lubię bohaterki, choć nie ukrywam, że brakuje mi trochę wplecenia nowych postaci. Po poprzednim tomie spodziewałam się że nowa nauczycielka odegra większą rolę, ale może jeszcze się tego doczekam. Cieszy za to przedstawienie rodziny Nadeshiko, która idealnie pasuje do tego radosnego głupolka ;) 
Mam wrażenie że autor zaczął używać mniej "paskowych" rastrów albo przynajmniej udało mu się zrobić to z większym wyczuciem bo tym razem mi tak nie przeszkadzały. 
Z kwestii polskiego wydania - w kilku miejscach zapomniano o przypisie choć przy dialogu jest do niego odnośnik. 
Tym razem do prenumeraty zamiast broszurki dołączono przepiękne pocztówki :D

* "Death Note #2" - do tej serii mam ogromny sentyment, Death Note był pierwszym obejrzanym przeze mnie anime. Ostatnio znalazłam na półce zapomniany pierwszy tom mangi kupiony przed laty przez mojego tatę i stwierdziłam, że wypadało by w końcu zapoznać się z oryginałem. 
Zawsze najbardziej lubiłam początek serii i nadal się to nie zmieniło. Należę do grupy która uważa, że po śmierci wiadomej osoby poziom zdecydowanie spada. Dodatkowo w początkowych odcinkach (i tomach) rozkminy bohaterów nie są jeszcze przekombinowane.  W każdym razie podczas lektury papierowej wersji bawię się na razie bardzo dobrze.  Tom drugi to głównie rozwiązanie problemu z agentami FBI i utworzenie oddziału ścigającego Kirę.
Pisząc o wersji komiksowej trzeba wspomnieć o kresce Obaty. Bardzo lubię styl jego rysunków, ich dynamikę, i różnorodność projektów postaci. Miło gdy w końcu bohaterowie różnią się czymś więcej niż włosami. Mogę się jedynie przyczepić do mimiki L'a, która w wielu momentach wychodzi groteskowo, ale cóż, taki urok tej postaci ;)

* "Przyjaciółki" - już nigdy nie będę tłumaczyć słabo nakreślonych relacji bohaterów tym że jest to jednotomówka. "Przyjaciółki" pokazały, że na zaledwie 190 stronach da się przedstawić trzy (nawet cztery) wiarygodne charaktery i rozwinąć wątki przyjacielskie i romantyczne. I do tego manga robi to naprawdę dobrze! 
Jak miło trafić na romans shoujo który jest tak nietypowy.  Przede wszystkim przez relacje Eiko i Moe. Pomimo kompletnie odmiennych charakterów dziewczyny łączy niezwykle silna przyjaźń, której utrzymanie jest dla nich dużo ważniejsze niż znalezienie chłopaka. A gdy to w końcu następuje mają szanse udowodnić jak bardzo zależy im na szczęściu tej drugiej. 
Dodatkowe opowiadanie jest już bardziej standardowe ale i tak bardzo przyjemnie się je czyta.
Kreska Yamakawy jest bardzo delikatna,może się wydawać niedopracowana, ale gdy się przyjrzeć przedstawia wiele szczegółów i różnorodnej mimiki bohaterów. Tła pojawiają się rzadko, lecz kompletnie mi to nie przeszkadzało.  

* "QQ Sweeper #1-3" no i ostatecznie popełniłam ten błąd i kupiłam mangę która nigdy nie zostanie u nas zakończona...  
Jako początek serii świetnie spełnia swoją rolę. Wprowadza dających się lubić bohaterów, ciekawy świat z czyścicielami dusz. Zawiera też dużo humoru, który bawił mnie dużo bardziej niż ten z Dengeki Daisy. Do tego wyjątkowo dobrze poprowadzono tajemnice wokół przeszłości Fumi.
Dodatkowo spełnia wartość motywacyjną - bohaterowie w tak piękny sposób mówią o sprzątaniu, że po lekturze wyczyściłam pół domu!
Tylko, że w momencie gdy manga się rozkręca to... docieramy do ostatniej strony. I zostaje nam jedynie irytacja na wydawnictwo. Lub importy na które mnie na razie nie stać. 

* "Are you Alice? #6-12" szczerze mówiąc to manga jest tak poplątana że nawet nie wiem co o niej napisać. Nawet nie umiem stwierdzić, czy zakończenie mi się podobało, tak jak cała seria było... dziwne. Jednak ostatecznie całokształt wywarł na mnie dość pozytywne wrażenie, szalony świat odtworzonej Krainy Czarów porwał mnie swoim klimatem.
Kreska przy pierwszych tomach kompletnie mi się nie podobała, uznawałam że jest za mało czytelna, ale z każdym kolejnym tomem coraz bardziej zaczynałam ją lubić. I te śliczne okładki i kolorowe strony!
Stwierdzam, że muszę przeczytać ponownie wszystkie tomy by wyrobić sobie konkretniejszą opinię.

* "ERASED #4" Kolejny revival, kolejna szansa na zmianę losu. Tym razem Satoru podejmuje bardziej zdecydowane kroki a co ważniejsze - szuka sojuszników.
Akcja pędzi do  przodu, a zagrożenie ciągle depcze po piętach bohaterom. [Mam podejrzenia kto jest mordercą, jednak patrząc że to dopiero połowa historii trochę poczekam na potwierdzenie teorii (i mam nadzieję, że jednak autor mnie zaskoczy)]  Jednak nadal znajdujemy też czas na chwilę wytchnienia i rozwój ich wzajemnych relacji. Czy pogłębienie ich przyjaźni wpłynie jakoś na teraźniejszość? Może okaże się, że dzięki temu w dorosłym życiu utrzymywali kontakt? No dobra, na razie nie czas na takie gdybanie. 
Tym tomem zamykamy pewien etap historii, zastanawiam się co dalej zgotuje nam autor :)

* "Noragami #14" po ataku na klinikę rodziców Hiyori wszyscy muszą zmierzyć się z jego następstwami. Rodzina dziewczyny została oskarżona o te wydarzenia, szpitalowi grozi bankructwo, Yato obwinia się o sprowadzenie nieszczęścia i unika licealistki pozwalając jej skupić się na ziemskim życiu. Bishamon próbuje znaleźć sposób na uratowanie swojego oręża rannego w walce z zaklinaczem.
Po ostatnich pełnych wrażeń tomach następuje czas na wzięcie oddechu. Jednak nawet jeśli autor umieścił humorystyczne sceny poważny klimat już nas nie opuszcza. Choć w tym tomie ojciec Yato nawet się nie pojawia, jego widmo nadal wisi nad wszystkimi. Najbardziej odczuwa to Bishamon, która znowu staje przed trudnym wyborem - czy może poświęcić jednego z klanu by ratować resztę? Jej dobre serce przynosi jej tylko zgubę.
Bardzo podobał mi się wątek z babcią Hiyori i częściowe wyjaśnienie wrażliwości dziewczyny na istoty z dalekiego brzegu.
Końcówka tomu zapowiada że akcja znów się rozkręci. Źle ulokowane zaufanie może mieć spore konsekwencje. 

* "Zerowa Maria i puste pudełko #1-2" przeczytałam tom pierwszy  i wyczuwam masę zmarnowanego potencjału.  Sam pomysł na pudełko jest interesujący a niechronologiczna kolejność pętli wprowadza ciekawy zamęt. Jednak wszytko psuje fatalny styl pisarski, aż rażąco uproszczony. Na dodatek dialogi brzmią okropnie sztucznie. Rozwiązanie zagadki posiadacza przychodzi praktycznie znikąd, teoretycznie, jak w kryminałach, czytelnik powinien próbować sam odgadnąć wynik, jednak prawie wszystkie zasady którymi mamy się kierować okazują się fałszywe. 
Ech, oby w następnych tomach było lepiej bo zdążyłam już zakupić całą serię...

* "Kameleon" - jak miło mieć przyjaciółkę która czyta ci w myślach. Planowałam kupić jakąś książkę Kosika a niedługo po tym dostałam "Kameleona" jako prezent urodzinowy od osoby która nawet nie wiedziała że jestem fanką tego autora.
Oczywiście los tak się złożył że książki jeszcze nie przeczytałam ale po początkowych rozdziałach zapowiada się świetnie :)