Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 października 2025

"Bliźniaczka" i „Jakiej śmierci najbardziej się boisz” Natasha Preston

TYTUŁ:  Bliźniaczka
TYTUŁ ORYGINALNY:  The Twin
AUTOR:  Natasha Preston
ILOŚĆ TOMÓW:  1
LICZBA STRON:  432
WYDANIE ORYGINALNE: 2020
WYDANIE POLSKIE:  2020 (Feeria)

TŁUMACZ:  Karolina Pawlik

Moje drugie podejście do Natashy Preston - nadal średnio udane. Choć rozumiem trochę tytuł "Królowej thrillerów YA" bo pomysły ma naprawdę fajne - gorzej z wykonaniem. 

Bliźniaczki jednojajowe Ivy i Iris mieszkały osobno od rozwodu rodziców. Po nagłej śmierci matki Iris powraca do życia siostry. Kontakt dziewczyn od początku pełen napięcia z czasem tylko się pogarsza. Ivy zauważa niepokojące sygnały jakby bliźniaczka próbowała sabotować jej życie. 

Sam koncept był bardzo ciekawy, niestety w wykonaniu coś poszło nie tak. Już przy poprzedniej książce autorki ("Uwięzione") miałam ten sam problem - jak na thriller brakowało mi napięcia. Całość rozgrywa się z jednej strony za wolno, przez połowę książki koszmarnie się nudziłam, z drugiej,  Ivy za szybko nabiera podejrzeń. "Bliźniaczkę" źle się czyta przez to, że dziewczyna jest okropną narratorką - strasznie mnie irytowała. Może specjalnie, by uwiarygodnić fabułę gdy wszyscy się od niej odwracają. Jeśli tak - pochwały dla autorki. W pewien sposób osiągnęła cel - ja też najchętniej urwałabym kontakt z Ivy,  Nie znając kontekstu fabuły dziewczyna zachowuje się irracjonalnie, wyolbrzymia zachowanie siostry, jej reakcje nie są odpowiednie do wagi wydarzeń. W teorii Ivy powinna być lubianą bohaterką - próbująca od razu rozwiązywać problemy, pracowita. W praktyce była bardzo męcząca. Do tego trudno mi było uwierzyć w Iris - geniusza zbrodni. 

Styl pisania autorki też mnie nie przekonuje. Proste zdania zamiast ułatwiać czytanie sprawiały, że kompletnie nie czułam klimatu.

Nie mogłam wciągnąć się w akcje, nie polubiłam żadnej postaci, przez co finał wywołał mało emocji. Choć patrząc obiektywnie - zakończenie jest piekielnie dobre. Powiedziałabym wręcz, że idealne dla takiej historii, jednak wymaga więzi emocjonalnej czytelnika z bohaterką by odczuć jego siłę. 


TYTUŁ:  Jakiej śmierci najbardziej się boisz
TYTUŁ ORYGINALNY:  The Fear
AUTOR:  Natasha Preston
ILOŚĆ TOMÓW:  1
LICZBA STRON:  382
WYDANIE ORYGINALNE: 2022
WYDANIE POLSKIE:  2022 (Feeria)

TŁUMACZ:  Maria Kabat

Książka miała być moją ostatnią szansą dla autorki. Tym razem udało mi się trafić na bardziej wciągający tytuł ale i tak sporo elementów irytowało. Możliwe drobne (a może i większe) spoilery

Mem z pytaniem o najstraszniejszą śmierć, choć trochę makabryczny, nie wydawał się niczym niezwykłym. W końcu w internecie pojawiają się różne dziwne mody. Cała szkoła Izzy momentalnie podchwyciła temat i dziewczyna szybko stała się jedną z niewielu osób które nie udostępniły publicznie swojego lęku. Gdy znajduje ciała nastolatków, którzy zginęli w podany przed siebie sposób, spokojną okolicę ogarnia Lęk. 

Postacie są mniej irytujące niż w "Bliźniaczce", choć i tak podczas czytania długo nie wiedziałam czy lubię Izzy, to osoba dopasowująca się do otoczenia, podczas książki dopiero uczy się wyrażać stanowczo swoje zdanie. Do tego jest typową szarą myszką podkochującą się w popularnym facecie (za to bardzo podobał mi się fragment w którym stwierdziła, że im więcej spędza z nim czasu tym szybciej mija jej zauroczenie).  
Na plus dla postaci, Izzy jest rozsądna, ma bardzo racjonalne obawy co do całej sytuacji. Nie rozumiem za to podejścia wszystkich innych lekceważących niebezpieczeństwo (Kuzynka! - Chwilę wcześniej rozmawiały o tym, że ma nigdzie nie chodzić sama i co robi?! Nagroda mistrza kryminałów dla osób które zgadną). Niestety im dalej gna fabuła, Izzy również zaczyna zachowywać się absurdalnie - sztandarowy przykład - samotna wyprawa z kolegą z klasy (którego również podejrzewała!) do mieszkania potencjalnego mordercy! Rozumiem jeszcze finał gdzie jej działania były reakcją na szok, ale autorce trochę zabrakło równowagi między strachem dziewczyny i wiarygodnością jej charakteru a potrzebą by posunąć akcję do przodu. 

Finalna konfrontacja bardzo mi się nie podobała. Wydawała się słabo przemyślana, miałam wrażenie, że odbywa się na siłę by zrobić efektowny finał. Do tego po rozdziałach mordercy w których opowiadał jak bardzo ma wszystko przemyślane, ostatnie działania były strasznie losowe i niepotrzebne.

Sama fabuła, nie licząc frustrującego finału, wciągnęła mnie. Warstwa thrillerowa lepiej dawkuje napięcie niż w poprzednich książkach Preston. Wątek kryminalny niby jest oczywisty, a jednak nie do końca. Dałam się złapać na oczywiste pułapki. Może po prostu doszukiwałam się większej intrygi?  [TYM RAZEM OGROMNY SPOILER miałam nadzieję na mniej oklepane rozwiązanie - byłam przekonana, że to Justin będzie mordercą skoro co chwila autorka pisała jak Axel jest podejrzany i jak odludki są seryjnymi mordercami. Uczynienie sprawcy tym najbardziej podejrzanym jest niby trochę oryginalne - ale czy dające frajdę i satysfakcję? Niekoniecznie.]

Na pewno "Jakiej śmierci najbardziej się boisz" było lepszą rozrywką niż "Bliźniaczka". Nadal jednak nie zostałam fanką autorki i raczej nie sięgnę po kolejną książkę - chyba, że znowu złapię się na opis zapowiadający więcej niż dostanę. 


Czytaliście książki Natashy Preston? 
Sięgacie po thrillery młodzieżowe? 

czwartek, 2 listopada 2023

"Mr Darcy. Randka w ciemno z milionerem" Monika Magoska-Suchar

TYTUŁ:  Mr Darcy. Randka w ciemno z milionerem
AUTOR:  Monika Magoska-Suchar
ILOŚĆ TOMÓW:  1
LICZBA STRON:  320
WYDANIE POLSKIE:  2022 (Niegrzeczne książki)
CZAS AUDIOBOOKA:  9 h 7 min
CZYTA:  Agata Skórka, Antoni Trzepałko


Opis książki kompletnie nie oddaje jej zawartości. Zaczynając ją myślałam, że fabuła będzie skupiać się na reality show. Liczyłam na dziwne, a nawet kiczowate zadania oraz nieczyste zagrywki uczestniczek przy poznawaniu tajemniczego pisarza. Takie "Rywalki" w naszej rzeczywistości. Cokolwiek wspólnego z tą tematyką dzieje się dopiero w 2/3 książki, do tego akcja skupia się wtedy na bardzo przewidywalnej intrydze kryminalnej. Konkurencje nie są opisane a kandydatki zostały przedstawione bardzo pobieżnie przez co nawet gdy dzieje się coś złego nie wywołuje to emocji u czytelnika. Na dodatek randki z pisarzem nawet się nie odbywają. To o czym w takim razie jest ta książka? 

Claire jest ogromną fanką romansów Mr Darcy'ego i właścicielką kawiarni w dzielnicy, która wkrótce ma być przebudowana na studio telewizyjne. Spiesząc się do pracy po zakupie najnowszych książek ukochanego pisarza kobieta wpada na ulicy na bogatego nieznajomego. Pomimo złego pierwszego wrażenia znajomość szybko przekształca się w coś więcej. Clare jednak nie wie, że to właśnie Duncan jest człowiekiem odpowiedzialnym za zniszczenie drogiego jej miejsca.

Fabuła "Mr. Darcy. Randki w ciemno z milionerem" jest bardzo standardowa. Ona biedna, on bogaty. Choć pochodzą z różnych światów podobne doświadczenia z trudnej przeszłości sprawiają, że pasują do siebie idealnie. Na ich drodze stają jednak niedomówienia i problemy z komunikacją. Początek ich relacji był wręcz przesłodzony, potem czytelnik zostaje zalany natłokiem konfliktów. Do samych bohaterów mam mieszane uczucia, z jednej strony to, że Clare jest wojownicza było dobre, z drugiej miałam ochotę nią potrząsnąć by porozmawiała z ukochanym zamiast wymyślała własne teorie. Ale rozumiem też jej wściekłość, Duncan nie był lepszy, dużo wcześniej mógł poruszyć drażliwe tematy, przecież sytuacja aż się prosiła o katastrofę. Sam mężczyzna jest nijaki, taka kalka innych męskich bohaterów romansów, nie miał w sobie nic co sprawiłoby, że go zapamiętam.   

Scen erotycznych nie ma dużo ale ze względu na sposób ich opisania książka jest przeznaczona dla czytelników 18+. Muszę jednak pochwalić, że autorka nie jest przy tym przesadnie wulgarna. Styl pisania Moniki Magoskiej-Suchar nie jest zły więc może jeszcze spróbuję z inną jej książką. Wersja audio z którą się zapoznałam podzielona jest na dwóch lektorów,  rozdziały Claire czyta Agata Skórska, a perspektywę Duncana Antoni Trzepałko. Oboje mają dobrą dykcję jednak ze względu na intonację słów i ton głosu lepiej słuchało się męskiej perspektywy.

Końcówka była do przewidzenia od pierwszych rozdziałów więc nie sprawiła, że moje zdanie książce się zmieniło. Nie jest to pozycja zła, po prostu bardzo przeciętna, ani zabawna ani wzruszająca. Audiobook był dobry jako tło do pracy jednak przypuszczalnie w ciągu roku całkowicie zapomnę fabułę. Szkoda, nastawiłam się na coś oryginalniejszego.


Sięgacie po audiobooki? 
Kiedy najwygodniej wam słuchać książek? 

środa, 19 kwietnia 2023

"Zabójcza biel" Robert Galbraith

TYTUŁ:  Zabójcza biel
TYTUŁ ORYGINALNY:  Lethal White
AUTOR:  Robert Galbraith
CYKL:  Cormoran Strike
ILOŚĆ TOMÓW:  6+
OCENIANY TOM:  4
LICZBA STRON:  656
WYDANIE ORYGINALNE: 2018
WYDANIE POLSKIE:  2018 (Wydawnictwo Dolnośląskie)

TŁUMACZ:  Anna Gralak

Nie od razu Rzym zbudowano - a Rowling zajęło to 4 tomy. "Zabójcza biel" w końcu jest prawdziwie wartym uwagi kryminałem. Opłacało się na niego czekać.

Mija rok od ślubu Robin i złapania Rozpruwacza. Dzięki tej głośnej sprawie agencja zyskała w końcu większą sławę i rozrosła się o nowych pracowników. Do Strike zgłasza się Billy, mężczyzna twierdzący, że w dzieciństwie widział jak ktoś udusił dziecko. Ze względu na jego problemy psychiczne nie jest wiarygodnym świadkiem, trudno stwierdzić co jest prawdą a co urojeniami. Nim ujawnia więcej szczegółów przerażony ucieka z agencji i zapada się pod ziemię. Wkrótce detektywów zatrudnia szantażowany minister. Obie sprawy łączy osoba starszego brata Billego.

Ciekawą zmianą w stosunku do poprzednich tomów jest inna tematyka śledztwa. Przez większość książki akcja nie kręci się wokół morderstwa a szantażu. Bardziej pasowało mi to do prywatnych detektywów. Bohaterowie mają znaleźć brudy na grożących ministrowi ludzi. Co ciekawe, kolejną z tajemnic "Zabójczej bieli" jest czym właściwie go zastraszają. Choć odpowiedź sama się nasuwa i czytelnikom i bohaterom, sprawa nie będzie taka oczywista a wskazówki mogą wprowadzić w błąd. 

Książka jest dłuższa niż poprzednie, a zupełnie tego nie czuć. Wszystkie rozdziały dostarczają nowych informacji, nie czułam dłużyzn podczas czytania. Autorka bardzo poprawiła się w prowadzeniu zagadki kryminalnej, raczy czytelnika wieloma wskazówkami, które pozwalają snuć najróżniejsze teorie. Nie ukrywam, ja złapałam się na zastawione pułapki i moje rozumowanie poszybowało w zupełnie inną stronę. Samo rozwiązanie zaskakuje, ale tym razem nie jest wyrwane z kontekstu. Bardzo uważny czytelnik jest w stanie zebrać właściwe tropy, ale przez wielu podejrzanych o zróżnicowanych motywach nie jest to łatwe. 

Sporo wątków wprowadza to, że agencja musi zinfiltrować dwie kompletnie różne grupy społeczne. Robin rozpoczyna pracę w Izbie Gmin, obracając się w towarzystwie politycznych elit, a Barkley, nowy pracownik, dołącza do zgrupowania radykalnych antykapitalistów. W obu towarzystwach nerwowość wprowadza bliskość olimpiady. Staje się to niepisanym limitem czasu dla detektywów, w czasie rozgrywek minister będzie tym bardziej narażony na atak. To kolejny czynnik sprawiający, że książkę bardzo dobrze się czyta. Umiejscowienie akcji w czasie prawdziwych wydarzeń sprawia, że historia jest realniejsza.

Cieszyło mnie, że tym razem w pracy detektywistycznej pierwsze skrzypce grała Robin. Kobieta w tym tomie przez większość czasu działa pod przykrywką i można zobaczyć jakie postępy poczyniła. Już nie jest tą samą sekretarką tylko marzącą o łapaniu przestępców. Pomimo przeciwności i sprzeciwu bliskich osiągnęła swoje cele. Jednak nadal nie zwalczyła do końca swoich demonów. Sprawa Rozpruwacza odcisnęła na niej wielkie piętno a brak wsparcia w domu i w pracy nie pomógł jej pozbierać się z traumy. Po zakończeniu poprzedniego tomu wydawało się, że Robin i Strike zbliżyli się do siebie, "Zabójcza biel" zaczyna się zaskakująco z zupełnie innego punktu. Niedopowiedzenia i podjęte przez to ostateczne decyzje sprawiły że detektywi cofnęli się o wiele kroków. Ich przyjaźń i zaufanie legły w gruzach, a stosunki ograniczyły do spraw zawodowych. Przez to, pomimo statusu wspólniczki Robin nie zyskała pewności do stabilności swojej sytuacji i boi się przyznać do problemów. 

W warstwie obyczajowej dużo się dzieje ale dzięki odpowiednim proporcjom osobiste problemy tym razem nie dominują nad całością. Autorka płynnie kontynuowała emocjonalne "Żniwa zła" pozwalając, by początek czwartej części był całkowicie skupiony na uczuciach bohaterów by na dalszym etapie przyciszyć to i zrobić z tego jedynie tło dla zawodowych wątków. A i tak udaje jej się przeprowadzić bohaterów przez wiele zmian. Robin próbuje utrzymać walące się już od ślubu małżeństwo a Strike ogarnąć związek który przestaje być układem bez zobowiązań. Do tego, przez sprawę z ministrem życie mężczyzny znów przecina się z Charlotte. Jestem bardzo pozytywnie nastawiona do kolejnego tomu, przepracowane w "Zabójczej bieli" problemy bohaterów mogą zaowocować ciekawymi wątkami. 

Moje zdanie o tej serii poprawiło się głównie ze względu na to, że Galbraith dostrzega swoje błędy. Przy okazji poprzedniego tomu pisałam o niekonsekwencji w podejściu bohatera do prowadzenia śledztw. Wystarczyło jedno zdanie w rozmowie z Robin o tym, że nigdy nie twierdził, że nie jest hipokrytą by przestało to tak razić. Skoro od teraz jest to uznawane za specjalny zabieg, jestem w stanie przymknąć oko.

"Zabójcza biel" była bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Dobre wyważenie wątków kryminalnych i obyczajowych, sprawnie poprowadzona intryga i interesujący rozwój bohaterów. Jak poprzednie tomy można było nazwać najwyżej poprawnymi, tak ten mogę z czystym sercem polecić każdemu fanowi kryminałów.

niedziela, 30 października 2022

Stosik czerwcowo-lipcowy 2020




* "Beztroski kemping #9" - Kontynuujemy kemping w Izu. Pierwszy wieczór przebiega w atmosferze szaleństw kulinarnych. Aż chce się coś ugotować. Mam wrażenie, że autor coraz dokładniej opisuje procesy tworzenia posiłków i powoli z mangi poradnikowo-podróżniczej przekształca się w książkę kulinarną.
Podczas wycieczki zwiedzamy z dziewczynami kolejne geotopy, ilustracje niesamowicie dobrze odzwierciedlają rzeczywiste miejsca i oddają ich piękno, wspinamy się też oglądać zachody słońca i trafiamy do parku z kapibarami w gorących źródłach! Rozumiem zachwyt Akari nad tymi gryzoniami, nawet na rysunku były niezwykle urocze^^
Jak mowa o Akari, uwielbiam jej przekomarzanki z Aoi. Starsza z dziewczyn nieźle wkręca siostrzyczkę. Relacja rodzeństwa jest tu fajnie pokazana, te drobne, nieszkodliwe złośliwości pokazują jak są do siebie przywiązane.
Grupka odwiedza państwo Ida, zaprzyjaźnione małżeństwo które uratowało dziewczyny od zamarznięcia kilka tomów temu. Kempingi łączą pomimo różnic wieku, czy to dorośli czy nastolatki.
Prawie zapomniałabym o głównym punkcie tomiku a mianowicie o niespodziance urodzinowej. Niestety jak dla mnie ta scena wypadła trochę nijako, może przez to, że ten "Kemping..." był pełen bardziej uroczych momentów.
Tom kończy się wieczorną rozmową Rin z Nadeshiko po powrocie. Brzmi ona trochę jak kończąca serię i jeśli byłby to ostatni tom to byłabym całkowicie usatysfakcjonowana. Ale skoro jak wiemy nie jest, z największą przyjemnością idę czytać 10. 

* "Dar trzech króli" - historia o miłości dziewczyny patrzącej w gwiazdy i chłopaka z głową blisko ziemi, która za szybko się skończyła. Teraz, po 5 latach od jej śmierci Daichi wyrusza w wyprawę mającą przywołać ich zacierające się w jego pamięci wspólne wspomnienia. Nie wie, że będąca w niebie Akari zrobi wszystko by w końcu o niej zapomniał i żył dalej.
"Dar..." to bardzo smutna i wzruszająca opowieść o stracie z którą trudno się pogodzić, gdy przysięga "na zawsze" staje się przekleństwem a nie błogosławieństwem. Obserwując wspomnienia bohaterów nagromadzone na przestrzeni całego ich życia, od dzieciństwa po studia, czytelnik coraz bardziej odczuwa rozpacz pary i siłę ich uczucia. Dla dobra drugiej osoby są gotowi ranić samych siebie. Jednak może ta wędrówka stanie się dla nich katharsis i pozwoli uwolnić się od żalów.
By zrównoważyć ciężar historii manga zawiera też trochę humoru. Dodatkowo koncepcja zaświatów zaprezentowana przez autora jest bardzo interesująca. Według niej wartość duszy wzrasta w zależności ile o zmarłym mówi się po jego śmierci. Od tego zależy czy spędzisz wieczność w luksusach czy harując za grosze.
Ta opowieść jest piękna treściowo i wizualnie. Mnie ujęły w szczególności kadry nocnego nieba, choć narysowane dość prosto, zachwycają i każą na dłużej zatrzymać się na stronie.

* "Silver spoon #15" - nieprzeczytany, czeka na kupienie 8  tomu w wersji e-mangowej... no dobra, przyznam się, nie mogłam się powstrzymać, przejrzałam, narobiłam sobie spoilerów (choc to na szczęście taka seria, że nie będzie to aż tak bardzo razić) i mogę powiedzieć, że trzyma poziom. W lekkiej atmosferze żegnamy bohaterów, choć wybrali różne ścieżki wspólne lata połączyły ich w trwałą przyjaźń. Historia zamyka się ładną klamrą, Hachiken zaczął opowieść gubiąc się na zadupiu i kończy w taki sam sposób będąc jednak na zupełnie innym etapie życiowym, przeszedł bardzo długą drogę, rozwinął się pozostając przy tym tym nieporadnym, uczynnym, zabawnym i lubianym przez czytelnika sobą.

* "Wicehrabia Valmont" - Dobrze wspominam wersję filmową z 1988 więc byłam bardzo ciekawa jak autorka przerobi historię na mangową modłę.
Wicehrabia Valmont i markiza de Marteuil traktują miłość jak grę. Ich dewizą jest kochać, zdobywać i porzucać. Najnowszym celem zostaje cnotliwa mężatka, prezydentowa De Tourvel i młodziutka Cecile, zaręczona z wrogiem markizy. Który z dawnych kochanków pierwszy odniesie zwycięstwo? A może na ich drodze staną inne uczucia?
"Niebezpieczne związki" na pewno nie można zakwalifikować jako romantyczną historię. Fabuła pełna jest niezdrowych relacji, nieczystych zagrywek i manipulacji. Bardziej przypomina to wojnę niż miłość. Często działania bohaterów wręcz odrzucają, jednak całość fascynuje i nie pozwala się oderwać. Choć założenia fabularne kręcą się wokół cielesności, w mandze prawie nie znajdziecie scen czysto erotycznych. Same jednak wymiany listów, ukradkowe spojrzenia i dotknięcia dłoni sprawiają, że napięcie wisi w powietrzu przez cały tom. To samo uwielbiam u Jane Austen, a o czym współczesne romanse często zapominają - nie potrzeba pakować bohaterów od razu do łóżka by przedstawić przyciąganie między nimi.  
Niestety mam wrażenie, że całość jest mocno przyspieszona, w końcu mangowa adaptacja zwiera tylko dwa tomy. Na szczęście jest to umiejętnie rozwiązane, nie ma nagłych przeskoków sprawiających że fabuła nie jest ciągła, po prostu niektóre fragmenty można by rozwinąć by pogłębić psychologię bohaterów. 
Akcja dzieje się w XVIII wieku i dialogi są stylizowane na dawne czasy. Tłumacze też nie użyli współczesnych określeń które wytrąciłyby czytelnika z klimatu opowieści. We wczuciu się w nastrój dawnej Francji pomaga również warstwa graficzna, ubiór bohaterów i fryzury. Nie jestem historykiem więc nie mogę określić na ile są realistycznie odwzorowane, ale dla laika bardzo pasowały.

* "Miejsce dla kochanków" Maya i Kazuhiko są kuzynostwem mieszkającym po sąsiedzku. Ich rodziny są skłócone, nie przeszkadza im to jednak w byciu parą. Problemy w ich związku zaczynają się jednak gdy matka dziewczyny trafia do szpitala a ta by zarobić na jej leczenie przyjmuje propozycje pracy w modelingu. Chłopak nie pochwala decyzji ukochanej a rozłam między nimi coraz bardziej się powiększa.
Lubię od czasu do czasu przeczytać stare shoujo, są zazwyczaj bardzo specyficzne ale mają swój urok. "Miejsce.." okazało się wyjątkowo nowoczesne. Głównie za sprawą bohaterki która jest lepsza niż w większości współczesnych serii. Gdy trzeba bierze sprawy we własne ręce, potrafi być samodzielna, nie boi się wyrażać własnego zdania, za sprawą nowej pracy rozwija się i zyskuje pewność siebie. Co prawda jej końcowa decyzja lekko zawodzi, ale po zastanowieniu stwierdzam, że pasuje do jej charakteru, do ostatniej strony postępuje inaczej niż oczekują od niej ludzie, w zgodzie ze sobą.
Tom zawiera również oneshoty, ale one nie zachwycają. Przed ponownym czytaniem ani trochę nie pamiętałam o czym były. 
Pierwsza historia jest bardzo typowa, dziewczyna powtarza klasę i poznaje chłopaka nieśmiałego w kontaktach z płcią przeciwną. Czy to jest przyjaźń czy już kochanie z obowiązkową toną nieporozumień spowalniającą ich zejście się. Druga się wyróżnia ale w negatywny sposób. Przyrodnie rodzeństwo poznaje się dopiero w wieku nastoletnim i trudno im nagle zacząć się traktować jak brat i siostra czyli przykład niezrozumiałego zamiłowania Japończyków w mangach do tematów okołokazirodczych.
Kreska jest przykładem starego shoujo. Słodka, z gwiazdami i kwiatkami (choć w zdecydowanie mniejszej ilości niż np Róży Wersalu), sporymi oczami. Tła pojawiają się sporadycznie, skupia się głównie na emocjach postaci.

* "Legion - Wiele żywotów Stephena Leedsa" - Trzy nowele o geniuszu którego umiejętności przybierają postać towarzyszących mu wyobrażonych ludzi. Pięćdziesiąt aspektów - każdy z odmiennym charakterem, wyglądem, wierzeniami, własnym skrawkiem szaleństwa - pomaga mu rozwiązywać sprawy kryminalne. Jednak nie jest to opowieść o jego karierze a upadku.
Jest to lekkie sf, bohater rozwiązuje sprawy często związane z niesamowitymi technologiami, jak aparat robiący zdjęcia przeszłości, kradzież zwłok naukowca traktującego komórki w ciele jak dysk zapasowy z danymi badań czy teleportującego się kota (ech, chciałabym poznać całą jego historię) 
Końcówka drugiego opowiadania była wspaniała, bohater genialnie rozwiązał problem czyhającej na niego płatnej zabójczyni. Nieźle się uśmiałam.
Mam wrażenie że trochę nie wykorzystano potencjału aspektów, wiem że ponad czterdzieści postaci na 300 stronach nie da się rozwinąć więc wielu nawet nie przedstawiono. Szkoda, poczytałabym więcej historii Stephena.
Mam trochę nadzieję, że autor jeszcze powróci do uniwersum. Ta książka opowiada o schyłku Legiona, a jego wcześniejsze przygody mogłyby zawierać materiał na nawet kilka książek. 

* "Stalowe serce" - superbohaterowie nie pokonali złoczyńców, stali się wręcz gorszymi od nich tyranami. 12 lat po pojawieniu się Epików chłopak, który jako jedyny żywy widział krwawiące Stalowe Serce stara się dołączyć do Mścicieli, ostatniej organizacji podejmującej walkę. Namawia ich na szalony plan podniesienia ręki na kogoś uznawanego za niezwyciężonego.
Książka jest bardzo filmowa, od tempa po fabułę wzorowaną na heist movie. Podczas opisów scen akcji w niektórych momentach przed oczami stawały mi wręcz wyobrażone kadry z ekranizacji. Można by przełożyć ją na język filmowy praktycznie 1:1, aż dziwne, że nikt się jeszcze tego nie podjął. 
Ekipa jest w sumie zestawieniem standardowych cech charakterów, grupowy śmieszek, poważna ale docinająca mu kobieta od techniki, tajemniczy przywódca, kłócąca się z głównym bohaterem dziewczyna w której ten się zakochuje. Ale nie zmienia to faktu, że i tak czytelnik pała do nich sympatią. Kimś bardziej nietypowym jest narrator książki. Uwielbiam Davida, z jego nieobyciem społecznym prowadzącym do dziwnych metafor i nerdowskim byciem chodzącą epikową encyklopedią. Kibicowałam mu gdy zaczynał w końcu interesować się czymś poza zemstą.
Jak zawsze u Sandersona kreacja świata nie zawodzi. Na razie co prawda nie dostajemy za wiele informacji, o genezie epików nie wspominając, jednak już teraz zaprezentował bardzo bogate uniwersum. Przez wspominane mimochodem informacje o innych uzdolnionych czy losach pozostałych miast czytelnik może wytworzyć w głowie wizje Ziemi po Calamity. I choć jest to wizja ponura, bardzo intryguje.

---------------------mały bonus związany z moją inną niż czytelnicza pasją. Od kilku lat mam świra na punkcie puzzli, na ścianach w całym domu wiszą takie ułożone "obrazy"-----------------------

* Grafika
La Carte d'Ebstorf - Mappemonde du XIIe Siecle, Ebstorfer Weltkarte, 12. Jahrhundert - puzzli tej firmy, choć mają cudowne wzory, w tym często mniej oklepane obrazy, nie jestem w stanie z czystym sumieniem polecić. Są źle przycięte, przy mapie była wręcz linia przez całość z błędem fabrycznym, przy której musiałam wciskać puzzle na siłę, mankament utrudniający układanie i psujący zabawę. Ale jedno trzeba im przyznać - na pudełku pokazują cały obrazek, a nie zakrywają część logiem, co u innych notorycznie się zdarza. 
Co do samego wzoru - mapa jest idealnym przykładem sztuki średniowiecznej z całym jej zwariowaniem i dziwnością. Dopiero przy układaniu odkryłam ilość szczegółów, jest pod tym względem niesamowita.      
Hermann von Kaulbach: Stilleben mit alten Buechern Krug und Weinglas, 1865 - już pierwsze otwarcie pudełka było lekko zniechęcające. Masa elementów nie rozciętych, ręcznie musiałam je rozerwać, było blisko uszkodzenia puzzli. Kolory nadruku nie są takie jak na obrazku, bardzo trudno dopatrzyć się różnic odcieni brązu i czerni. Często miałam też wątpliwości czy coś pasuje, bo puzzle nie przylegają szczelnie do siebie. I są powtarzalne, udało mi się znaleźć 3 dokładnie takie same tylko z delikatnie inną barwą! Ale żeby nie było, że tylko krytykuję - sam obraz jest bardzo trudny do ułożenia, stanowił świetne wyzwanie.

*Eurographics
Marc Chagall: The Triumph of Music - Kupiłam je przez to, że były jedynymi dostępnymi w sklepie z kolekcji smart cut technology - puzzle nie mają klasycznych kształtów tylko są powyginane, jedne mniejsze, drugie większe, nie układają się w rzędy i kolumny tylko tworzą nierówną mozaikę. Na pewno do tego typów puzzli jeszcze wrócę, układało się je bardzo ciekawie i zabawnie. Nigdy nie mogłam być pewna czy w danym miejscu ma się znaleźć jeden puzzel czy np 3, przez co nieźle się naszukałam odpowiednich. Jedynym minusem było to, że nie jestem fanką Chagalla, puzzle wyjątkowo nie trafiły na ścianę.  

*Artpiece Puzzle
Mike Wilks: The Destruction of Pile - Jak na razie ta firma została moją ulubioną. Bardzo dobrze wykonane i przycięte elementy, nie za duży karton i jeszcze drobna rzecz a cieszy - ładny, jasnobrązowy tył puzzli. Od razu przyjemniej się przeszukiwało karton.
Miasto po ułożeniu wygląda fenomenalnie, a lekko panoramiczny format to podkreśla. Rysunek ma niesamowitą ilość szczegółów a architektura choć powyginana i zwariowana, klei się perspektywicznie. Myślałam, że puzzle będą bardzo łatwe przez ilość elementów na obrazku ale zaskakująco nie dało się ekspresowo wyszukać odpowiednich miejsc. 


Wiem, że to bardzo stare  stosiki, zastanawiałam 
się czy nie przeskoczyć do aktualnych, ale nie chcę 
zostawić  tych  tomów  zbieranych  serii bez opinii.

Teksty dostępne też na instagramie: 
https://www.instagram.com/bazgroly_o_kulturze/

czwartek, 20 października 2022

"Żniwa zła" Robert Galbraith (J.K. Rowling)

TYTUŁ:  Żniwa zła
TYTUŁ ORYGINALNY:  Career of Evil
AUTOR:  Robert Galbraith
CYKL:  Cormoran Strike
ILOŚĆ TOMÓW:  5+
OCENIANY TOM:  3
LICZBA STRON:  488
WYDANIE ORYGINALNE: 2015
WYDANIE POLSKIE:  2016 (Wydawnictwo Dolnośląskie)

TŁUMACZ:  Anna Gralak

Kryminał czy obyczajówka? 

Kolejne śledztwo jednonogiego byłego wojskowego i jego asystentki. Szkoda, że ciekawe śledztwo utonęło wśród dramatów obyczajowych. "Żniwa zła" są najsłabszym tomem o Cormoranie i Robin.

Zacznę od napisania herezji - nigdy nie czytałam Harrego Pottera ani nie obejrzałam w całości filmów. Podchodzę więc do kryminałów Rowling z dystansem, bez sentymentu. "Wołanie kukułki" nie było złe, ale też nie wybitne. Dobrze napisane, jeśli polubiło się bohaterów ciekawe jako obyczajówka, jednak przy wątkach kryminalnych posiadało widoczne braki. Autorka nie dała możliwości czytelnikowi samemu odkryć rozwiązania. "Jedwabnik" był pod tym względem trochę lepszy. A jak prezentuje się 3 część serii?

Dzień którego nigdy nie zapomni zaczął się dla Robin jak wiele podobnych. Poranna kłótnia z narzeczonym, droga do pracy, kurier czekający przed drzwiami. Otwarcie paczki okazuje się początkiem horroru. Zamiast oczekiwanych aparatów kobieta znajduje odciętą damską nogę. Choć w pracy asystentki detektywa zetknęła się z wieloma okropieństwami nigdy wcześniej nie dotyczyły aż tak bezpośrednio jej. Ze względu na dołączoną wiadomość Strike sądzi, że sprawcą jest ktoś z jego przeszłości. Czy będzie nim jeden z czterech podejrzanych, czy może tym razem przeczucie zawiodło detektywa?

"Żniwa zła" zaczynają się bardzo intrygująco. Śledztwo prowadzone w trzech kierunkach zaciekawia pomimo wolnego tempa, szczególnie, że autorka umiejętnie podsuwa wskazówki pasujące do całej trójki. Poczucie zagrożenia wprowadzają krótkie rozdziały z perspektywy mordercy, dzięki nim czytelnik ciągle czuje jego obecność w pobliżu. Niestety z czasem książka traci napięcie. Dramaty obyczajowe zaczynają wysuwać się na pierwszy plan i stają się istotniejsze niż polujący na bohaterkę psychopata.

W poprzednich tomach rozwój relacji bohaterów był jednym z najlepszych elementów powieści, jednak była jedna kwestia, która bardzo mnie raziła. W "Żniwach zła" stała się aż zanadto widoczna. Piekielnie nie lubię gdy "miłosny rywal" jest przedstawiany po najmniejszej linii oporu - czytelnik przecież nie może mieć wątpliwości z kim powinna skończyć (w tym tempie przypuszczalnie za 10 tomów) bohaterka. Obecny narzeczony Robin, Matthew, od początku był kreowany na kompletnego dupka. Rewelacje ze "Żniw zła" całkowicie przekreślają  jego szansę na zrehabilitowanie się i nabranie do niego choć nici sympatii. Do tego nadal jest postacią bez głębi. Muszę jednak pochwalić rozwój Robin, fakty z jej przeszłości dobrze tłumaczą jej postępowanie zawodowe i osobiste oraz trzymanie się tego związku. Nie zmienia to jednak faktu, że czytelnik nie jest w stanie kibicować jej decyzjom i czuje w trakcie czytania frustracje.

Dramaty osobiste prowadzą do zbliżenia się detektywów do siebie. Odchodzą od zasady pozostania na stopie zawodowej i zacieśniają swoją przyjaźń. Prowadzi to do pierwszych poważniejszych konfliktów między nimi co dodatkowo sprawia, że robi się w książce za mało kryminału w kryminale.

"Żniwa zła" to dla bohaterów czas rozliczenia się z przeszłością. Śledztwo jest dla Strike bardzo osobiste, podejrzani są jego błędami z dawnych lat. Czy jednak urazy nie przysłaniają mu faktów? O tym musicie przekonać się sami. Także Robin konfrontuje się ze swoimi demonami. Kobieta nie powala odebrać sobie wywalczonej wewnętrznej siły i wiary we własne umiejętności angażując się w pracę pomimo niebezpieczeństwa. 

Elementem który drażni mnie swoją niekonsekwencją jest metoda prowadzenia śledztwa przez detektywa. Zamiast trzymać się dowodów wymyśla teorie do których później szuka śladów. Byłoby to w porządku gdyby sam ciągle nie podkreślał jak ważne są fakty. Krytykuje on Robin gdy ta kieruje się intuicją a sam ciągle robi to samo. Jak w wielu kryminałach i tu niestety policja jest przedstawiona na bardzo nieudolną, na szczęście przynajmniej jeden stróż prawa nie lekceważy w tym tomie bohaterów, choć też niewiele dokłada od siebie do znalezienia sprawcy. Na dodatek koniec śledztwa niestety powraca do problemów jedynki. Zamiast opierać się na serwowanych wskazówkach autorka wyskakuje rozwiązaniem z niczego. Jest nie do wydedukowania. Takie odkrycie kart sprawiło, że cała powieść od razu straciła w moich oczach. 

Pomimo tych mankamentów fabuły nie mogę powiedzieć, że całkowicie źle spędziłam czas przy książce. "Żniwa zła czyta się bardzo szybko dzięki doświadczonemu pióru autorki. Muszę pochwalić konsekwencję w prowadzeniu narracji z perspektywy Cormorana. Autorka nie traktuje jego niepełnosprawności jako kosmetycznego dodatku obecnego tylko gdy pasuje do akcji. Jest czymś co ciągle wpływa na jego życie, realistycznie więc nie znajdziecie żadnych pościgów za podejrzanymi, a ich próby mają swoje konsekwencje dla bohatera.

Osobom zaznajomionym z poprzednimi śledztwami detektywów polecam jednak przeczytać i ten tom. Wydarzenia w nim zawarte mocno wpływają na bohaterów i trudno byłoby bez niego sięgnąć po kolejny, a mogę was zapewnić, że dla niego warto się chwilę ponudzić. Starym wyjadaczom kryminałów jednak odradzam, możecie się zawieść.

piątek, 30 września 2022

Czego naprawdę pragnie twoje serce? - "O Mantykorze, która szukała domu" Artur Tojza

TYTUŁ:  O Mantykorze, która szukała domu
okładka książki O Mantykorze, która szukała domu
AUTOR:  Artur Tojza
ILOŚĆ TOMÓW:  1
LICZBA STRON:  36
WYDANIE:  2022 (Self Publishing)

Czego naprawdę pragnie twoje serce?

Nastrojowa baśń o podróży dwóch niezwykłych stworzeń. "O Mantykorze, która szukała domu" przedstawia strażniczkę pragnącą własnego miejsca i dżina który sam też miał marzenia.

Pustynia Dasht-e Kavir od wieków była strzeżona przez legendarną istotę, Mantykorę. Jedyna w swoim rodzaju, wędrowała wśród piasków, broniąc żyjących na tych terenach stworzeń. Po latach tułaczki zaczął jej doskwierać brak miejsca do którego mogła wrócić i w którym nie byłaby tak samotna. Odnalezienie nietypowego dżina daje jej nadzieję na urzeczywistnienie marzenia, jednak zgodnie z umową najpierw musi sama spełnić jego trzy życzenia.

Kolejna, po "Małej Hydrze, która nauczyła się latać" baśń od Artura Tojzy, która pełna jest niezwykłych stworzeń i magii, ale pod tą otoczką nadal dotykająca bardzo przyziemnych tematów.

Pomimo braku nieodpowiednich dla młodszego czytelnika treści, poleciłabym lekturę "O Mantykorze, która szukała domu" trochę starszym czytelnikom niż "Małą Hydrę", mogą bardziej docenić tą pozycję. Przyczyną jest bardziej statyczna forma, klimat jest poważniejszy, trochę filozoficzny. Niektórych może to znudzić, nawet przy tak krótkiej pozycji. Jeśli taki styl wam nie odpowiada nie ma co próbować. Cała książka składa się z dyskusji bohaterów, ich przemyśleń. Bohaterowie wędrują po wydmach, snują opowieści o minionych czasach, o ludziach na których natrafili i o tym jak to wpłynęło na ich postrzeganie rzeczywistości. 

Skoro odbieraniu otoczenia mowa, zauważyłam, że autor tworzy bohaterów według konkretnego schematu. Przy dwóch pozycjach taka powtarzalność nie przeszkadza, jednak mam nadzieję, że kolejna książka przyniesie trochę odmienne charaktery.
Jeden z protagonistów to ktoś z ograniczoną wiedzą o świecie, wysnuwający negatywne wnioski z zebranych doświadczeń. Mantykora jest pesymistką, osądzającą na podstawie plotek, choć jest dojrzalsza, bardzo przypominała mi Małą Hydrę. Obie przez krzywdy których doświadczyły lub widziały nie są w stanie dostrzec przejawów dobroci.
Dżin z baśni O Mantykorze która szukała domu
Druga z postaci to mentor, prowadzący czytelnika i towarzyszkę  w podróży uświadomienia, że świat nie jest taki czarno-biały. Dostrzega jego pozytywne i negatywne aspekty ale i tak udaje mu się zachować pogodę ducha. Nie traci nadziei, nie ocenia całego społeczeństwa przez czyny jednostek. Takie kreacje bohaterów pomagają w prowadzeniu baśniowej opowieści z morałem, pozwalają na prowadzenie dyskusji, których jak wspomniałam w tej pozycji nie brakuje. Dżin i Mantykora zażarcie spierają się o naturę ludzi, wymieniają doświadczeniami, wytykają sobie hipokryzję. Z czasem użyte jako obraza porównanie "ludzki" zmienia znaczenie.

Warto wspomnieć o ładnych ilustracjach, na początku i końcu książki. Szkicowe grafiki, bardzo estetyczne, z prostym cieniowaniem dobrze przedstawiającym przestrzeń. 


sobota, 3 września 2022

"O Małej Hydrze, która nauczyła się latać" Artur Tojza

TYTUŁ:  O Małej Hydrze, która nauczyła się latać
AUTOR:  Artur Tojza
ILOŚĆ TOMÓW:  1
LICZBA STRON:  36
WYDANIE:  2022 (Self Publishing)
CZAS AUDIOBOOKA:  53 min
CZYTA:  Iwona Milerska

Brzydkie kaczątko na nowo. "O Małej Hydrze, która nauczyła się latać" zabiera dziecko i rodzica na pełną niezwykłości naukę akceptacji innych, ale przede wszystkim samego siebie. 

Na wyspie na Morzu Egejskim żyła Mała Hydra inna od reszty pobratymców. Jako jedyna miała tylko jedną głowę oraz skrzydła. Nie potrafiła tak dobrze polować jak inne hydry, nie mogła też brać udziału w niektórych zabawach. Choć miała kochającą rodzinę, bolało ją, że rówieśnicy się z niej śmieją. Sprawiało to, że czuła się nieszczęśliwa i wyobcowana, wolała więc spędzać czas w samotności. Podczas jednej z wędrówek natrafiła na pierwszego od wieków człowieka, który trafił na wyspę. Podróżnik będący osobą niepełnosprawną nauczył ją akceptacji odmienności.

Uniwersalne wartości

Książka już od pierwszych minut kojarzyła mi się z wariacją na temat bajki o Brzyskim Kaczątku. "Mała Hydra..." przekazuje jednak dużo więcej cennych lekcji. 

Najważniejszą dla każdej grupy wiekowej lekcją płynącą z książki jest to, że nie da się zacząć zdrowych relacji dopóki nie akceptujesz samego siebie. Mała Hydra miała tak słabą samoocenę, że najmniejszy komentarz odbierała jako atak nie zwracając uwagi na tych, którzy odnosili się do niej normalnie. Podobne zachowania można zaobserwować w codziennym życiu. Przez kompleksy człowiek odpycha dobro wokół siebie.

Książka te i inne wartości przekazuje w sposób bezpośredni ale dobrze wpleciony w fabułę. Warto dawać dzieciom takie książki, skłaniające do myślenia, ale nie nachalne, oprócz nauki oferujące też dobrą zabawę.

Audiobook na dobranoc

"O Małej Hydrze, która nauczyła się latać" niestety nie posiada wersji papierowej. Można zakupić ją w wersji e-book lub jako audiobook. Ja zapoznałam się z tą drugą opcją. Polecam tę wersję, czytająca Iwona Milerska ma przyjemny, łagodny głos i dobrą dykcję. Jeśli będziecie chcieli puścić historię dzieciom jako dobranockę nie rozbudzi pociech przez zbytnią ekspresję, ale i nie znudzi przez monotonię.

Zastanawiałam się dla jakiego wieku najlepiej polecić książkę. Tojza buduje zdania w sposób stylizowany na baśń, ewidentnie przeznaczony dla młodych odbiorców. Jednak słownictwo nie jest przesadnie uproszczone, czasem wręcz używa słów które mogą być skomplikowane dla najmłodszych. Warto usiąść z dzieckiem i pomóc w razie problemów.




Jaka była wasza ulubiona książka w dzieciństwie?
Moją była seria o Abby Hayes, szkoda, że wydano 
w Polsce tylko połowę tomów.

czwartek, 30 grudnia 2021

"Most we mgle" Marcin Ciszewski

TYTUŁ:  Most we mgle
Most we mgle recenzja
AUTOR:  Marcin Ciszewski
ILOŚĆ TOMÓW:  1
LICZBA STRON:  394
WYDANIE: 2021 (WarBook)


Most we mgle prowadzący do podróży w czasie i zmiany dziejów. Piłsudski ruszający z odsieczą Bonapartemu. Co wyniknie z tych zawirowań historii?

W 1934 Ludwik Krępski znajduje tajemniczy most we mgle. Po przejściu na drugą stronę odkrywa, że znalazł się w 1813 roku. Zostaje natchniony szaloną wizją możliwości zmiany dziejów Rzeczpospolitej. Zaraża nią samego Piłsudskiego, który postanawia zorganizować wyprawę wojsk mających uratować Bonapartego i Poniatowskiego pod Lipskiem, odbić Warszawę i zostawić po drugiej stronie uczonych wspierających rozwój techniki. Misja w teorii prosta, a 120letnia przewaga uzbrojenia gwarantuje prawie pewny sukces. Bowiem co może pójść nie tak skoro dowódcy znają przyszłość? Jak się szybko okazuje wiele rzeczy.

Mniej polityki więcej wojskowości.

Fabuła rozwinęła się w trochę innym kierunku niż wyobraziłam sobie po wstępie. Plan Ludwika zakładał więcej zabaw z mieszaniem historii, nie tylko pod względem militarnym ale też politycznym i naukowym. To szczególnie przemówiło do mnie na początku książki, choć przypuszczam, że by dobrze to rozwinąć autor potrzebowałby z pięciu tomów. W rzeczywistości fabuła ma więc dosyć jednotematyczną formę. Całość obraca się wokół bitwy o Lipsk. Przemarszu, potyczek po drodze i samej bitwy. 


wtorek, 16 listopada 2021

"Niewidzialny" Bogusz Dawidowicz

TYTUŁ:  Niewidzialny
AUTOR:  Bogusz Dawidowicz
ILOŚĆ TOMÓW:  1
LICZBA STRON:  416
WYDANIE:  2021 (E-bookowo)

Niewidzialny odwraca role i zamiast policji czy poszkodowanego przedstawia historię z perspektywy sprawcy. Ale może i on jest ofiarą, co w jego życiu doprowadziło do tego nieodwracalnego momentu?

Akurat złożyło się, że przed czytaniem skończyłam sezon netflixowego You. Nie mogłam zignorować pewnych wspólnych motywów początku fabuły. W obu przypadkach obserwujemy skrzywdzonego w dzieciństwie bohatera, który przez to przejawia mocno psychopatyczne skłonności. Stalkuje ukochaną w sieci i w realu, by potem się do niej zbliżyć. To podobieństwo sprawiło, że zaczęłam się zastanawiać co więc sprawia, że Joe lubię nielubić a Tomasz jest po prostu odpychający. Bowiem bohater Dawidowicza od samego początku nie wzbudza jakiejkolwiek sympatii czytelnika. Czy mają na to wpływ jego relacje z innymi ludźmi? Wszystkie jego znajomości przejawiały się poczuciem wyższości i wykorzystywania ich do własnych celów. Co jest też częściowo następną cechą wspólną bohaterów.  A może jednak podświadomie więcej wybaczamy atrakcyjnym postaciom? Gdy człowiek sobie to uświadomi jest to przerażające. 

Cała recenzja:

sobota, 9 października 2021

"Dziewczyna, która klaszcze" Tomasz Kozioł

TYTUŁ:  Dziewczyna, która klaszcze
AUTOR:  Tomasz Kozioł
ILOŚĆ TOMÓW:  1
LICZBA STRON:  366
WYDANIE:  2021 (Uroboros)

ILUSTRACJE:  Marcin Medziński

Opuszczona posiadłość będąca miejscem starej tragedii, nieprzychylni mieszkańcy, tajemnica do rozwiązania, a w tle pełen grozy odgłos: klask, klask, klask. Po lekturze Dziewczyna, która klaszcze pozytywnie kojarzący się dźwięk aplauzu zmieni się w coś wywołującego zgrozę i obrzydzenie.

Książkowym horrorom trudniej bez efektów dostępnym filmom utrzymać ciarki na plecach. Dziewczyna która klaszcze wybrnęła z tego operując na wstępie samym klimatem, bez pospolitych straszaków. Jest... niepokojąca, tak, to najlepsze określenie. Nie przerażająca, nie wywołuje typowego strachu tylko właśnie dyskomfort i uczucie niepewności. Wydarzenia są z pozoru spokojne, jednak czytelnika nie opuszcza wrażenie, że coś jest na niewłaściwym miejscu.

Cała recenzja:

niedziela, 22 sierpnia 2021

"Susza" Neal i Jarrod Shusterman

TYTUŁ:  Susza
TYTUŁ ORYGINALNY:  Dry
AUTORZY:  Neal i Jarrod Shusterman
ILOŚĆ TOMÓW:  1
LICZBA STRON:  416
WYDANIE ORYGINALNE: 2018
WYDANIE POLSKIE:  2021 (YA!)

TŁUMACZ:  Jacek Konieczny

Dostęp do wody odbieramy jako oczywistość. Choć każdy zdaje sobie sprawę z obszarów na ziemi pozbawionych tego luksusu, raczej głębiej nie zastanawiamy się nad znaczeniem tego faktu. Co jednak gdyby nagle sytuacja się zmieniła? Jak szybko ludzie pozbyliby się skrupułów za choć kroplę życiodajnego płynu? Susza przedstawia swoją odpowiedź prezentując tydzień koszmaru z odciętej od wody Kalifornii.

Choć ze względu na bohaterów zaliczana do młodzieżówek, nie jest przeznaczona tylko dla ich fanów. Porusza istotne kwestie i pozostawia po sobie przemyślenia, które każdy powinien wziąć do serca. Bo gdy jej scenariusz zrealizuje się w realnym świecie będzie już za późno. Oprócz tego to kawał wciągającej historii, która przypadnie do gustu wielu czytelnikom.



niedziela, 1 sierpnia 2021

"Świt nowych czasów" Piotr Langenfeld

TYTUŁ:  Świt nowych czasów
AUTOR:  Piotr Langenfeld
CYKL:  Scenariusz chaosu
ILOŚĆ TOMÓW:  4+
OCENIANY TOM:  4
LICZBA STRON:  396
WYDANIE:  2021 (WarBook)

Kolejna część sensacyjnej serii, przedkładającej potajemne rozmowy nad widowiskowe akcje. Stali fani odnajdą to czego szukali, a nowi czytelnicy pomimo nieznania trzech poprzednich książek ze spokojem odnajdą się w fabule


Cała recenzja na Popkulturowym Kociołku


środa, 14 lipca 2021

"Ostatni list" Marcin Ciszewski

TYTUŁ:  Ostatni list
AUTOR:  Marcin Ciszewski
ILOŚĆ TOMÓW:  1
LICZBA STRON:  316
WYDANIE:  2021 (Pascal)


zostawiam informacje
tekst znajdziecie na Popkulturowym Kociołku.
Zapraszam do zajrzenia :)




wtorek, 11 maja 2021

"Wszystko pochłonie morze" Magdalena Kubasiewicz



Tutaj tylko informacja,
w związku z tym, że jest to egzemplarz recenzencki
tekst znajdziecie tylko na Popkulturowym Kociołku.
Zapraszam do zajrzenia :)



TYTUŁ:  Wszystko pochłonie morze
AUTOR:  Magdalena Kubasiewicz
ILOŚĆ TOMÓW:  1
LICZBA STRON:  412
WYDANIE:  2021 (Uroboros)




wtorek, 27 kwietnia 2021

"Szczury Wrocławia: Kraty" Robert J. Szmidt

TYTUŁ:  Kraty
AUTOR:  Robert J. Szmidt
CYKL:  Szczury Wrocławia
ILOŚĆ TOMÓW:  2+ (+tom dodatkowy)
OCENIANY TOM:  2
LICZBA STRON:  612
WYDANIE:  2019 (Insignis)

(Recenzję znajdziecie też na stronie Popkulturowy Kociołek - zaczęłam współpracę z blogiem)

"Szczury Wrocławia" przenoszą nas do wersji roku1963, kiedy to Wrocław stał się miejscem walk o przetrwanie. Epidemia czarnej ospy zmieniła się w coś dużo bardziej morderczego - zarażeni przeobrażają się w niemożliwe do zabicia zombie. "Kraty" świetnie kontynuują ten rollercoaster emocji.

Do zniszczenia podstaw cywilizacji wystarczyła jedna noc. Ile potrzeba by odzyskać kontrolę?

Atomówka nie spadła na Wrocław, Sowieci nie wkroczyli - wyrok śmierci na ocalałych został chwilowo odroczony. Major Biedrzycki i pośpiesznie utworzony sztab kryzysowy próbują opanować sytuację zaszywając się w zoo na wyspie. Mają w planach powolne oczyszczenie Wrocławia z panoszących się w nim zombie i sprowadzenie na te bezpieczne obszary niedobitków. 
Ale nim to nastąpi, cofnijmy się o kilka godzin w inną część Wrocławia. Godzina 4:04, po słuchaniu całonocnej strzelaniny, wąchaniu roznoszącego się zapachu palonych trupów i zapoznaniu z dziesiątkami niedorzecznych plotek spanikowani pracownicy więzienia chcą ukryć rodziny w bezpiecznym miejscu. A jakie jest lepsze od takiego za mocnymi, stalowymi kratami? Trzeba się tylko pozbyć aktualnych lokatorów.
Przez tę decyzje na wolność wydostaje się grupa czekających na wyrok śmierci skazańców. A w świecie opanowanym przez potwory przetrwać mogą tylko jeszcze gorsze od nich kreatury.

Pierwszy tom "Szczurów Wrocławia" był poszatkowanymi historiami wielu osób próbujących przetrwać początkową falę apokalipsy. W "Kratach" dostajemy trzy główne wątki fabularne, mniej lub bardziej się ze sobą spalające i doprowadzające do ekscytującego wspólnego finału. 
Zwarta fabuła nie znaczy jednak, że nie pojawia się masa postaci "na odstrzał", w końcu przydomek serii "książka telefoniczna" nie wziął się znikąd (ciekawostka - autor używa nazwisk realnych ludzi, można było zgłaszać swoje kandydatury) Niektórych dzielnych, innych samolubnych, tchórzliwych, popełniających głupie błędy - po prostu ludzkich. Choć autor nie daje sobie czasu na budowanie pogłębionych charakterów, tworzy bohaterów zwyczajnych, z którymi można się utożsamiać.

Myślący bohaterowie.

U Szmidta najbardziej zachwyca mnie logika działań bohaterów. Szczególnie ci u władzy są inteligentni i kompetentni. Gdy pierwsze szaleństwo opada, testują rzeczy niezbędne do ich przetrwania. Czy kojarzycie inną serię o zombie, gdzie postacie momentalnie wpadają na pomysł sprawdzenia, czy zwierzęta się nie zmieniają? Zdają sobie sprawę, że brak wiedzy w takich kwestiach oznacza ich koniec. Nie ma co ukrywać, że nieumarłe insekty sprawiłyby, że jakiekolwiek próby przetrwania nie miałyby za dużo sensu.
Dodatkowo każdy zachowuje się tak, jak na swoją profesję przystało. Bardzo podobały mi się rozdziały z ocalałymi przestępcami. Autor nie starał się ich wybielać, szczególnie ich przywódca to kawał psychopaty. Do tego wybitnie inteligentnego psychopaty, co jest jeszcze gorsze i bardziej niebezpieczne. Czytelnik będzie uwielbiał go nienawidzić.

Śmierć nie oszczędza nikogo.

Pomimo świetnej fabuły poczułam znużenie w połowie lektury. Przez cofnięcie czasu o kilka godzin wraz z nowymi bohaterami czytelnik poznaje fakty, które już zna. Tak samo opisy rzezi, choć opisane w sposób działający na wyobraźnię, mogą stać się monotonne. Jest ich po prostu za dużo, w pewnym momencie zaskoczeniem staje się gdy ktoś przeżyje, a nie gdy zginie. Zaczynało mnie to denerwować zwłaszcza w wątku więziennym. Gdy kogoś zaczynałam lubić to prawie od razu umierał.
Nie jest to zdecydowanie pozycja dla osób którym przeszkadza brutalność w książkach. Okrutne wydarzenia są opisane bez upiększania, odpowiednio do sytuacji, pojawiają się też wulgaryzmy. Styl Szmidta nie składa się jednak tylko z tego. Autor potrafi stworzyć sceny mrożące krew w żyłach ale też dialogi pełne ciętych ripost. 

Nie wiem jak Szmidt chce wyplątać świat z epidemii zombie (może tego nie planuje), bo z każdym kolejnym rozdziałem jego żywe trupy są coraz gorsze. Przy nich te z "The Walking Dead" to potulne, niegroźne owieczki. A ostanie odkrycia w tym tomie?! Jeśli kiedyś czeka nas epidemia zombie to módlcie się by przypominały te amerykańskie, przy naszych ludzkość jest skazana na całkowitą zagładę.

Nie tylko słowo pisane.

Ciekawym urozmaiceniem jest zabieg połączenia książki z kartami komiksu. Koniec jedynki pożegnaliśmy z Mawetem, który utknął po drugiej stronie miasta, gdy zapomniano poinformować go o przenosinach sztabu. Autor nie opisywał jego (ponownego) przedzierania się przez cały Wrocław, pomiędzy rozdziałami znajdziemy narysowane panele pokazujące tą część opowieści.

W tym miejscu należałoby wspomnieć o samym wydaniu. Ilustracje są wydrukowane wyraźnie, z intensywną czernią. Litery nie są za duże ale nadal wygodne w czytaniu. Moją uwagę zwróciła czcionka użyta przy nagłówkach rozdziałów i numeracji stron. Pasuje do tej na okładce.

Tak jak w poprzedniej części na końcu tomu Szmidt zachęca do lektury opowiadania debiutanta, Piotra T. Dudka. Jego "Szkodniki" wpasowują się tematycznie, tam też uświadczymy zombie apokalipsę, ale w dużo luźniejszym, sarkastycznym klimacie. Zawitamy na wieś w czasie gdy wszyscy już przyzwyczaili się do nowej rzeczywistości, a życie toczy się dalej. Główny bohater, starszy rolnik, postrach całej wsi traktuje te mordercze u innych twórców monstra jak zwykłe szkodniki.

Jakby tego było mało, epilog zapowiada kolejną bombę zmieniającą układ sił we Wrocławiu. Ale na to pewnie jeszcze  trochę poczekamy, na razie trzeba zadowolić się krótkim tomem dodatkowym. 

"Szczury Wrocławia: Kraty" to pozycja pełna świetnie wykreowanych, różnorodnych postaci, które robią wszystko co tylko mogą aby przetrwać w okrutnej rzeczywistości. Polecam fanom zombie, horrorów i wszystkim ciekawym jak można połączyć klimat PRLu z taką tematyką.