Pokazywanie postów oznaczonych etykietą manga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą manga. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 października 2022

Stosik czerwcowo-lipcowy 2020




* "Beztroski kemping #9" - Kontynuujemy kemping w Izu. Pierwszy wieczór przebiega w atmosferze szaleństw kulinarnych. Aż chce się coś ugotować. Mam wrażenie, że autor coraz dokładniej opisuje procesy tworzenia posiłków i powoli z mangi poradnikowo-podróżniczej przekształca się w książkę kulinarną.
Podczas wycieczki zwiedzamy z dziewczynami kolejne geotopy, ilustracje niesamowicie dobrze odzwierciedlają rzeczywiste miejsca i oddają ich piękno, wspinamy się też oglądać zachody słońca i trafiamy do parku z kapibarami w gorących źródłach! Rozumiem zachwyt Akari nad tymi gryzoniami, nawet na rysunku były niezwykle urocze^^
Jak mowa o Akari, uwielbiam jej przekomarzanki z Aoi. Starsza z dziewczyn nieźle wkręca siostrzyczkę. Relacja rodzeństwa jest tu fajnie pokazana, te drobne, nieszkodliwe złośliwości pokazują jak są do siebie przywiązane.
Grupka odwiedza państwo Ida, zaprzyjaźnione małżeństwo które uratowało dziewczyny od zamarznięcia kilka tomów temu. Kempingi łączą pomimo różnic wieku, czy to dorośli czy nastolatki.
Prawie zapomniałabym o głównym punkcie tomiku a mianowicie o niespodziance urodzinowej. Niestety jak dla mnie ta scena wypadła trochę nijako, może przez to, że ten "Kemping..." był pełen bardziej uroczych momentów.
Tom kończy się wieczorną rozmową Rin z Nadeshiko po powrocie. Brzmi ona trochę jak kończąca serię i jeśli byłby to ostatni tom to byłabym całkowicie usatysfakcjonowana. Ale skoro jak wiemy nie jest, z największą przyjemnością idę czytać 10. 

* "Dar trzech króli" - historia o miłości dziewczyny patrzącej w gwiazdy i chłopaka z głową blisko ziemi, która za szybko się skończyła. Teraz, po 5 latach od jej śmierci Daichi wyrusza w wyprawę mającą przywołać ich zacierające się w jego pamięci wspólne wspomnienia. Nie wie, że będąca w niebie Akari zrobi wszystko by w końcu o niej zapomniał i żył dalej.
"Dar..." to bardzo smutna i wzruszająca opowieść o stracie z którą trudno się pogodzić, gdy przysięga "na zawsze" staje się przekleństwem a nie błogosławieństwem. Obserwując wspomnienia bohaterów nagromadzone na przestrzeni całego ich życia, od dzieciństwa po studia, czytelnik coraz bardziej odczuwa rozpacz pary i siłę ich uczucia. Dla dobra drugiej osoby są gotowi ranić samych siebie. Jednak może ta wędrówka stanie się dla nich katharsis i pozwoli uwolnić się od żalów.
By zrównoważyć ciężar historii manga zawiera też trochę humoru. Dodatkowo koncepcja zaświatów zaprezentowana przez autora jest bardzo interesująca. Według niej wartość duszy wzrasta w zależności ile o zmarłym mówi się po jego śmierci. Od tego zależy czy spędzisz wieczność w luksusach czy harując za grosze.
Ta opowieść jest piękna treściowo i wizualnie. Mnie ujęły w szczególności kadry nocnego nieba, choć narysowane dość prosto, zachwycają i każą na dłużej zatrzymać się na stronie.

* "Silver spoon #15" - nieprzeczytany, czeka na kupienie 8  tomu w wersji e-mangowej... no dobra, przyznam się, nie mogłam się powstrzymać, przejrzałam, narobiłam sobie spoilerów (choc to na szczęście taka seria, że nie będzie to aż tak bardzo razić) i mogę powiedzieć, że trzyma poziom. W lekkiej atmosferze żegnamy bohaterów, choć wybrali różne ścieżki wspólne lata połączyły ich w trwałą przyjaźń. Historia zamyka się ładną klamrą, Hachiken zaczął opowieść gubiąc się na zadupiu i kończy w taki sam sposób będąc jednak na zupełnie innym etapie życiowym, przeszedł bardzo długą drogę, rozwinął się pozostając przy tym tym nieporadnym, uczynnym, zabawnym i lubianym przez czytelnika sobą.

* "Wicehrabia Valmont" - Dobrze wspominam wersję filmową z 1988 więc byłam bardzo ciekawa jak autorka przerobi historię na mangową modłę.
Wicehrabia Valmont i markiza de Marteuil traktują miłość jak grę. Ich dewizą jest kochać, zdobywać i porzucać. Najnowszym celem zostaje cnotliwa mężatka, prezydentowa De Tourvel i młodziutka Cecile, zaręczona z wrogiem markizy. Który z dawnych kochanków pierwszy odniesie zwycięstwo? A może na ich drodze staną inne uczucia?
"Niebezpieczne związki" na pewno nie można zakwalifikować jako romantyczną historię. Fabuła pełna jest niezdrowych relacji, nieczystych zagrywek i manipulacji. Bardziej przypomina to wojnę niż miłość. Często działania bohaterów wręcz odrzucają, jednak całość fascynuje i nie pozwala się oderwać. Choć założenia fabularne kręcą się wokół cielesności, w mandze prawie nie znajdziecie scen czysto erotycznych. Same jednak wymiany listów, ukradkowe spojrzenia i dotknięcia dłoni sprawiają, że napięcie wisi w powietrzu przez cały tom. To samo uwielbiam u Jane Austen, a o czym współczesne romanse często zapominają - nie potrzeba pakować bohaterów od razu do łóżka by przedstawić przyciąganie między nimi.  
Niestety mam wrażenie, że całość jest mocno przyspieszona, w końcu mangowa adaptacja zwiera tylko dwa tomy. Na szczęście jest to umiejętnie rozwiązane, nie ma nagłych przeskoków sprawiających że fabuła nie jest ciągła, po prostu niektóre fragmenty można by rozwinąć by pogłębić psychologię bohaterów. 
Akcja dzieje się w XVIII wieku i dialogi są stylizowane na dawne czasy. Tłumacze też nie użyli współczesnych określeń które wytrąciłyby czytelnika z klimatu opowieści. We wczuciu się w nastrój dawnej Francji pomaga również warstwa graficzna, ubiór bohaterów i fryzury. Nie jestem historykiem więc nie mogę określić na ile są realistycznie odwzorowane, ale dla laika bardzo pasowały.

* "Miejsce dla kochanków" Maya i Kazuhiko są kuzynostwem mieszkającym po sąsiedzku. Ich rodziny są skłócone, nie przeszkadza im to jednak w byciu parą. Problemy w ich związku zaczynają się jednak gdy matka dziewczyny trafia do szpitala a ta by zarobić na jej leczenie przyjmuje propozycje pracy w modelingu. Chłopak nie pochwala decyzji ukochanej a rozłam między nimi coraz bardziej się powiększa.
Lubię od czasu do czasu przeczytać stare shoujo, są zazwyczaj bardzo specyficzne ale mają swój urok. "Miejsce.." okazało się wyjątkowo nowoczesne. Głównie za sprawą bohaterki która jest lepsza niż w większości współczesnych serii. Gdy trzeba bierze sprawy we własne ręce, potrafi być samodzielna, nie boi się wyrażać własnego zdania, za sprawą nowej pracy rozwija się i zyskuje pewność siebie. Co prawda jej końcowa decyzja lekko zawodzi, ale po zastanowieniu stwierdzam, że pasuje do jej charakteru, do ostatniej strony postępuje inaczej niż oczekują od niej ludzie, w zgodzie ze sobą.
Tom zawiera również oneshoty, ale one nie zachwycają. Przed ponownym czytaniem ani trochę nie pamiętałam o czym były. 
Pierwsza historia jest bardzo typowa, dziewczyna powtarza klasę i poznaje chłopaka nieśmiałego w kontaktach z płcią przeciwną. Czy to jest przyjaźń czy już kochanie z obowiązkową toną nieporozumień spowalniającą ich zejście się. Druga się wyróżnia ale w negatywny sposób. Przyrodnie rodzeństwo poznaje się dopiero w wieku nastoletnim i trudno im nagle zacząć się traktować jak brat i siostra czyli przykład niezrozumiałego zamiłowania Japończyków w mangach do tematów okołokazirodczych.
Kreska jest przykładem starego shoujo. Słodka, z gwiazdami i kwiatkami (choć w zdecydowanie mniejszej ilości niż np Róży Wersalu), sporymi oczami. Tła pojawiają się sporadycznie, skupia się głównie na emocjach postaci.

* "Legion - Wiele żywotów Stephena Leedsa" - Trzy nowele o geniuszu którego umiejętności przybierają postać towarzyszących mu wyobrażonych ludzi. Pięćdziesiąt aspektów - każdy z odmiennym charakterem, wyglądem, wierzeniami, własnym skrawkiem szaleństwa - pomaga mu rozwiązywać sprawy kryminalne. Jednak nie jest to opowieść o jego karierze a upadku.
Jest to lekkie sf, bohater rozwiązuje sprawy często związane z niesamowitymi technologiami, jak aparat robiący zdjęcia przeszłości, kradzież zwłok naukowca traktującego komórki w ciele jak dysk zapasowy z danymi badań czy teleportującego się kota (ech, chciałabym poznać całą jego historię) 
Końcówka drugiego opowiadania była wspaniała, bohater genialnie rozwiązał problem czyhającej na niego płatnej zabójczyni. Nieźle się uśmiałam.
Mam wrażenie że trochę nie wykorzystano potencjału aspektów, wiem że ponad czterdzieści postaci na 300 stronach nie da się rozwinąć więc wielu nawet nie przedstawiono. Szkoda, poczytałabym więcej historii Stephena.
Mam trochę nadzieję, że autor jeszcze powróci do uniwersum. Ta książka opowiada o schyłku Legiona, a jego wcześniejsze przygody mogłyby zawierać materiał na nawet kilka książek. 

* "Stalowe serce" - superbohaterowie nie pokonali złoczyńców, stali się wręcz gorszymi od nich tyranami. 12 lat po pojawieniu się Epików chłopak, który jako jedyny żywy widział krwawiące Stalowe Serce stara się dołączyć do Mścicieli, ostatniej organizacji podejmującej walkę. Namawia ich na szalony plan podniesienia ręki na kogoś uznawanego za niezwyciężonego.
Książka jest bardzo filmowa, od tempa po fabułę wzorowaną na heist movie. Podczas opisów scen akcji w niektórych momentach przed oczami stawały mi wręcz wyobrażone kadry z ekranizacji. Można by przełożyć ją na język filmowy praktycznie 1:1, aż dziwne, że nikt się jeszcze tego nie podjął. 
Ekipa jest w sumie zestawieniem standardowych cech charakterów, grupowy śmieszek, poważna ale docinająca mu kobieta od techniki, tajemniczy przywódca, kłócąca się z głównym bohaterem dziewczyna w której ten się zakochuje. Ale nie zmienia to faktu, że i tak czytelnik pała do nich sympatią. Kimś bardziej nietypowym jest narrator książki. Uwielbiam Davida, z jego nieobyciem społecznym prowadzącym do dziwnych metafor i nerdowskim byciem chodzącą epikową encyklopedią. Kibicowałam mu gdy zaczynał w końcu interesować się czymś poza zemstą.
Jak zawsze u Sandersona kreacja świata nie zawodzi. Na razie co prawda nie dostajemy za wiele informacji, o genezie epików nie wspominając, jednak już teraz zaprezentował bardzo bogate uniwersum. Przez wspominane mimochodem informacje o innych uzdolnionych czy losach pozostałych miast czytelnik może wytworzyć w głowie wizje Ziemi po Calamity. I choć jest to wizja ponura, bardzo intryguje.

---------------------mały bonus związany z moją inną niż czytelnicza pasją. Od kilku lat mam świra na punkcie puzzli, na ścianach w całym domu wiszą takie ułożone "obrazy"-----------------------

* Grafika
La Carte d'Ebstorf - Mappemonde du XIIe Siecle, Ebstorfer Weltkarte, 12. Jahrhundert - puzzli tej firmy, choć mają cudowne wzory, w tym często mniej oklepane obrazy, nie jestem w stanie z czystym sumieniem polecić. Są źle przycięte, przy mapie była wręcz linia przez całość z błędem fabrycznym, przy której musiałam wciskać puzzle na siłę, mankament utrudniający układanie i psujący zabawę. Ale jedno trzeba im przyznać - na pudełku pokazują cały obrazek, a nie zakrywają część logiem, co u innych notorycznie się zdarza. 
Co do samego wzoru - mapa jest idealnym przykładem sztuki średniowiecznej z całym jej zwariowaniem i dziwnością. Dopiero przy układaniu odkryłam ilość szczegółów, jest pod tym względem niesamowita.      
Hermann von Kaulbach: Stilleben mit alten Buechern Krug und Weinglas, 1865 - już pierwsze otwarcie pudełka było lekko zniechęcające. Masa elementów nie rozciętych, ręcznie musiałam je rozerwać, było blisko uszkodzenia puzzli. Kolory nadruku nie są takie jak na obrazku, bardzo trudno dopatrzyć się różnic odcieni brązu i czerni. Często miałam też wątpliwości czy coś pasuje, bo puzzle nie przylegają szczelnie do siebie. I są powtarzalne, udało mi się znaleźć 3 dokładnie takie same tylko z delikatnie inną barwą! Ale żeby nie było, że tylko krytykuję - sam obraz jest bardzo trudny do ułożenia, stanowił świetne wyzwanie.

*Eurographics
Marc Chagall: The Triumph of Music - Kupiłam je przez to, że były jedynymi dostępnymi w sklepie z kolekcji smart cut technology - puzzle nie mają klasycznych kształtów tylko są powyginane, jedne mniejsze, drugie większe, nie układają się w rzędy i kolumny tylko tworzą nierówną mozaikę. Na pewno do tego typów puzzli jeszcze wrócę, układało się je bardzo ciekawie i zabawnie. Nigdy nie mogłam być pewna czy w danym miejscu ma się znaleźć jeden puzzel czy np 3, przez co nieźle się naszukałam odpowiednich. Jedynym minusem było to, że nie jestem fanką Chagalla, puzzle wyjątkowo nie trafiły na ścianę.  

*Artpiece Puzzle
Mike Wilks: The Destruction of Pile - Jak na razie ta firma została moją ulubioną. Bardzo dobrze wykonane i przycięte elementy, nie za duży karton i jeszcze drobna rzecz a cieszy - ładny, jasnobrązowy tył puzzli. Od razu przyjemniej się przeszukiwało karton.
Miasto po ułożeniu wygląda fenomenalnie, a lekko panoramiczny format to podkreśla. Rysunek ma niesamowitą ilość szczegółów a architektura choć powyginana i zwariowana, klei się perspektywicznie. Myślałam, że puzzle będą bardzo łatwe przez ilość elementów na obrazku ale zaskakująco nie dało się ekspresowo wyszukać odpowiednich miejsc. 


Wiem, że to bardzo stare  stosiki, zastanawiałam 
się czy nie przeskoczyć do aktualnych, ale nie chcę 
zostawić  tych  tomów  zbieranych  serii bez opinii.

Teksty dostępne też na instagramie: 
https://www.instagram.com/bazgroly_o_kulturze/

wtorek, 10 maja 2022

"Kocha... nie kocha... #1" Io Sakisaka

TYTUŁ:  
Kocha... nie kocha...
TYTUŁ ORYGINALNY:  Omoi, Omoware, Furi, Furare
AUTOR:  Io Sakisaka
ILOŚĆ TOMÓW:  12
OCENIANY TOM:  1
LICZBA STRON:  198
WYDANIE ORYGINALNE: 2015 - 2019
WYDANIE POLSKIE: 2021 - seria wychodząca (Waneko)
TŁUMACZ: Amelia Lipko


Shoujo z czworokątem miłosnym, które dzięki dwóm głównym bohaterkom z kompletnie inną definicją miłości może się wyróżnić wśród natłoku tytułów z gatunku. 

"Wiosna to czas rozstań i powitań" Dwie dziewczyny spieszące się na spotkania z wyjeżdżającymi bliskimi poznają się w specyficznych okolicznościach. W końcu niecodziennie nieznajomy prosi cię o pożyczenie pieniędzy na bilet zarzekając się, że odda je następnego dnia. Yuna z początku nieufna, zgadza się pomóc rówieśniczce, identyfikując się z jej sytuacją. Przy drugim spotkaniu Akari okazuje się jej nową sąsiadką, idącą dodatkowo do tej samej szkoły. Dziewczyny zaczynają rozmawiać i pomimo odmiennych charakterów znajdują nić porozumienia. Jednak ta świeża przyjaźń zostanie nie raz poddana próbie przez ich perypetie miłosne, gdy we wszystko wplączą się brat Akari i przyjaciel Yuny. Czas rozpocząć poplątany czworokąt miłosny!

Fabularnie jest to standardowo przebiegające shoujo, ale jedna rzecz sprawia że jest to tytuł wyjątkowy. W większości serii znajdujemy bohaterki które zakochują się od pierwszego wejrzenia podczas pozornie nieistotnego zdarzenia. Tu Yuna jest przedstawicielką tego typu. Marzycielska z wyidealizowanymi wyobrażeniami na miłość, czekająca na piorun z jasnego nieba. Miłość to dla niej coś co się czuje od razu, uważa że rozpozna właściwą osobę już przy pierwszym spotkaniu.
Akari za to w tej kwestii stąpa twardo po ziemi. Dla niej szukanie miłości to cały proces poznawania się i dawania sobie szans na stopniowe zakochiwanie. Jest to nietypowy pogląd mangowej nastolatki i mam nadzieję że z biegiem tomów nie zatraci tej postawy. Akari to powiew świeżości jeśli zostanie właściwie poprowadzona. 
Najbardziej cieszy mnie, że autorka dopuściła do głosu obie bohaterki, nie faworyzując żadnej z postaw.

Nawet pomijając kwestie miłosne Akari jest ciekawą bohaterką pełną sprzeczności. Zestawia pewność siebie i przebojowość z trudnością mówienia o uczuciach. Przez to wydaje się oziębła, do tego łatwo odpuszcza i pozwala ludziom myśleć co chcą pomimo tego, jak może być to dla niej krzywdzące. Z pozoru twarda bohaterka jest w głębi bardzo krucha i potrzebująca akceptacji, osoby która będzie potrafiła odczytać jej zachowanie pomimo braku właściwych słów. 




piątek, 26 marca 2021

Stosik marcowo-majowy 2020




* "Silver spoon #1-7, 10-13" - Miastowy nastolatek nie mając pomysłu na siebie i chcąc tylko znaleźć się daleko od domu zapisuje się do liceum rolniczego.
Niewiedza Hachikena jest wręcz przesadzona jednak dzięki temu postać ma świeże spojrzenie na sprawy oczywiste dla jego kolegów. Przez to i oni zaczynają się nad nimi zastanawiać i przez to rozwijać. Ta seria jest właśnie przede wszystkim o dorastaniu i poszerzaniu horyzontów, odnajdywaniu własnej drogi, godzeniu własnych marzeń z oczekiwaniami rodziców i obowiązkami.
Łączy te wątki obyczajowe ze świetną komedią. Początkowe tomy czytałam pierwszy raz kilka lat temu, mam wrażenie, że teraz bardziej przypadł mi do gustu humor autorki (albo byłam w lepszym nastroju na komedię) W każdym razie, przygody Hachikena co chwila wywoływały u mnie śmiech. 
Oprócz głównego bohatera manga zawiera sporo barwnych ale zarazem realistycznych postaci mających swoje problemy. Nawet te stanowiące tylko tło zwracają uwagę będąc elementem gagów. Sama na razie nie umiem stwierdzić kto jest moim ulubieńcem.
Wiem, że manga jest aktualnie bardzo trudna do zdobycia ale jeśli mielibyście okazje to bardzo polecam 
(a może ktoś z Was ma do sprzedania tom 8?)

* "Deadman Wonderland #2-3, 9-10, 12-13"

* "DOGS #2, 5-10"- nie pytajcie co mną kierowało przy zakupie takich losowych tomów, DOGSy mogę jeszcze kupić wersje elektroniczne ale Deadmana nie mam raczej szans uzbierać.

* "SpyxFamily #1" - "Zmierzch", jeden z najlepszych agentów Westalis dostaje nowe zlecenie. Musi nawiązać kontakt z Desmondem, przewodniczącym Partii Zjednoczenia Narodowego. Problemem jest jednak to. że jest to możliwe tylko na spotkaniu rodziców w ekskluzywnej szkole. Zmierzch musi więc ekspresowo znaleźć sobie córkę i żonę.
Zwariowana komedia którą pokochałam jeszcze czytając scany a zapowiedź polskiego wydania sprawiła, że skakałam z radości.
Pierwszy tom przedstawia bohaterów ale nie myślcie, że to oznacza nudę! Każdy z nich ukrywa swoją prawdziwą twarz. Anya, tz obiekt badań nr 007 to dla postronnego obserwatora przeurocze i niesamowicie mądre dziecko. Tak naprawdę mała czyta ludziom w myślach a odkrycie, że jej nowy tata jest szpiegiem jak jej ulubieni bohaterowie bajek było dla niej najlepszym prezentem. Yor to wycofana społecznie dziewczyna po której nikt by się nie spodziewał, że jest Cierniową Księżniczką, bezlitosną płatną zabójczynią. I oczywiście głowa rodziny, Zmierzch alias Robert Loid. Żadne z nich nie wie za bardzo jak powinno wyglądać życie rodzinne a muszą stać się taką jak z obrazka by zdać egzaminy wstępne.
W kresce moją uwagę zwróciła szczególnie mimika postaci, to co autor wyczynia z reakcjami Anyi to prawdziwe mistrzostwo ;)

* "Księga Vanitasa #7" - Wydarzenia w Gevaudan zmierzają ku finałowi. Kto pierwszy dotrze do ogarniętej żądzą zemsty Chloe? 
W tym wątku nic nie okazało się takie jak na pierwszy rzut oka wyglądało. Czym tak naprawdę jest Bestia zrodzona nie tylko z ludzkiego strachu i nieuzasadnionej nienawiści ale też poświęcenia. Sama postać Chloe, jej prawdziwa motywacja i działania też nieźle mnie zaskoczyły.
Ten tom jest przełomowy dla głównej fabuły. Nie spodziewałam się, że otrzymamy aż tak istotne informacje! Co prawda wprowadziły masę nowych pytań jednak mamy punkt zaczepienia do dalszych teorii o Szarlatanie i Naenii.
Bardzo ucieszyło mnie wkroczenie na scenę Rolanda, jego postać staje się jedną z moich ulubionych w tej serii. Ta jego beztroska i przyjacielskość by w kolejnej chwili grozić bez mrugnięcia okiem z uśmiechem na twarzy. Jak dla mnie "Księga.." jest bardzo udana pod względem bohaterów i ich często pokręconych relacji. Vanitas z Jeanne co prawda nie mają tym razem aż tylu wspólnych scen co ostatnio, ale kilka znaczących znajdziecie. Do tego dziewczyna przypomina sobie zastanawiające wspomnienie, które poddaje w wątpliwość jej przeszłość.
Oprócz tego to niezła uczta wizualna. Jestem pełna podziwu co do rozwoju kreski Mochizuki. Nawet walki są w większości czytelne.

* "Beztroski kemping #8" - Kilkudniowy kemping w Izu zbliża się wielkimi krokami jednak najpierw czas na przygotowania, w tym urodzinowej niespodzianki dla Nadeshiko i Aki.
Tematem przewodnim wyjazdu są geoparki, naturalne parki z cennym dziedzictwem geologicznym nazywanym geotopem. Wyglądają na rysunkach tak atrakcyjnie, że aż by się chciało pojechać śladem dziewczyn. Szczególnie zachwyciła mnie jaskinia Ryugu z wielkim świetlikiem.
Ale nie samą przyrodą człowiek żyje i natrafimy też na inne atrakcje. To nie była by tak manga gdyby tom nie zawierał jedzenia, lokalnych przysmaków takich jak lody z wasabi czy hamburger z beryksem. Wycieczka przejeżdża też przez kręcony most czy natrafia na największą zmorę wakacji - kilkukilometrowy korek.
Przez niezwykle sympatyczne postacie i humor tomik ani chwilę mnie nie znudził. Cieszę się że ten tom jednak nie okazał się ostatnim 

* "JOJO's Bizarre Adventure Part I #1" - ród Joestarów przyjmuje pod swój dach Dino, osieroconego syna człowieka który, jak myśli głowa rodu, uratował mu życie. Chłopak opracowuje plan by zostać głównym spadkobiercą. W tym celu zamienia życie swojego rówieśnika Jojo w piekło.
Nie wiem na razie co myśleć o tej serii, wzięłam ją ze względu na szał w internecie po ogłoszeniu. Fabuła mnie szczególnie nie wciągnęła, nawet tajemnica maski nie zapowiada się szczególni ekscytująco, bohaterowie nie wzbudzili sympatii. Nawet kreska nie jest z typu który lubię. 
Myślę, że dozbieram Part I do końca i wtedy zobaczę co dalej. 

* "Kiedy byliśmy sierotami", "Pogrzebany olbrzym", "Malarz świata ułudy" - od dawna chciałam przeczytać kolejne książki tego autora, wcześniej miałam do czynienia tylko z "Pejzażem w kolorze sepii" który mnie jakoś szczególnie nie zachwycił. 
 A skoro znalazłam je w Biedronce do grzech nie skorzystać z okazji

* "Szczury Wrocławia. Kraty" - cofamy się o kilka godzin od zakończenia tomu 1. Pracownicy więzienia słysząc niepokojące plotki postanawiają ukryć swoje rodziny w bezpiecznym miejscu. A jakie jest lepsze niż takie które wszędzie ma kraty? Muszą tylko pozbyć się aktualnych lokatorów.
Pomimo mojego ciągłego uwielbienia dla tej serii miałam do książki dwa podejścia. Za pierwszym skończyłam na połowie. Pomimo że nowe miejsce i bohaterowie dają powiew świeżości, zaczynają z tego samego miejsca co ci z jedynki i przez swoją niewiedzę popełniają podobne błędy. Czytając co chwila miałam ochotę na nich wrzeszczeć by czegoś nie robili. Sami więzienni bohaterowie też nie są moimi ulubieńcami, wolałam rozdziały z wypuszczonymi na wolność przestępcami i te w których wracaliśmy do starych znajomych z poprzedniej części. Może dlatego że w tej serii głównie uwielbiam szersze spojrzenie na epidemie zombie jakie dają działania skleconego pospiesznie samozwańczego dowództwa głównego a nie pojedynczych jednostek. Powodem mogło być też to, że za każdym razem jak zapałałam do kogoś sympatią to w kolejnym rozdziale ta postać ginęła...
Bardzo lubię sposób pisania Szmidta, potrafi stworzyć sceny mrożące krew w żyłach ale też dialogi pełne ciętych ripost. Z niecierpliwością czekam na kolejną część.

* "Szczury Wrocławia. Szpital" - na osłodę czekania autor wydał nowelę o szpitalu psychiatrycznym wspomnianym w "Kratach"
Wieczorem 9 sierpnia lekarz z jedną z pacjentek organizują sobie potajemną schadzkę w kostnicy do której tego samego dnia trafił samobójca bredzący o ludziach wstających z martwych i... każdy może już się domyślić czym to się skończy. A to dopiero początek zmagań personelu szpitala psychiatrycznego tej koszmarnej nocy. 
Krótka, ale zawierająca wszystko co potrzeba. Ładnie zazębia się z resztą tomów, mam wrażenie, że gdyby czytać wszystkie naraz znalazłoby się wiele smaczków. Przez większą ciągłość akcji dużo łatwiej przywiązać się do bohaterów jednak przed lekturą oczekiwałam trochę większych indywidualistów ze względu na miejsce wydarzeń, a duża ich część okazała się dość nijaka.
Zakończenie przygnębiająco tragiczne, szczególnie że czytelnik zdaje sobie sprawę jak niewiele dzieliło ich od ocalenia.

* "Król. Część I" - niedługo (oby) powinna pojawić się recenzja, mam ją prawie skończoną i od roku czeka w nieopublikowanych postach.
Planeta staje na głowie gdy zarządca zamku wysłuchuje spowiedzi umierającego człowieka. Odkrywa, że śmierć monarchów nie była przypadkiem a następca tronu może nadal żyć. Jednak czy krew przeważy nad wychowaniem i przypadkowy młody człowiek będzie dobrym materiałem na króla?
Fabuła tego debiutu pisarki opiera się głównie na wstępowaniu na tron chłopaka i konflikcie z wrogim królestwem. Książka nie jest idealna, ma lepsze i gorsze momenty także warsztatowo ale jakimś sposobem mnie wciągnęła i chętnie przeczytam w przyszłości dalszy ciąg. 
Książkę nazwałabym religijną fantastyką. Ale ten wątek ma zaskakująco dużo sensu fabularnego. Noah posiada pewne zdolności przez które bez sztywno określonych zasad moralnych mógłby stać się potworem. A te odnalazł właśnie w chrześcijaństwie. Jak dla mnie autorka na szczęście nie jest w tym nachalna.
Głównymi zarzutami jest nieciekawy narrator (choć przynajmniej przez to nie przysłania prawdziwego głównego bohatera) i za mało sf w sf. Stylistycznie drażniło mnie naużywanie spójników.

* "Królowa niczego" - Największe rozczarowanie roku. Pamiętacie jak zachwalałam "Złego króla"? "Królowa..." skopała wszystko co się dało, jedynym co ratowało tą książkę była postać Madoka i jego relacja z przybranymi córkami. Stała się standardową serią romansu fantasy, jeszcze słabo rozegraną. No dobra, muszę być uczciwa, pierwsza połowa nie jest zła, ba, udanie kontynuuje genialne zakończenie "Złego króla"
Rozgoryczona Jude siedzi na wygnaniu i by coś ze sobą zrobić rozwiązuje zlecenia od elfów (pojedynek z Czerwonym Kapturem był świetny!) Jej nudne życie w świecie ludzi zostaje przerwane gdy spanikowana Taryn przybywa po pomoc. Jude udaje się na dwór grając bliźniaczkę.
Jednak nagle po połowie, mniej więcej gdy bohaterka wraca do stolicy pod własnym nazwiskiem coś zaczyna się psuć. Wcześniej pokręcone relacje z Cardianem zmieniają się w standardowy romans z nastoletnich pozycji, konflikt z Madokiem jest rozwiązany idiotycznie, wątek przepowiedni też... a cukierkowe zakończenie już kompletnie mnie dobiło. 
Wcześniej bardzo podobała mi się postać głównej bohaterki, W poprzednich tomach widać było pragnienie władzy Jude, jej drogę by stać się dokładnie tym czego nienawidzi w swoim przybranym rodzicu. Jednak na koniec to nie wybrzmiewa z odpowiednią siłą.
"-Ja schylę czoła tylko przed tobą - mówi do mnie Madok półgłosem - Tylko i jedynie przed tobą"
I teraz nie wiem czy polecać wam tą serię. A do kolejnych książek autorki będę podchodziła z lekką obawą i mniejszymi oczekiwaniami.

* "Zagubione siostry" (ebook) - list Taryn do Jude w którym tłumaczy się ze swojej zdrady opowiadając historię o swojej miłości do Lokiego. Całość utrzymuje klimat baśni do której dziewczyna porównuje swoje życie. Przyjemne ale w sumie niepotrzebne. Oprócz kilku scen dostajemy głównie powtórkę z pierwszej części ze zmienionym narratorem.

* "Płacz" - nieprzeczytana, gdy to się zmieni spodziewajcie się recenzji ;) (Zastanawiam się czy znajomość "Nomen omen" jest niezbędna)

niedziela, 27 grudnia 2020

Stosik styczniowo-lutowy 2020


2021 zbliża się wielkimi krokami a ja dopiero ze stosikiem styczniowym 2020... nigdy tego nie nadgonię



* "Yona w blasku świtu #5-6" - Yona, Yun i Kija zostają uwięzieni w zasypanym tunelu razem z Niebieskim i grupą mieszkańców. Pomimo niebezpieczeństwa bojący się mocy smoka ludzie początkowo nie chcą współpracować. Następnie drużyna wyrusza śladem Zielonego. Trafiają do portu Awa, miasta zastraszanego przez skorumpowanych urzędników i ich handlującego ludźmi, chciwego przywódcę. O mieszkańców walczy jedynie mała grupa piratów, wśród których znajduje się mężczyzna z niesamowitymi zdolnościami.
Im dalej Yona wędruje, tym bardziej dostrzega jak rządy jej ojca wyniszczyły kraj. Bieda, głód, niewolnictwo i panoszący się możnowładcy współpracujący z sąsiednimi krajami są wszechobecne. Il był idealistą mażącym o świecie niemożliwym. Dążenie do niego przyniosło potworne konsekwencje. 
Każdy ze smoków ma zupełnie inne podejście do smoczej krwi i swoich obowiązków względem następcy ich pana. Niebieski, Shin-Ah, co prawda zbytnio nie ma o niczym pojęcia, jednak Yona jest dla niego światłem które wyciągnęło go z ciemności samotności (scena nadania mu imienia była urocza). Kija przez całe życie miał wpajane poczucie obowiązku służenia Hiryu, spotkanie z Zielonym sprawia, że zaczyna kwestionować swój życiowy cel. Dla Jae-Ha dziedzictwo smoczej krwi jest jak niewola, przeznaczenie które musi zerwać, a ciepłe uczucia do dziewczyny są fałszem, które wymusza smocza krew. 
Po tych tomach możecie mieć złudzenie że wątek romantyczny ruszy do przodu (jednak w rzeczywistości będzie to długie czekanie) Spostrzeżenia zielonego smoka powoli wpływają na wszystkich i  nawet Hak zaczyna myśleć o swoich relacjach z księżniczką. Dotychczas obserwował dziewczynę z Su-wonem więc nawet nie śmiał marzyć o czymś więcej.
Szósty tom nie kończy walki o Awę, cieszę się, bo polubiłam tych dziwnych piratów i matkującą im kapitan.

* "Tu detektyw jeż #6" - ten tom ma tylko 3 historie.
Pierwsza opowiada o pechowym zakochaniu przyjaciela Jeża. Krótka, w porównaniu do reszty wyjątkowo lekka i zabawna.
Jeż dostaje zlecenie od okradzionego przez młodziutkiego autostopowicza kierowcy. Tu znowu wkraczamy w lekko melancholijny klimat. To niefortunne spotkanie poprawia samotne życie dwojga ludzi na lepsze.
Ostatnia, najdłuższa - bo zajmująca ponad 2/3 tomiku - jest zaskakująco mocno jak na tą serię detektywistyczna. Sprawa jest dużo poważniejsza, dotycząca porwania dziecka. Jako, że jest to syn dyrektora wielkiej korporacji i jego kochanki wolą załatwić to po cichu i nie zgłaszać na policje.  Jeż musi wykazać się opanowaniem by odzyskać dziecko. Poszukując porywacza biuro detektywistyczne wykazuje się niezłą dedukcją, pomysłowością i wytrwałością. W końcu mamy szansę zobaczyć pełnię ich zdolności. Oczywiście autor nie rezygnuje ze swojego stylu na tą serię i cała sprawa popycha dyrektora do przemyśleń nad swoim życiem i ustaleniem co jest dla niego naprawdę ważne.

* "Dimension W #12" - kupione na przecenie, teraz będzie czekać na resztę tomów (a mam dopiero tomy 1 i 2 więc troszkę to zajmie...)

* "Erased #5-8" -  Po uratowaniu Hinazuki walka Satoru dopiero się rozpoczyna. Przez zmianę pierwszego morderstwa nie ma już pewności jak dalej wszystko się potoczy. Postanawia zacząć od ostatnich punktów zaczepienia jakie posiada i próbuje zbliżyć się do Nakanishi - drugiej ofiary. Nie wie, że morderca też zauważył jego działania. 
Przez różnice w przeszłości bohatera zaczyna martwic powrót do teraźniejszości. Choć nie umie stwierdzić jak bardzo zmieni się jego życie zaczyna przypuszczać że utracił wiele jego elementów. Perspektywa straty odkrywa przed nim jak Airi była dla niego ważna, jej pozytywne myślenie i wiara w niego były jedynym jasnym promykiem wśród tragedii.
Największym dla mnie zaskoczeniem było to, że mordercę poznajemy już na końcu 5 tomu (satysfakcją było to że poprawnie wskazałam sprawcę) i przeskakujemy do dorosłości w której zaszły szokujące zmiany. Zwiększyła się rola Kenya, wszystkie wydarzenia z młodości sprawiły że razem z panem Sawadą tropi porywacza dzieci. Dostaliśmy w końcu szerszy kontekst jego zbrodni, nie tylko w miejscowości bohaterów. Rozdział z perspektywy mordercy był świetny, autor niezwykle ciekawie przedstawił jego sposób myślenia, młodość i początki zabójstw.
Jedyne do czego mogę się przyczepić to to, że mam wrażenie, że dwa ostatnie tomy straciły trochę na dynamizmie i napięciu. Gdy mamy odkryte wszystkie karty gra w kotka i myszkę nie była już tak ekscytująca jak wcześniej. Choć i tak zakończenie podobało mi się dużo bardziej niż wersja z anime.
Po poznaniu całości historii mogę ją Wam z całego serca polecić. Choć sama tożsamość winowajcy nie jest szczególnie skomplikowana to sama rozgrywka między bohaterami została przedstawiona w bardzo interesujący sposób, każdy tom czytałam z czystą przyjemnością, wiele razy zaskakując się przebiegiem akcji. Przeplatanie się linii czasowych ubogaciło zwykłą sprawę kryminalną w coś oryginalnego do czego z chęcią będę wracać.

* "Танецъ недоумка" - ukraińska fantastyka, kupiona jako pamiątka podczas wyjazdu do Lwowa. Nadal nie mam pojęcia o czym jest, powiedziałam sprzedawczyni że chcę jakiegoś znanego u nich, dobrego autora. Moim postanowieniem jest kiedyś ją przeczytać, a jako że jest napisana cyrylicą to trochę to zajmie. Na razie rozszyfrowałam pierwszą stronę, jak się przepisze na "normalne" literki to nawet bez tłumacza da się wywnioskować mniej więcej sens większości zdań. Więc może w przeciągu dziesięciu lat się uda xd

* "Beztroski kemping #7" - Nadeshiko wyjeżdża na swój pierwszy samotny kemping. W tym czasie w podróż wyrusza też Rin, która po drodze wpada na niespodziewanego znajomego.
Główne bohaterki powracają na scenę, każda ze swoim własnym biwakiem. Jeden beztroski drugi pełen nerwów o przyjaciółkę. Rin kompletnie nie może wyluzować martwiąc się, że to przez jej opowieści koleżanka wyjechała samotnie. A przy roztrzepanym charakterze Nadeshiko nie ma się co dziwić że przychodzą jej na myśl same czarne scenariusze. Dziewczyna jednak zaskakująco dobrze sobie radzi, a wyjazd jest tak bardzo w jej stylu - choć samotny to i pełen towarzystwa.
Oprócz tego dostajemy to co zwykle - piękne widoki (skoro to wyjazd Nadeshiko, oczywiście z widoczną Górą Fudżi), trochę informacji o biwakowaniu, istotne porady na wyjazdy w pojedynkę i dużo jedzenia i gotowania. Tym razem w tym temacie pojawia się prosty trik na przyrządzanie warzyw. 
Reszta postaci wraca na chwilkę w ostatnim rozdziale na (tradycyjnie z wpadką) zajęciach klubowych. I stałym kempingu w pokoju gdzie nieprzerwanie jak dla mnie króluje Aki.
W kwestia wydania - ten tom ma wyjątkowo nierówno przycięte strony.

* "Magic Knight Rayearth #6" + booklet - manga, jak mogliście się domyślić, nieprzeczytana. Miną chyba wieki nim kupię w końcu jedynkę...
To w takim razie kilka słów o samym booklecie. Wydany jest na grubym, śliskim papierze. Kolory są żywe i wyraźne, nie znalazłam też literówek. Treść ma powtarzalną formę: dwie duże ilustracje, karty postaci z ich wersjami chibi (bohaterki, mieszkańcy Cephiro, Autozamu, Chizety, antagoniści i magiczne istoty), krótki komediowy komiks "Tajemnice Mokony". Dodatkowo kilka wpisów reklamujących anime i gry. 
Miałam nadzieję, że będzie więcej samych kolorowych ilustracji. Cóż, może bardziej docenię ten dodatek po przeczytaniu mangi.

* "Atelier spiczastych kapeluszy #3" - Zakon Ładu Magicznego chce ukarać Koko za użycie zakazanej magii wymazaniem wspomnień. Za nic mają sobie tłumaczenia dziewczyny, że nie wie co się stało. Na szczęście Qifrey w porę interweniuje. Mężczyzna rozpoczyna własne śledztwo zyskując w końcu pierwszą wskazówkę mogącą go doprowadzić do Kapeluszy z Rondlami.
Im dalej płynie akcja tym bardziej obsesja nauczyciela dziewczyn do użytkowników zakazanej magii jest coraz bardziej dostrzegalna. W takich momentach pokazuje swoją inną, mroczniejszą stronę. Co się między nimi wydarzyło jeszcze nie wiemy, bardzo ciekawi mnie ten wątek.
W tym tomie ważną postacią jest Tartar, wnuk właściciela sklepu  różdżkami. Na jego przykładzie ciekawie przedstawiono życie osoby urodzonej w rodzinie czarodziejów a nie mogącej zajmować się magią. Społeczność magów bardzo szybko dyskryminuje każdą odmienność. Chłopak przez to nie przynależy ani do ich świata ani do zwykłego niewtajemniczonych. Jego poczucie bezużyteczności zderza się z entuzjazmem Koko do umożliwiania magią rzeczy niemożliwych

* "Deadly class #1-3" - Marcus, cyniczny nastolatek żyjący na ulicy zostaje zauważony i zwerbowany przez elitarną, tajną akademię szkolącą zabójców. Uczniowie są potomkami elit półświatka więc chłopak bez pochodzenia nie zostaje przez nich przyjęty ze zbytnim entuzjazmem.
Tą nietypową akademią autor pokazuje tematy znane każdemu: podział na grupy dla których trzymanie się z kimś z poza towarzystwa jest poniżej ich godności, próbowanie dopasować się do towarzystwa, udawanie kogoś kim się nie jest. Wokół bohatera powstaje przedziwna zbieranina charakterów, każdy walczący z własnymi demonami. Przeżywają nastoletnie przyjaźnie i miłości, tylko tu za zdradę serio można skończyć z poderżniętym gardłem.
Jak dla mnie każdy kolejny tom jest coraz lepszy, akcja przyspiesza a obserwowane wydarzenia ciekawie wpływają na bohaterów. Z kolejnymi tragediami słabnie wzajemne kruche zaufanie a pobyt w szkole robi się coraz bardziej niebezpieczny. 
Na początku nie mogłam się przyzwyczaić do kreski jednak z dalszym czytaniem coraz bardziej mi się podobała. Bardzo umiejętnie wykorzystano to ciemne to jaskrawe kolory by nadać odpowiedni nastrój. Interesujący jest sposób kadrowania, przemieszczanie się postaci jest często ujęte na jednym rysunku z wyodrębnionymi ramkami

* "Blame #5-6" - te tomy są nieprzeczytane, na Blame'a lepiej poświęcić czas w spokoju niż czytać w pośpiechu. Przez małą ilość dialogów odwrotnie niż w większości serii trzeba zachować ciągłe skupienie by nie pogubić się w akcji. A o to łatwo bo autor nic nie podaje czytelnikowi na tacy. Budowany przez niego świat jest niesamowicie złożony i przemyślany ale zawiera też dużo niedopowiedzeń.
Bardzo pomocne są końcowe notatki od tłumacza pozwalające podsumować zebrane informacje po każdym tomie.
Jak wspaniała by nie była sama warstwa fabularna, dla mnie i tak najlepszym elementem pozostają rysunki. Żadna inna manga nie ma tak wspaniałych rysunków architektury, instalacji, konstrukcji i ruin. A istoty na które natrafia bohater też są bardzo pomysłowo zaprojektowane. 

środa, 25 listopada 2020

Stosik listopadowo- grudniowy 2019


No i tym sposobem odfajkowałam zakupy z zeszłego roku. Teraz muszę przeszukać półki co jest tam nowego..



* "Cześć Michael! #1" - zbiór 19 króciutkich historyjek z kotem w roli głównej. Niektóre świetnie trafiają w sedno ;) Moje ulubione to polowanie na muchę, wizyta u weterynarza i jeden dzień Michaela który idealnie pokazuje zachowanie kota gdy coś mu nie wyjdzie. A, i o kocie obcokrajowcy. Kociarze na pewno zaśmieją się przynajmniej kilka razy, mam jednak wrażenie że osoby bez doświadczenia z tymi futrzakami mogą nie załapać wszystkich gagów.
Zaskoczył mnie dosłownie kieszonkowy format. Manga jednak nie jest jakoś szczególnie wybitna rysunkowo więc nie przeszkadza. 

* "Tu detektyw Jeż #2" - opowieści z biura detektywistycznego skupiające się jednak na warstwie obyczajowej a nie tajemnicach. Jeż spotyka ludzi z różnymi problemami i pomaga je rozwiązać, często za darmo.

* "Yona w blasku świtu #4" - Po opuszczeniu wioski białego smoka drużyna rusza w dalszą drogę. Kierując się instynktem Kiji zmierzają  ku niebieskiemu smokowi.
Gdy Biały dołącza do gromady manga zawiera więcej zabawnych momentów. Smoczy wojownik tak samo jak wcześniej Yona jest mało dostosowany do zewnętrznego świata, a znosi to jeszcze gorzej niż księżniczka. Dodatkowo Kija i Hak niezbyt za sobą przepadają, a wspólny język odnajdują dopiero w walce (co jednak nie kończy ich ciągłych docinków) Niektórym mogą przeszkadzać przeskoki z komedii w poważny ton jednak jak dla mnie autorka robi to bardzo umiejętnie.
Kolejną wioskę przedstawiono z zupełnie innym podejściem do smoczych mocy. Odwrotnie niż w domu Kiji gdzie czcili go jak bóstwo, tu zdolności uznawane są za przekleństwo a sam smok wykluczany ze społeczności. Niebieski dorastał w samotności, wychowany przez swojego umierającego poprzednika, nauczony bać się własnej siły. Spotkanie Yony z jej serdecznością zmieni cały jego świat
Mam mieszane uczucia do wydania, na wielu stronach czerń jest bardzo mało intensywna. Za to tłumaczenie wychodzi bardzo udane.
Dołączony plakat jest bardzo ładny (choć pewnie nigdy go nigdzie nie powieszę) i szkoda że został zgięty przy pakowaniu. 

* "Gdy zapłaczą cykady #5-11" - w końcu wzięłam się za księgi odpowiedzi! Nie jestem zadowolona z wydania, kartki prześwitywały a przez brak marginesów wewnętrznych większość grzbietów się złamała. Na szczęście przynajmniej obwoluty to zasłaniają. 
-"Księga uświadomienia" do niej jeszcze dotarłam oglądając anime więc wiedziałam czego się spodziewać. I w każdej formie historia zemsty i obłędu jednej z bliźniaczek Sonozaki jest na razie moją ulubioną. Nie raz zaskoczyłam się która z nich była Mion a która Shion. Nawet momenty sielankowe są mniej irytujące, nigdy nie przypadł mi do gustu humor Cykad. Te tomy omawiają teorię, że za klątwę odpowiedzialni są ludzie nadzorowani przez głowy trzech rodów.
-"Księga pokuty" już na początku przeżyłam pierwsze zaskoczenie, byłam przekonana, że tak jak w poprzedniej części będzie to inne spojrzenie na "Księgę uprowadzenia przez demony", dostajemy jednak zupełnie odmienną historię z Reną w roli głównej. Bohaterka przez trudną sytuacje rodzinną kończy zabijając dwie osoby. Ale odwrotnie niż w poprzednich wersjach przyjmuje pomoc przyjaciół i ich wybaczenie. Tradycyjnie wszystko zaczyna się jednak psuć w noc festiwalu. Rena jest postacią najbardziej podatną na szaleństwo bo jako jedyna od początku wierzy w klątwę. Jest przekonana że padła jej ofiarą i spotkała samego czcigodnego Oyashiro który zmusił ją do powrotu do wioski. Przez to momentalnie wierzy w teorie pani Takano o pasożytach i planowanej rzezi. Te tomy zawierają jednak więcej nadziei niż poprzednie, bohaterowie są o krok od uniknięcia złego losu, choć może przez to jest to najbardziej tragiczna wersja, cokolwiek nie zrobią skończy się tak samo bo brakuje im najważniejszego elementu układanki. 
-"Księga wielkiej rzezi" zrzuca nam jedną bombę po drugiej. Już pierwsze strony przewracają postać Riki do góry nogami wyjaśniając też jej wszystkie dziwne zachowania. Dostajemy też podsumowanie dotychczasowych wydarzeń i przedstawienie zasad działających we wszystkich światach. A po walce o ponowne ocalenie Satoko, tym razem w sposób pokojowy, zostają odkryte wszystkie karty. Niestety winowajcy śmierci Takano i Tomitake nie byli dla mnie wielkim zaskoczeniem, kiedyś wpadłam na okropny spoiler. Jednak jej przyczyna już tak, tak samo jak wyjaśnienie obłędu mieszkańców. Po tej części trochę obawiam się że ostatnia może być za mało tajemnicza i dynamiczna skoro prawie wszystko już wyjaśniono.

* "Magic Knight Rayearth #5" - tomy 1-3 nadal nie dokupione

* "Złoty rycerz"- Co prawda "Dziewczyny z ruin" podobały mi się o wiele bardziej, jednak ten zbiór utrzymany w dużo lżejszym tonie też ma swój urok.
Tytułowa historia opowiada o Shirou, zdegradowanym dawnym członku Gwardii Złotych Lwów służącym jako stróż prawa w Wygwizdowie. Jak sama nazwa tego miejsca wskazuje za wiele tam się nie dzieje. A jednak bohater nie wygląda na nieszczęśliwego przez to przymusowe przeniesienie czego nie może zrozumieć podziwiający go od dawna kompan. Choć dobrze się go czytało ten rozdział nie jest niczym specjalnym, dużo bardziej podobał mi się kolejny - pewna dziewczyna z wioski wyznaje Shirou miłość. Jednak sprawa nie jest taka prosta jakby się wydawało a zakończenie było mocno zaskakujące. Delikatnie nakreślone przez autorkę zasady świata sprawiają wrażenie przygotowanego pod dużo dłuższą historię.
Zupełnie zmieniamy otoczenie w opowieści piastunki dzwonu. Jej wioska od wieków obawia się ataku barbarzyńców. Przypadkowo dziewczyna poznaje ich przedstawiciela, który okazuje się zupełnie inny niż myślała. Niewiedza przeradzająca się w nieuzasadnioną nienawiść, fałszowanie historii a to wszystko podane w dość luźnej, zwariowanej formie.
Kreska jest niesamowita, choć w "Dziewczynach z ruin" była momentami bardziej dopracowana. I nie przepadam za zniekształceniami postaci w scenach komediowych.

* "Beztroski kemping #6" - Zbliża się czas wypłaty więc dziewczyny zastanawiają się na co wydać zarobione pieniądze. Nadeshiko dodatkowo szuka następnej roboty w okolicy. Na zimowy kemping wyjeżdżają więc tylko Aki, Aoi i Ena.
Tak, nasz największy leniuszek daje się wyciągnąć z pod ciepłej kołderki, zostawia pieska w domu (w mini namiociku - to chyba najsłodsza rzecz jaką widziałam w tej serii!) i jedzie w zimnie pod namiot. Fajnie, że reszta Klubu pod Chmurką staje się równoprawnymi bohaterkami. Ten tom jest poświęcony praktycznie tylko nim, Rin i Nadeshiko mają bardzo marginalną rolę. A ta trójeczka wspólnie prezentuje się genialnie. Nieźle się uśmiałam przez ich zachowanie.
Ten tom niesie ważną lekcje dla czytelników, przy zimowych kempingach ważne jest odpowiednie przygotowanie. Biwakowanie na żywioł może być niebezpieczne o czym przekonały się beztroskie bohaterki. 
Z kwestii technicznych - napis na liściku dla siostry Nadeshiko był praktycznie niewidoczny, strasznie się namęczyłam by go przeczytać. Źle dobrano czcionkę do uwielbianego przez autora "zakreskowywania"

* "Noragami. Bezpańskie opowieści" - krótkie humorystyczne historyjki ze świata Noragami. Fanom anime niektóre będą już znane: o człowieku którego po spotkaniu tajemniczej dziewczyny dopadły nieszczęścia,  o ankiecie oręży i o mordercy w górskim schronisku (Ta ostatnia historia dużo bardziej podobała mi się w wersji animowanej, była tam bardziej rozwinięta) 
Tom zawiera też nowe opowieści. Yato kupuje następny talizman i może w końcu się czegoś nauczy. Kazuma zrobi wszystko by wypromować Veenę (uwaga, może wam to trochę zrujnować tę postać xd). Dresiarz, który zdobył własnego stalkera, otrzyma pomoc z nietypowej strony. Zwalnia się miejsce u Siedmiu Bóstw Fortuny! Yato chwyci się wszystkich szans by go przyjęli.
Jeśli lubicie humor Noragami to nie muszę was raczej zachęcać, ja bawiłam się podczas czytania świetnie. 

* "Nasz cud #14-16" - Oprócz Abe wspomnienia odzyskuje ktoś jeszcze jednak nie zamierza wyjawiać poprzedniej tożsamości. Sam agresor po opadnięciu pierwszych emocji zdradza znany mu powód ataku na zamek. Dla reszty wydaje się kompletnie absurdalny ale zasiewa wątpliwości. Sprawia też, że Minami i Hiroki przypominają sobie o faktach z przeszłości Glena, które mogą okazać się ważnym elementem układanki. 
W tych tomach mamy nagromadzone masę wydarzeń, powiedziałabym że jak na tą serię akcja pędzi jak szalona. Odpowiedzi nadal są powoli dawkowane jednak nareszcie jakieś się pojawiają. 
Jak dla mnie najbardziej emocjonującym wydarzeniem tych tomów było "pojawienie" się księcia Eugene. Jego spotkanie z Teshimano/Vincentem było pełne napięcia i przedstawione wręcz genialnie. Aż ciarki mi przeszły po plecach.
Uwielbiam w tej serii, że nawet z pozoru nieistotna postać nagle może okazać się kluczowa. Do działania wkracza właśnie taka cicha myszka. A w przeszłości wiedziała wiele jednak kontynuując dawną rolę nie daje się namówić do współpracy.
Jak pewnie zauważyliście seria nie traci poziomu i nadal mnie zachwyca. Jestem już po lekturze kolejnych trzech tomów i po ponownym przeczytaniu tych mam wyłapane nowe tropy i wymyśliłam kolejne teorie. Jestem ciekawa czy się sprawdzą

* "Zły król" - "Okrutnego księcia" poznałam dzięki akcji Czytaj.pl. Był sporym odświeżeniem w literaturze młodzieżowej, wątek miłosny zepchnięto na daleki plan i skupiono się na intrygach królestwa elfów. Bardzo podobały mi się też nietypowe relacje rodziny głównej bohaterki i jej wyobcowanie wśród ludzi jej rasy. Książka nie była idealna, wiele zwrotów akcji dało się przewidzieć (choć zakończenie mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło) ale podobała mi się na tyle że po skończeniu lektury zamówiłam od razu tom 2.
I tutaj stał się cud - tom 2 jakiejś serii przewyższył dziesięciokrotnie jedynkę. Główna bohaterka rozwija się w niezwykle ciekawy sposób, intrygi są dużo bardziej interesujące a zakończenie powala na kolana. Oby autorka utrzymała taki poziom do końca trylogii.

* "Różaniec" - główne założenia przypominają mi anime "Psycho-Pass". By przetrwać na małych obszarach miast-pierścieni orbitujących wokół Słońca konieczne było zlikwidowanie przestępczości. Wymyślono więc system Sztucznej Inteligencji oceniający poziom PZ - stwarzanego przez ciebie zagrożenia dla społeczeństwa. Jednak w odróżnieniu od wspomnianej pozycji, bohaterem jest osoba działająca na granicy prawa, nuzzer potrafiący z systemu g.A.I.a. odczytać poziom PZ danego człowieka. Harpad, jakby mało miał problemów z sytuacją rodzinną, zostaje wplątany w grę między dwoma siłami działającymi na najwyższych szczeblach władzy.
Książkę można podzielić na trzy części. Tak jak dwa pierwsze etapy czytało mi się świetnie tak ostatni zaczął mnie nużyć. Rozwiązanie idzie w dziwną stronę, powiedziałabym że jak na tego autora trochę za prostą. Wcześniej dawał argumenty obu stronom (ciekawe przedstawienie konceptu kiedy system mógłby działać, w jaki sposób musiało by się zmienić postrzeganie winy przez ludzi) jednak na koniec dość kategorycznie opowiada się przeciwko.
Nie zmienia to jednak faktu, że książkę polecam, Kosik w niesamowity sposób łączy wątki postaci z pozoru pojawiających się przypadkowo. Wszystko pięknie się zakleszcza, każdy z tych wątków daje nam kawałek układanki.

* "Zabij albo zgiń" - Po nieudanej próbie samobójczej Dylanowi objawia się demon. Poleca mu zapłacić za ocalone życie - co miesiąc ma zabić złego człowieka zamiast siebie. To prawda czy majak podświadomości usprawiedliwiającej działanie o którym myślał od lat?
Kolejne rozważania o samosądach i zamaskowanych mścicielach. Główny bohater coraz bardziej gubi się w postrzeganiu dobra i zła oraz w swoim szaleństwie. Po drugiej stronie barykady tradycyjnie obserwujemy tropiącą go policjantkę lekceważoną przez przełożonych.
Tym co wyróżnia komiks jest ciekawa narracja, bohater przełamuje czwartą ścianę, najczęściej w przebłyskach pokazujących przyszłe wydarzenia. Pomimo takich przeskoków udało się uniknąć chaosu. 

* "Mangamix #5, 7-8" - "Zapiski detektywa..." - moja teoria co do mordercy była błędna, pewnie dlatego że za bardzo kombinuję ;) Rozwiązanie jest prostsze ale bardzo logiczne. Brakuje mi na naszym rynku więcej takich  typowo kryminalnych mang.
-"Black Jack" - Rozdział utrzymuje poziom poprzednich. Doktor bez licencji wydaje się chciwy i bez serca jednak ostatecznie jego intencje okazują się dużo czystsze.
-"Video Girl Ai" -  myślałam że będzie miało więcej wstawek ecchi, pozytywnie się zaskoczyłam. Bohater jest dość typowy na taką serię - nieporadny i nieśmiały ale na szczęście nie irytujący. W sumie jestem ciekawa co do dalszych wydarzeń. 
-"Card Captor Sakura" - ani mnie nie zniechęciła ani nie zachęciła. Kiedyś może kupię dla samej kreski, walki z kartami są rysowane wspaniale, ale nie będzie na liście priorytetów.
-"Mars" - Nieśmiała dziewczyna i bad boy. Czyli jak w wielu innych shoujo, jednak wciągnęło mnie i chciałabym poznać całą ich historię. Będę się rozglądać za używanym zestawem.  


święta:


* "Ayako" - W styczniu 1949 r do domu powraca Jirou, były żołnierz i jeniec wojenny. Nikt nie wie, że w rzeczywistości pracuje dla okupanta. Jego pierwszym zadaniem zostaje zlikwidowanie chłopaka swojej politycznie zaangażowanej siostry. Wydarzenia polityczno-kryminalne mieszają się dramatem rodzinnym w domu pochłoniętym toksycznymi relacjami.
Trochę trudno mi oceniać bo przeczytałam tylko połowę (szczerze mówiąc po odłożeniu na półkę zapomniałam o niej na prawie rok) a czytałam opinie że zakończenie rozczarowuje. Na razie historia mocno wciąga, choć trudno znaleźć postać której można kibicować. Nawet biedna Ayako nie wzbudza na razie innych uczuć poza współczuciem. Cała reszta to zepsute, pełne zła i chciwości lub biernie obserwujące nieszczęścia persony.

* "Utsubora" - pisarz, dwie bliźniaczki, jedna żywa, druga martwa i powieść splatająca ich losy.
Przez wychwalające mangę dawne recenzje Suzy podchodziłam do komiksu z wielkimi oczekiwaniami. I jestem zachwycona! Historia jest pełna tajemniczości i zmysłowości, angażuje do ostatnich stron. Autorka poświęciła zaskakująco sporo miejsca na postacie poboczne, wszystkie ich losy łączą się w jedną całość tworząc niezwykłą historię o opowieściach i ich twórcach.
Kreska Nakamury na papierze prezentuje się cudownie (dotychczas jej twórczość czytałam tylko na skanlacjach) Ma w sobie dużo lekkości, a nie trzymanie się anatomii daje dodatkowy niezwykły efekt. 

* "Ona i jej kot" - melancholijna opowieść o życiu młodej kobiety z perspektywy jej pupila.
Uwielbiam króciutki film będący pierwowzorem, manga znacząco go rozwija. Postać "Jej" jest bardziej przedstawiona, w animacji pozostawiono wiele niedopowiedzeń, nie były znane przyczyny jej smutku, samotności czy radości. Tu to się zmienia. Jest to i plusem i minusem, niestety trochę zaciera się przez to perspektywa zwierzęcia. 
Kot, choć nie rozumie, dużo zauważa i wyczuwa jej nieszczęście, bardzo chciałby być w stanie pocieszyć swoją właścicielkę. I w pewien sposób dla pogrążonej w samotności dziewczyny staje się potrzebnym jej oparciem. 
Szkoda, że nie umieszczono więcej kolorowych stron, akwarelowe ilustracje są nastrojowe, zwykłe rysunki tak samo. Bardzo ciekawie rysownik operuje cieniami.

* "Opowieści o białej księżniczce" - ilustracje są przepiękne, szczególnie ciekawy efekt budują rozwiane wiatrem włosy. W polskim wydaniu na pewno zwraca uwagę papierowa, chropowata obwoluta.
"Płatki śniegu to łzy które roni (...) Mawia się, że płacz Białej Księżniczki jest omenem czyjegoś cierpienia"
Głęboko w górach rozgrywają się trzy tragedie. Opowieści o zemście, wybaczeniu i obietnicach przypłacanych życiem. 
Manga ma baśniowy, melancholijny klimat, jednak poszczególne historie są za krótkie by wczuć się w losy bohaterów. Niestety przez to nie zapadają na za długo w pamięć, by cokolwiek o nich napisać musiałam jeszcze raz przeczytać tomik.

* "Ristorante Paradiso" Dwudziestojednoletnia Nicoletta przyjeżdża do Rzymu by skonfrontować się z matką która nie przyznała się do jej istnienia przy ponownym małżeństwie. Na miejscu zaczyna interesować się dużo od niej starszym Claudiem, kelnerem w restauracji jej nowego ojczyma.
W tym tytule zakochanie bohaterki jest głównie drogą do porozumienia z rodzicielką. Motorem napędowym działań kobiety przez całe życie była właśnie miłość a dzięki swojemu zauroczeniu Nicoletta pierwszy raz może spojrzeć na świat jej oczami. Powoli starają się odbudować więź i naprawić przeszłe błędy.  Także dla Claudia Nicoletta staje się impulsem do rozliczenia z przeszłością i wyjaśnienia spraw z byłą żoną. 
Kreska Natsume Ono jest bardzo specyficzna i może się wam spodobać lub nie. Osobiście nawet ją lubię, nie wiem czemu ale w jakiś sposób kojarzy mi się z rysunkami Asumiko Nakamury.

* "Dziewczynka w Krainie Przeklętych - album"- uwielbiam styl rysunków Nagabe i pomimo że ze zbieraniem mangi jestem daleeeko w tyle album był moim priorytetem. Lekko się zawiodłam, trochę za mało jest całkowicie dopracowanych ilustracji na całą stronę. (Np. z sześć stron zajmują rysunki pojedynczej doniczki) Ale za to na niektóre mogę patrzeć godzinami. 

* "Rozjemca" - pisałam już kiedyś że uwielbiam Sandersona? Chyba nie. To już wiecie, każda jego książka mnie zachwyca. Szczególnie jego niezwykłe i oryginalne systemy magii. Nie inaczej było i w tym przypadku, opowieść o mieście kolorów i kroczących między ludźmi bogów wciągnęła mnie od pierwszych stron. Choć sama fabuła ma co prawda wiele standardowych motywów fantasy autor łączy je w bardzo ciekawy sposób. 
Zauważyłam, że Sanderson ma pewien typ tworzonych przez siebie bohaterów i ci z Rozjemcy byli mieszanką tych poznanych przeze mnie wcześniej. Na razie szczególnie mi to nie przeszkadza ale zobaczymy jak będzie przy kolejnych książkach. 

* "Zabójcza biel" -najpierw muszę wziąć się za tom 3. Dodatkowo okazało się że mój egzemplarz ma pomieszane strony, z 50 w ogóle nie ma :( 

* "Śnieżka musi umrzeć" - nieprzeczytana

* Hmm, z opóźnieniem zauważyłam że na zdjęcie włożyłam nie tego Cobena co trzeba. Ale skoro nie mogę znaleźć właściwej książki tak już zostanie. 
"Sześć lat później" to moja pierwsza książka tego autora. Początek jest bardzo obiecujący, tajemnicza atmosfera, nawarstwiające się pytania - jednak nie jestem przekonana co do samego rozwiązania intrygi. Niezbyt lubię gdy wszyscy z otoczenia bohatera nagle są powiązani ze sprawą. Jednak książkę świetnie się czytało-Coben ma bardzo lekkie pióro- i na pewno sięgnę po kolejne.