sobota, 19 września 2020

"Misja Ambasadora" Trudi Canavan

TYTUŁ:  Misja Ambasadora
TYTUŁ ORYGINALNY:  
The Ambassador's Mission
AUTOR:  Trudi Canavan
CYKL:  Trylogia Zdrajcy
ILOŚĆ TOMÓW:  3
OCENIANY TOM:  1
LICZBA STRON:  570
WYDANIE ORYGINALNE: 2010   
WYDANIE POLSKIE:  2010 (Galeria Książki)

TŁUMACZ:  Agnieszka Fulińska

Od inwazji Ichani na Imardin minęło 20 lat. By nie dopuścić do powtórzenia tragedii stworzono oficjalne stanowisko Czarnego Maga. Jednak dwójka wybranych jest pod ciągłą kontrolą z zakazem opuszczania miasta. To nie jedyne zmiany w Gildii, nizinni zostali dopuszczeni do nauki magii jednak nie wyeliminowało to podziałów i dyskryminacji. 

Kyralia i Sachaka powoli otwierają się na siebie. Gdy zwalnia się miejsce ambasadora w kraju czarnych magów Dannyl zgłasza się na ochotnika chcąc na miejscu kontynuować swoje badania historyczne.  Jego asystentem zostaje Lorkin, syn Sonei i Akkarina.

Wśród przestępczej części mieszkańców Imardinu panuje coraz większy niepokój gdy kolejni Złodzieje zostają zamordowani. Po ulicach krąży zabójca a nowe ślady wskazują na użycie magii. W mieście jest nowy Dziki czy jest w to wplątany ktoś z Gildii? Gdy ofiarami zostaje rodzina Cerego ten zrobi wszystko by odnaleźć winnych.

Po przeczytaniu kilku książek tej autorki zauważyłam że pierwsze tomy są głównie przydługim wstępem do właściwej historii. Nie inaczej jest i tym razem.

Co dziwne, dużo bardziej wciągnęła mnie na razie akcja w Imardinie niż Sachace. Patrząc po tytule powinno być raczej odwrotnie. Jednak egzotyczny kraj został potraktowany mocno po macoszemu. Nie wykorzystano w ogóle potencjału zawiłości politycznych gierek a koncept dumy rodowej ashakich dawał spore pole do popisu. Nie oczekuję jakiś nie wiadomo jak skomplikowanych intryg ale przynajmniej jakiegoś liźnięcia tematu. 
Sami Sachakanie zostali przedstawieni w najbardziej stereotypowy i prosty sposób. Skoro są posiadaczami niewolników są zadufani w sobie i okrutni. Oczywiście oprócz postaci z którą zaprzyjaźnia się Dannyl, inaczej nie było by możliwości na przyszły wątek romantyczny.  

Skoro brak wątków politycznych to może przedstawiono badania uczonego? Na razie nie liczcie na to. Dannyl z Lorkinem zdążyli przejrzeć trzy książki na krzyż. Potem wprowadzono frakcje Zdrajców i akcja teoretycznie przyspieszyła, mamy bowiem próbę morderstwa, ucieczkę i pogoń. Jednak każdy kolejny rozdział był jakimś cudem coraz mniej ekscytujący. 

Na tle tamtych wydarzeń poszukiwanie Zabójcy Złodziei wypada o niebo lepiej. Fabuła jest interesująco poprowadzona, ma odpowiednie napięcie. Niektóre zwroty akcji są może trochę przewidywalne ale w niczym to nie przeszkadza. 

"Musisz nauczyć się dziś wieczorem trzech rzeczy: że nawet najpotężniejszy ze Złodziei ma pewne ograniczenia, że warto mieć wysoko postawionych przyjaciół i że są rzeczy, które lepiej pozostawić magom"

Podobał mi się wątek przepychania ustawy o zakazie kontaktu magów z przestępcami- ciekawie przedstawiono obie strony konfliktu i ich racje. Stanowisko Sonei też nie było takie oczywiste  - jednak za szybko to wszystko rozwiązano i jak na razie za mało pokazano konsekwencji decyzji. Oby w następnym tomie to się zmieniło a nie było wątkiem zapychaczem. 

Znani bohaterowie mocno się zmienili. Sonea przez lata ciągłej kontroli jest stłamszoną, niechętnie wychodzącą z inicjatywą i wyrażającą własne opinie kobietą. Z biegiem akcji na szczęście powoli pozbywa się tych cech. Cery jest dużo poważniejszy i rozsądniejszy jednak po ostatnich wydarzeniach też mocno zrezygnowany. Robi wszystko by nie myśleć o rodzinie. Dannyl jadąc do innego kraju chce uciec od upadającego związku.
O Lorkinie na razie nie mam zdania. Chłopak przez całe życie czuł presje, że wszyscy oczekują od niego wielkich czynów. Sam nadal poszukuje swojej drogi.

Zaskakująco najbardziej w tej części polubiłam postać Regina, dawnego dręczyciela Sonei. Naturalnie przez 20 lat wydoroślał. Poszerzył horyzonty i przekuł swoją dumę w coś napędzającego go do działania. Ale oczywiście nasza bohaterka nadal mu nie ufa, chociaż współpracują przez całą książkę. I przypomina nam o tym w każdym rozdziale - ale nadal nie potrafiła mu zaufać, ciągle się obawiała że ją zdradzi, o zgadza się z nim  ale i tak jest nieufna, na pewno chce ją pogrążyć - Ludzie, ile można! Dostawałam już szału podczas czytania. Droga Autorko: wiemy, że Sonea jest do niego uprzedzona nie musisz nam o tym na każdym kroku przypominać.

Wydanie tez nie jest idealne, znalazłam literówki i pomylone imiona bohaterów w dialogach.

Trudi Canavan  porusza w tej książce sporo problemów - uzależnienia, podziały kastowe, dyskryminacja kobiet, niewolnictwo - jednak jak na razie wszystko traktuje mocno po łebkach. Cóż, ma jeszcze dwie części, nie tracę nadziei że jeszcze dorówna pierwszej trylogii. 

sobota, 22 sierpnia 2020

Stosik wrześniowo- październikowy

W zakamarkach blogera odnalazłam prawie skończony wpis z bardzo nieaktualnym stosikiem. Szczerze mówiąc trochę pogubiłam się w swoich nowszych zakupach więc na razie przeczytacie o nabytkach sprzed prawie roku xd 


Spokojnie, ten stosik tylko wygląda tak strasznie. Wszystkie książki zostały kupione na promocji jako egzemplarze powystawowe za 6 zł. Zamawiając obawiałam się, że okażą się poniszczone ale są praktycznie prawie w idealnym stanie! (Tylko "Łotr" i "Misja ambasadora" mają leciuteńkie wgniecenie na brzegu) Dodatkowym pozytywnym zaskoczeniem była twarda oprawa kontynuacji Czarnego Maga. 


* "Dawca" - przykład na to jak napisać młodzieżową antyutopię poważniej. Podobały mi się też różne pomysły na funkcjonowanie takiej społeczności, np ceremonie x-latków.

* "Królowa Tearlingu", "Inwazja na Tearling", "Losy Tearlingu" - zaczęłam pierwszy tom ale na razie jakoś nie mogłam się wciągnąć

* "Big Red Tequila" - kryminał autora Percy Jacksona niestety mnie zawiódł. Akcja rozgrywa się strasznie wolno a bohater zamiast zdobywać wskazówki miota się głównie od jednego reliktu przeszłości do drugiego.
Sam nasz detektyw bez licencji też nie przypadł mi do gustu, mistrz tai chi okazał się porywczym, działającym szybciej niż myślącym, rozwiązującym problemy siłowo osobnikiem będącym mistrzem we wkurzaniu wszystkich mieszkańców miasta.
Książka mogłaby być o połowę krótsza nie tracąc nic z treści, przez 1/3 stron strasznie się wynudziłam. Ale muszę przyznać, że samo zakończenie nie było złe, ładnie połączyło wątki i nawet nie przeszkadzało mi, że nie jest jakoś szczególnie zaskakujące.
Pod względem pisarskim jest w porządku, jednak autor nie nabył jeszcze tej lekkości pióra którą znamy z jego młodzieżowych serii.
Zobaczę, czy następne tomy, "Taniec wdowca" i "Ostatni król teksasu" będą lepsze. Opisy z tyłu okładek dają nadzieję na coś ciekawszego.

* "Misja ambasadora", "Łotr", "Królowa zdrajców" - jeszcze czeka na swoją kolej.

* "Yona w blasku świtu #3" - Yona i Hak cudem przeżywają upadek z urwiska i trafiają na kapłana. W jego chacie słyszą legendę założenia kraju - o czerwonym bogu-smoku i jego czterech towarzyszach. Wolą niebios księżniczka ma odnaleźć ich potomków dziedziczących moc smoczych wojowników.
Wkraczamy nareszcie na właściwy tor historii. Yona wyrusza w drogę i zaczyna formować drużynę. Najpierw dołącza do niej Yun, jak sam o sobie mówi zabójczo przystojny geniusz, podopieczny kapłana. Głodny wiedzy, marzący o zwiedzeniu świata wzdłuż i wszerz, rozsądny a jednak trochę zapatrzony w siebie zabawnie dopełnia znaną nam dwójkę.
Yona dalej się rozwija, by być w stanie chronić bliskich chce uczyć się walki. Jednak przez to staje przed dylematem - czy by kogoś uratować jest gotowa odebrać życie? A tym samym sprzeciwić się wszystkim ideałom swojego ojca.
Bardzo lubię kreskę Kusanagi. Co prawda skupia się głównie na postaciach, ciekawie rysuje fryzury, bohaterowie mają bogatą mimikę twarzy. Tła często są puste jednak pojawiają się na tyle często by nakreślić miejsce akcji.

* "Yakuza w fartuszku. Kodeks perfekcyjnego pana domu #1" Zacznę od tego, że strasznie podoba mi się tłumaczenie tytułu. I w sumie cała manga :)
Nieśmiertelny Tatsu był legendą przestępczego świata. Jednak po spotkaniu miłości swojego życia porzucił yakuzę i został... gosposią.
Manga składa się z krótkich opowieści z życia byłego yakuzy. Jak jego nawyki przekładają się na prace domowe? W końcu, jak stwierdza jeden z bohaterów, może kodeks yakuzy i gosposi domowej są dwoma stronami jednej monety. Rozdziały są bardziej zabawne, inne mniej, jednak całość wypada bardzo pozytywnie. Tylko musi wam podpaść ten rodzaj humoru. Moimi ulubionymi są historie z roomba i opieką nad dzieckiem sąsiadki.
Mam nadzieję, że w następnych tomach autor rozwinie kwestię początku znajomości nietypowego małżeństwa, jestem strasznie ciekawa jak się poznali.
Kreska jest szczegółowa i schludna, mimika bohaterów zabawna, a gosposia wygląda ciągle odpowiednio groźnie ;) Rysownikowi pięknie wyszedł tatuaż Tatsu.

* "Beztroski kemping #5" - ferie zimowe trwają z najlepsze jednak dziewczyny nie narzekają na nadmiar wolnego czasu. W końcu okres poświąteczny jest najlepszy by zarobić na ich nie aż tak tanie hobby.
Rin wybiera się znowu na samotny kemping. Miło się obserwuje jak z tomu na tom robi się coraz bardziej zżyta z resztą paczki. Takimi drobnymi tego oznakami są na przykład momenty gdy widząc coś ciekawego od razu robi zdjęcia by wysłać je reszcie. Jak przypomni się jej skrępowanie w pierwszych tomach przy napisaniu do Nadeshiko to od razu czuć progres tej postaci. Bardzo jednak podoba mi się w tej serii, że potrzeba samotności nie jest przedstawiana jako coś złego i Rin nie zmienia się pod tym względem.
Reszta paczki też ma swoje momenty w tym tomie. Aki i Inuko razem z młodszą siostrą i nauczycielką wybierają się oglądać pierwszy wschód słońca w nowym roku. Nadeshiko po sylwestrze odwiedza babcię i spotyka się z przyjaciółką z gimnazjum.
Coraz bardziej podobają mi się rysunki, wschody słońca wyszły szczególnie pięknie. A pulchna Nadeshiko niesamowicie uroczo :)
Przypominam żeby przed lekturą przygotować przekąski bo od min dziewczyn podczas jedzenia serio można zgłodnieć.

* "Noragami #15-17"  - zbliża się Miesiąc Bez Bogów. Yato, który wreszcie uzyskał oficjalny status bóstwa pierwszy raz dostaje zaproszenie na Wielkie Posiedzenie Bogów. Po śmierci Tsuguhy Veena jest podejrzana o wyjawienie największej tajemnicy bogów. Pałająca żądzą zemsty na zaklinaczu bogini wymyśla nowy plan.
Tom 15 można uznać za spokojny i w większości komediowy. Na Zgromadzeniu Yato jak zwykle nabroi. Poważniejszy wydźwięk ma konflikt Yukine z Kazumą, wydarzenia z poprzedniego tomu mocno odbiły się na ich relacji. Każdy z nich jest gotowy na wszystko by chronić swoje bóstwo. Może jednak Regalia wcale nie są błogosławieństwem.
Kolejne tomy to już sama akcja. Przez manipulacje zaklinacza rozpoczyna się konflikt niebiosami. Kto stanie po której ze stron? Walki są narysowane bardzo dynamicznie, wykorzystano też różnorodność umiejętności postaci.
Te tomy wprowadzają wiele nowych bóstw i ich oręży. Największe znaczenie ma Takemikazuchi znudzony bóg piorunów marzący o zmierzeniu się z godnym siebie przeciwnikiem i jego drogowskaz Kiun. Rozwinięto też hierarchię niebios, jaką rolę ma Amaterasu. Pochwała dla tłumaczki za jak zawsze świetne obszerne przypisy.
Coraz bardziej czuć, że historia wchodzi najpewniej na ostatnią prostą.

* "Kokoro Connect #1-5" - Członkowie Klubu Badań nad Kulturą stają się przedmiotami eksperymentu tajemniczej istoty. Piątka przyjaciół zaczyna zamieniać się ciałami! Jak to wpłynie na ich relacje?
Bohaterowie są zbiorem indywidualistów o kompletnie różnych zainteresowaniach, których połączyło stworzenie jednego koła zainteresowań. Jednak ich przyjaźń wypada zaskakująco naturalnie. Ich ciągłe wzajemne przekomarzanki czyta się świetnie. Czynnikiem napędzającym akcję są sekrety i problemy skrywane przez każdą postać przed resztą paczki. Można się przyczepić że trochę za łatwo je rozwiązywano.
Szkoda że manga nie obejmuje wszystkich arców historii. Główna tajemnica, powód testów i tożsamość istoty je nadzorującej nie zostaje wyjaśniona.
Pod względem rysunkowym określiłabym ją jako typową kreskę mangową z wielkimi oczami. Ładna ale się nie wyróżnia. Jednak plus dla rysownika za zawsze czytelne zamiany ciał, pilnował by czytelnik nie pogubił się kto jest kim. Prostym acz trafnym zabiegiem były np przy dymkach dialogowych główki danej "prawdziwej" postaci.

* "Olimpos #1-2" - pomimo momentami bezsensownego filozoficznego bełkotu manga w sumie mi się podobała. Choć jako fanka nawiązań do mitologii musiałam się przełamać i zaakceptować ogromne zmiany poczynione przez autorkę. Podobało mi się, że przedstawiła znaną nam wersję jako wymysł ludzi który śmieszy samych bogów.
Najlepszą częścią historii były wątki z Irys i jej powolne wpływanie na Apollina.
Zakończenie było dziwnie urwane i całkowicie niesatysfakcjonujące, cała akcja prowadziła donikąd.
Co do oprawy graficznej, po okładkach spodziewałam się trochę lepszej kreski ale i tak była bardzo ładna. Autor ciekawie rysuje fryzury. Postacie męskie wyglądają zniewieściale jednak jest to nawet wyśmiane w samej mandze ;)

* "Fire Punch"- na świecie zaczęli rodzić się Błogosławieni- ludzie ze specjalnymi zdolnościami. Jedna z nich, Lodowa Wiedźma, spowiła świat lodem, wioski powoli wymierają przez głód i zimno. W jednej z osad mieszka rodzeństwo z darem regeneracji. Pewnego dnia przybyli żołnierze spopielają ją niegasnącym ogniem. Przeżywa jedynie Agni, paląc i regenerując się w nieskończoność. Przy zmysłach trzyma go jedynie myśl o zemście na mordercy siostry.
Trudno mi oceniać po pierwszym tomie. Na razie zaczyna się dość sztampowo - bohater pragnący zemsty - ale podczas czytania czuć że wszystko może być bardziej skomplikowane. Trochę przytłoczyła mnie brutalność świata przedstawionego, trudne warunki wyłowiły z ludzi to co najgorsze. Na dodatek kreska jest dość realistyczna a sceny np odcinania kończyn są dość obrazowo narysowane. Zdecydowanie nie jest to komiks dla wrażliwych czytelników.

* "Magic Knight Rayearth #4" ogłoszony przez Waneko booklet przekonał mnie do zamówienia przedpłaty. Manga nieprzeczytana, najpierw muszę kupić tomy 1-3 ^^.

* "Atelier spiczastych kapeluszy #2" - Młode czarodziejki za sprawą rondel zostają uwięzione w pułapce strzeżonej przez smoka. Gdy wrasta przerażenie wybuchają nagromadzone w dziewczynach emocje.
Konflikt zostaje rozwiązany w bardzo ciekawy sposób. Bohaterki pomimo niebezpieczeństwa szukają rozwiązania nie zawierającego przemocy uważając, że przeznaczeniem magii jest przynosić radość. Co sprawia, że seria jest idealna na prezent też dla młodszych czytelników (a w sumie nie wiele na naszym rynku jest takich tytułów)
Podobnie jak w tomie pierwszym manga zamiera momenty pełne napięcia i akcji oraz ciepłe okruchy życia podczas nauki magii. Te dwa elementy dopasowano w idealnych proporcjach. Autor przedstawił też dwa podejścia do nauki magii - Koko, która ćwiczy nowe umiejętności przez zabawę i poważnej Agaty niepozwalającej sobie na chwile rozproszenia. Dziewczyna ma prawdziwą obsesję na puncie bycia najlepszą i udowodnienia tego innym. Przyczyny tego stanu rzeczy na razie zasugerowano, jestem ciekawa historii związanej z jej rodziną.
Wprowadzono nową postać, Czujne Oko Atelier - Orugio. Wydaje się surowy, jednak tak samo jak Qifrey bardzo uważa na uczennice.
Autor stopniowo nakreśla czytelnikom struktury świata czarodziejów a na koniec tomu dramatycznie na scenę wkracza Zakon Ładu Magicznego. Będzie się działo!

* "Wspomnienia Emanon" - Uwielbiający sf student w czasie rejsu poznaje intrygującą dziewczynę otaczającą się aurą tajemnicy. Emanon zdradza mu tajemnicę - jej pamięć obejmuje 3 miliardy lat. Czy to prawda czy tylko niezwykła opowieść wymyślona by urozmaicić długą podróż?
Główny bohater jest chyba najbardziej naiwnym człowiekiem jakiego spotkacie. Jest w stanie uwierzyć we wszystko co usłyszy dzięki ogromnej wyobraźni i otwartemu na nowe idee umysłowi. Rozważa z pełną powagą nawet najbardziej absurdalne teorie.
Sama historia składa się z praktycznie samych dyskusji bohaterów w ciągu jednego dnia rejsu. Mam wrażenie że autor spisał swoje rozważania o pamięci przekazywanej następnemu pokoleniu i dodał do tego rysunki. Nie zrozumcie mnie źle, bardzo mi się to podobało jednak przez brak akcji nie jest to manga dla każdego.

* "Monstessa #2" - nieprzeczytana. Jest bardzo irytująco niższa kilka milimetrów od pierwszej części :/

* "Oblivion Song #1" - nowa seria autora "The Walking Dead". Przez tajemnicze zdarzenie Filadelfia "wymieniła" się miejscami z innym wymiarem, dziwnym, niebezpiecznym i pełnym przerażających stworów. Po 10 latach Nathan Cole jest jedną z ostatnich osób nie tracących nadziei i poszukujących ocalałych w równoległym świecie.
Akcja dzieje się naprzemiennie w obu wymiarach.W naszym świecie to głównie opowieść obyczajowa o radzeniu sobie z traumą, wygląd przerażonego społeczeństwa próbującego ruszyć dalej dzięki pomnikom i muzeom. Nie ma się co dziwić, że uspokojenie opinii publicznej jest ważniejsze od prawdy o tragedii dlatego bohater jest raczej potępiany za swoje badania.
Umiarkowane tempo akcji rekompensują fragmenty z wizytami w Oblivionie, dynamiczne i pełne tajemnic. Rysownik postarał się przedstawiając obcość otoczenia, szczególnie gdy zapuszczamy się poza dawną Filadelfię. Projekty stworów też są fascynujące i różnorodne.
Czy żyjąc w takim świecie, 10 lat w sytuacji ciągłego zagrożenia, da się wrócić do normalności, żyć w społeczeństwie wykonując zwyczajną pracę? Bohaterowie zaczynają poddawać w wątpliwość sens dalszych misji poszukiwawczych. Może ci ludzie wcale nie chcą być uratowani.
Zakończenie tomu pokazuje że Oblivion ma jeszcze nie jedną tajemnicę do odkrycia.

* Zdecydowałam się na zakup pewnego starocia czyli "MangaMixu #1-4". W tych tomach znajdziemy 3 mangi w odcinkach:
- "Zapiski detektywa Kindaichi" - manga przedstawiła interesującą zagadkę, prowadzenie akcji przypomina klasyczne kryminały w stylu Agathy Christie. Niestety okazało się że rozwiązanie będzie dopiero w następnym rozdziale...   Na razie mam teorię kto jest zabójcą ;)
- "Black Jack" - epizodyczne historie związane ze zleceniami tajemniczego lekarza bez licencji. Poważnie i raczej przygnębiająco.
- "Aladyn i magiczny imbryk" - to przeciętne shoujo z kilkoma ciekawymi pomysłami

środa, 29 lipca 2020

Koreańskie dramy na kwarantannie #1

Nareszcie skończyłam wszystkie zaliczenia i mogę powrócić do blogowania. Zaczęłam pisać kilka recenzji jednak po takiej przerwie idzie mi dość opornie. By się odblokować postanowiłam krótko przedstawić Wam obejrzane przeze mnie seriale. Jako że ostatnio mam fazę na dramy koreańskie, skupię się na nich :)


Zajęcia Pozalekcyjne/ Extracurricular
10 x 60 min
2020

Oh Ji soo jest z cichym, skupiającym się na nauce licealistą który ma marzenie. Pragnie w przyszłości założyć rodzinę i żyć zwyczajnym, spokojnym życiem. By je zrealizować, potrzebuje pieniędzy. Dużo pieniędzy. I dobrze mu idzie zarabianie ich. Do czasu gdy gubi telefon i koleżanka z klasy odkrywa że prowadzi biznes zajmujący się ochroną prostytutek. Bae Gyuri widzi w tym szansę na wyrwanie się z nudnej monotonii.

Szczerze mówiąc nawet po obejrzeniu nie wiedziałam co myśleć o Extracurricular. Zdecydowanie się wyróżnia na tle innych tytułów. Jego najmocniejszą stroną jest para głównych bohaterów i ich toksyczna relacja. Przez wzajemny wpływ ich socjopatyczna strona osobowości staje się coraz bardziej widoczna a działania wątpliwe moralnie. 

Crash Landing on You
16 x 85 min
2019

Yun Se-ri podczas wypadku na parolotni trafia do strefy zdemilitaryzowanej w Korei Północnej. Przez splot przypadków oddział żołnierzy który ją znalazł postanawia ukryć ją i znaleźć sposób na przetransportowanie jej z powrotem. 

Tą dramę pokochałam ze względu na wspaniałe postacie, głównie te drugoplanowe. Oddział żołnierzy i kółko gospodyń kradną całe show. Rozwoje ich relacji z główną bohaterką oglądało się wspaniale. Choć kompletnie do siebie nie pasowali między nimi a Seri powstawała wspaniała przyjaźń. Główny romans też jest ciekawy, jednak jeszcze bardziej polubiłam drugą parę złożoną z byłych narzeczonych. Ich zakończenie kompletnie złamało mi serce. 

Fabuła nie daje nam emocjonalnie odpocząć nawet na chwilę. Nawet w chwilach relaksu widmo rychłego pożegnania wisi nad bohaterami. Jednak oprócz wątków obyczajowych serial oferuje także intrygi biznesowe, polityczne i kryminalne. Sporo strzelanin i wizyt w szpitalach. I rozstania, rozstania i jeszcze raz rozstania. Przygotujcie sobie chusteczki. 

Męska rozgrywka/ Man to man
16 x 65 min
2016

Po Crash Landing miałam ochotę na coś mniej uczuciowego. Man to man było pod tym względem strzałem w dziesiątkę. Świetna komedia sensacyjno-szpiegowska którą niestety psuje wepchnięty na siłę wątek romantyczny.

K jest agentem duchem, od lat nie posiadającym imienia ani reputacji. Pod przykrywką działa w misjach na całym świecie. Gdy jeden z koreańskich agentów badający aferę łapówkarską na najwyższych szczeblach zostaje zdemaskowany i zamordowany K wraca do kraju i podejmuje się nowego zadania. Musi zdobyć 3 zabytkowe figurki zawierające klucz do rozwiązania sprawy. Jego nową przykrywką jest rola ochroniarza sławnego aktora filmów akcji. Z pozoru łatwa misja sporo namiesza w życiu szpiega.

Wątek romantyczny był za nagły. Po tym jak K z czystym wyrachowaniem uwodził bohaterkę na potrzeby misji nagle z niczego stwierdził że jednak naprawdę jest zakochany. Kompletnie nie pasowało mi to do tej postaci i jego charakteru. Do tego jeszcze ta kiczowata muzyka przy każdej ich romantycznej scenie...

Dla równowagi mamy dużo lepszy bromance. Przy scenach parodiujących romantyczne można się szczerze zaśmiać.  Świetnie oglądało się przemianę ich relacji od z trudem krytej pod grobową miną przez K pogardy i poczucia wyższości do szczerej przyjaźni. 

Bad Guys
11 x 60 min
2014

Przez problem z wzrastającą przestępczością szef policji powołuje nową jednostkę. Na jej czele staje Oh Gu Tak, będący w zawieszeniu za nadmierne użycie siły. Jego podopiecznymi zostają wyciągnięci z więzienia przestępcy - gangster Park Ung Cheol który w 25 dni przejął cały Seul, najmłodszy seryjny morderca Lee Jeong Mun twierdzący, że nie pamięta swoich zbrodni i płatny zabójca Jeong Tae Su który sam oddał się w ręce wymiaru sprawiedliwości. Pilnować ma ich inspektor Yu Mi Yeong. Pierwszym zadaniem będzie złapanie seryjnego mordercy. 

Łał, nie spodziewałam się że to będzie takie dobre! I pod względem czysto rozrywkowym (nie da się ukryć że przestępcy łapiący przestępców bawią zawsze) i poważniejszych wątków. Bowiem okazuje się że powód wyciągnięcia z więzienia akurat ich nie jest taki prosty a metody stróżów prawa nie różnią się aż tak bardzo od stosowanych przez kryminalistów. Same sprawy którymi zajmują się "wściekłe psy" też są ciekawe i dość rozwinięte. 


Jednak i tak najlepsze w tym tytule to nasza nietypowa gromadka. Zestawienie ich różnych osobowości wyszło świetnie. Do tego każdy z aktorów odwalił kawał dobrej roboty. 

Rugal
16 x 65 min
2020

Kang Gi beom jest policjantem ścigającym niebezpieczny gang. Przez to  jego żona zostaje zamordowana a sprawcy wydłubują mu oczy. W szpitalu dowiaduje się że został oskarżony o zabicie jej. Zostaje zwerbowany przez Rugal ścigających wspomniany gang. Po ucieczce z więzienia dołącza do oddziału wykorzystującego mechaniczne ulepszenia. Sam otrzymuje sztuczne oczy z rozwiniętą AI.

Niestety Rugal to masa niewykorzystanego potencjału. Każdy motyw który rozpoczęli został wykorzystany w kompletnie niesatysfakcjonujący sposób. Pomysł na oczy ze sztuczną inteligencją która powili zaczyna wpływać na ocenę sytuacji przez bohatera mógłby być niesamowicie interesujący. Gdyby zrobiono to subtelniej i wolniej rozwijano. Tu niestety wykorzystywano wizualne ułatwienia - gdy sztuczna inteligencja go kontrolowała zmieniał się kolor oczu. Już samo usunięcie tego zabiegu polepszyłoby wątek. Widz nie miałby pewności kiedy na zachowanie bohatera wpływają emocje a kiedy oczy.

Główny zły jest niezbyt ciekawy a gra aktorska Park Sung Woonga jest okropnie przerysowana. Zwroty akcji były przewidywalne a akcje drużyny miały mało sensu. Jedno trzeba jednak przyznać serialowi - pod względem kina akcji prezentuje się ładnie. Dużo walk z dobrze zrobionymi chorografiami ogląda się naprawdę przyjemnie. Relacje drużyny też czasem przedstawiono ciekawie - bardzo podobał mi się ich wypad na kręgle i wykorzystywanie ulepszeń podczas gry :)

Seven First Kisses
8 x 10 min
2016

Min Soo Jin nigdy nie miała chłopaka i chce odnaleźć miłość. Dostaje na to szansę gdy pomaga tajemniczej kobiecie i dzięki niej przeżywa siedem wersji swojego życia, za każdym razem spotykając innego mężczyznę swoich marzeń. 

Króciutka i głupiutka seria na rozluźnienie. Niektóre sceny dobrze parodiowały różne romanse dramowe jednak ogólne wypada słabo. Wykorzystałam ją głównie na szukanie następnych dram przez występujących w niej aktorów.

wtorek, 31 marca 2020

II urodzinki bloga :)

Jak to szybko zleciało! Nie jestem zadowolona z tego roku w temacie blogowania, jako usprawiedliwienie mogę jedynie stwierdzić że w realu był za bardzo absorbujący. Matura, egzaminy z rysunku, najdłuższe wakacje, początek studiów - niestety to przełożyło się na ilość postów. Mam nadzieję że uda mi się ogarnąć i za rok będzie lepiej.

A teraz trochę statystyk:

Liczba postów: 57 (tegoroczne - 9)

Liczba obserwatorów:  8

Komentarze:  326

Wyświetlenia bloga:  5457

Najpopularniejszy wpis (tegoroczny): stosik lutowo-marcowy

Najpopularniejszy wpis (ogólnie): artifical people-magenta

Z całego serca dziękuję Wam za ten rok, za wszystkie komentarze i miłe słowa. Świadomość że ktoś tu zagląda naprawdę motywuje :)

środa, 12 lutego 2020

"Pół wieku poezji później"

TYTUŁ:   Pół wieku poezji później
TYTUŁ MIĘDZYNARODOWY: Alzur's Legacy
KRAJ:  Polska
REŻYSERIA:  Jakub Nurzyński
CZAS TRWANIA:  1 godz 43 min
PREMIERA:  7 grudnia 2019
OBSADA: Mariusz Drężek, Magdalena Różańska, Marcin Bubółka

"Od południa złowroga pieśń płynie, nadstaw ucho, to legendy śpiew. Człowiek przemija legenda nie ginie, bo prawdziwa płynie w niej krew"

Mam nadzieję, że nie ominęliście tej niezmiernie ciekawej nowości zagubionej trochę w szale "Wiedźmina" od Netflixa. "Pół wieku poezji później" jest filmem z uniwersum Sapkowskiego stworzonym przez fanów dla fanów. (możecie go obejrzeć tutaj) Od lat prowadzono różne zbiórki na produkcję, premierę wielokrotnie przekładano, projekt mocno się rozrósł a sam film dwukrotnie wydłużył. Jednak w końcu, nareszcie się doczekaliśmy!

Lata po pogromie rivijskim nienawiść do odmieńców nie maleje. Gdy Kaer Morhen zostaje zaatakowane przeżywa jedynie Lambert. Po dziesięciu latach od tych wydarzeń ostatni wiedźmin spotyka Triss tropiącą zbiegłą z Aretuzy czarodziejkę, Ornellię. Krąży pogłoska, że dziewczyna odnalazła legendarną księgę Alzura (jak to w filmie określa Lambert - tego pojeba od genetycznych modyfikacji) Razem z Julianem, najmniej bękarcim synem Jaskra, wyruszają w podróż.

Na wstępie zaznaczam - film nie jest ideałem. Ma wiele słabych elementów szczególnie od strony fabularnej ale jedno sprawia, że całym sercem mu to wybaczyłam. Jednym słowem - klimat! Przez całe półtory godziny czuć miłość twórców do uniwersum i bohaterów. Dzięki temu sprawili, że ponownie wsiąkłam w ten niezwykły świat, nie zwracając uwagi na błędy i niedociągnięcia siedziałam zachwycona przed telewizorem.
Film przypomina nastrojem i konstrukcją wiedźmińskie opowiadania. Dostajemy nawet bardzo udane i subtelne nawiązanie do baśni - tym razem Jasia i Małgosi.

Wizualnie jest na czym zawiesić oko. Krajobrazy w których robiono zdjęcia są przepiękne a twórcy skutecznie to wykorzystują długimi ujęciami (niektórzy mogą uznać, że za długimi, jednak mi to nie przeszkadzało) Scenografia jest dopracowana, udało się uzyskać efekt naturalności, nie ma tej wszechobecnej "czystości" która razi mnie w polskich produkcjach. Sceny z wieloma statystami mają odpowiedni chaos i gwar, szczególnie dobrze wyszedł fragment w karczmie.

Niestety walki są mało pokazowe, są mało dynamiczne i wyglądają po prostu sztucznie. W przybliżeniu praca kamery czasem trochę to ukrywa jednak nadal nie zachwycają. Za to efekty specjalne, w tym magia, wyszły nieźle (no, może nie licząc potwora w scenie po napisach...)

Dźwięk momentami kulał, przysłaniał czasem dialogi, w ogóle jak zawsze u polaków nie wszystkie teksty były zrozumiałe. Jednak muzyka jest elementem który wyszedł fenomenalnie. Nawiązuje troszkę do tej którą znamy z gier jednak ma też swój indywidualny charakter. Ballada Jaskra jest taka jak cały film - melancholijnie przypomina o tym co jako fani kochamy, dając jednocześnie zapowiedź nowego.

No dobrze, strona techniczna przedstawiona to musimy w końcu przejść do konkretów. Jak już wspomniałam najsłabiej wypada niestety scenariusz, zdarza się za dużo odpowiednich zbiegów okoliczności a w wątkach, szczególnie w drugiej połowie filmu panuje lekki chaos. Motywacje niektórych postaci nie są jasne (główny czarny charakter jest tu idealnym przykładem). Fabuła ma też mało zaskakujące zwroty akcji. Ale ostatecznie jest przyjemna w odbiorze. Taki film przygody. W dialogach widać potencjał, przekomarzania bohaterów ogląda się świetnie ale mogłoby być więcej tych chwytających momentów.

Bohaterowie wypadli raz lepiej raz gorzej.
Lambert nadal jest cyniczny i opryskliwy, jednak przez przepełniający go żal trochę stracił swój dawny pazur. Mariusz Drężek dobrze wpasował się w tą rolę.  Julian bardzo przypomina ojca a zarazem się od niego diametralnie różni. Chłopak ma duszę i kochliwość poety ale chce być członkiem wydarzeń a nie ich obserwatorem. Świetnym smaczkiem jest tożsamość jego matki ;) Niestety Bubółka przy dłuższych monologach ma trochę za teatralną intonacje głosu. Przy tej dwójce Triss jest trochę nijaka. Powiedziałabym nawet że stała się tłem.
Za to nowa czarodziejka - Ornelia - jest jedną z ciekawszych postaci w filmie. Dziewczyna ma swoje przekonania, niby ma być bohaterem negatywnym, jednak nie jest czarno-biała.
Bardzo cieszę się z decyzji o ponownym wcieleniu się Zbigniewa Zamachowskiego w Jaskra. Choć pojawia się tylko na chwilę zobaczenie go w tej roli zdecydowanie poruszyło serduszkiem. Cóż, nikt chyba nie powie że lubi starą ekranizacje a jednak sentyment pozostał ;)

Polecam wszystkim fanom "Wiedźmina", przynajmniej jako ciekawostkę. A może tak jak ja znajdziecie tu coś więcej co was przyciągnie.


Wybaczcie tę ciszę przez ostatni miesiąc, 
projekty i sesja troszkę mnie przygniotły :/
Na szczęście większość przedmiotów 
już zaliczona i mam teraz trochę wolnego,
postaram się przywrócić blog do życia ;)

poniedziałek, 13 stycznia 2020

Nowa Fantastyka 12 (447) 2019 - Specjalny numer wiedźmiński


PUBLICYSTYKA:



Jak podsumować ten numer? Wiedźmin, wiedźmin i jeszcze raz wiedźmin. Co się dziwić, w końcu grudniowa premiera netflixowego serialu jest przełomowym wydarzeniem dla polskiej fantastyki. (Chociaż przez ten nadmiar wieści z każdej strony mam wrażenie że Geralt zaczyna już wyskakiwać z lodówki...)
No dobrze, ale co dokładniej znajdziemy w tym numerze?
Wywiady z Bagińskim (po którym stwierdzam, że to że jakakolwiek produkcja powstała to prawie cud, a producent jest niesamowicie wytrwałym człowiekiem- lub upartym), Lauren Hissrich (opowiada m.in. o swoich dyskusjach z Cavilllem i jego świetnej znajomości książek) odtwórczyniami ról Yen i Ciri (ta druga bardzo trafnie porównała Geralta i Jaskra do Shreka i Osła ;)  )
Wszyscy są strasznie pełni entuzjazmu, co coraz bardziej zwiększa moje nadzieje co do poziomu następnych sezonów.
Wywiady mogłyby mieć trochę bardziej różnorodne pytania, czasem miałam przez to wrażenie, że czytam piąty raz to samo.
Dostajemy też tekst o poprzednich tworach na podstawie Sagi napisany w lekko żartobliwym tonie. I nie mogło oczywiście zabraknąć rozmowy z samym Sapkowskim w której opowiedział o swoich odczuciach po wizycie na planie zdjęciowym.

Ale nie samym wiedźminem żyje człowiek i na szczęście stałe felietony nie wspominają ani słowem o łowcy potworów.
Tekst Kosika ładnie komponuje się z opowiadaniem Suwalskiego przedstawiając inne spojrzenie na technologię zastępującą człowieka.
Kołodziejczak pisze o blokerach globalizacji kultury, felieton jest ciekawy ale czegoś mi w nim brakowało.
Orbitowski sięgnął tym razem po film netflixowski, "Rany". Jakiś czas temu ciągle wyskakiwał mi jego zwiastun. Jak zawsze Orbitowski przedstawił go w taki sposób, że mam ochotę go obejrzeć.

Brakowało mi przeglądu premier miesiąca i Zastrzyku przyszłości.

Muszę się tym razem niestety przyczepić do wydania, które woła o pomstę do nieba. Znalazłam kilkanaście okropnych literówek (a naprawdę jestem kiepska w ich wypatrywaniu) w opowiadaniach. Najgorzej jednak wypada strona Orbitowania po kinie - coś skopało się z drukiem i ma podwójny tekst z "cieniem"


OPOWIADANIA:

TYTUŁ:   Zakamarki
AUTOR:   Tomasz Kołodziejczak

Science fiction w starym stylu. Pomysł, który autor spróbował opisać w naukowy sposób. Spodobała mi się wizja Kołodziejczaka na iteracje wszechświatów. Jednak przez skupienie się na tym elemencie po macoszemu potraktowany został główny bohater. Mamy za mało okazji by się do niego przywiązać czy mu współczuć.

TYTUŁ:   Zrobimy to dla ciebie pojutrze
AUTOR:   Tomek Suwalski 

Rozwój technologiczny prowadzi już teraz do zaniku wielu zawodów. Jak człowiek poradzi sobie w świecie w którym nowe stanowiska pojawiają się i są likwidowane w każdej chwili?
Tekst Suwalskiego skupia się na zwykłym szarym człowieku próbujacym przerwać swoje ciągłe bezrobocie i na jego problemach rodzinnych. Ale pokazuje też zmiejszającą się wagę pojedynczych jednostek dla skomputeryzowanych korporacji.


TYTUŁ:   Miasto sług
AUTOR:   Michał Smyk

Magia jak zawsze wymaga poświęcenia, ale niekoniecznie musi to być twoje poświęcenie. W świecie Smyka magowie czerpią z sił życiowych swoich sług, którzy za wygodne życie pozwalają odebrać sobie wolność. (pomysł ten momentalnie skojarzył mi się z miastem Magnostadt z mangi Magi) Normalnie negatywne skutki tego układu są mało odczuwalne, jednak nastały niespokojne czasy a pan wyruszył na wojnę. 
Dla mnie najlepsze opowiadanie numeru, wciąga, zaciekawia, daje mylne tropy. Dobór narratorów jest dość wyjątkowy. Smyk nienachalnie zadaje pytanie o indywidualne odbieranie wolności i jej cenę, czyli coś co mieliśmy przerabiane już setki razy a jednak nadal można to zrobić interesująco. 

TYTUŁ:   Babilon 
TYTUŁ ORYGINALNY:   Babylon
AUTOR:   Dave Hutchinson

Niedaleka przyszłość. Świat coraz szczelniej zamyka granice. Młody mężczyzna wyrusza do pilnie strzeżonej Europy ze specjalną misją.
Opowiadanie bardzo na czasie, trafnie ukazuje absurd ludzkiego strachu przed innością. Jednak pod względem literackim prezentuje się dość przeciętnie, bardzo słabo utrzymuje napięcie. 

TYTUŁ:   Błogosławieństwa
TYTUŁ ORYGINALNY:   Blessings
AUTOR:   Naomi Novik

Początek historii śpiącej królewny inaczej. Zastanawialiście się kiedyś co by było, gdyby zła wróżka została jednak zaproszona na chrzciny? A matka niemowlęcia zorganizowała mocno zakrapianą imprezę? Pełne humoru króciutkie opowiadanie po którym mam ochotę powrócić do książek Novik :)

TYTUŁ:   Prawo wolnego wypasu 
AUTOR:   Denis Tichij

Opowiadanie trochę chaotyczne jednak z pewnością interesujące. Wymyślone przez autora "prawo wolnego wypasu" trochę obrzydza czytelnik, trochę bawi jednak przede wszystkim zdecydowanie zniechęca do skąpstwa ;) Do tego mamy szaloną opowieść rodem z filmów o wielkich przekrętach.

TYTUŁ:   Słońce na wygnaniu
TYTUŁ ORYGINALNY:   The Sun in Exile
AUTOR:   Catherynne M. Valente

Proces przeciw słońcu. Ciekawie ukazana satyra o manipulacji informacjami i propagandzie. 


Zapowiedziane w święta posty jak można był 
przewidzieć, troszkę przesunęły się w czasie, 
tym razem mam przynajmniej porządną wymówkę, 
wyjechałam na wakacje i niezbyt miałam dostęp do 
internetu. W każdym razie, spodziewajcie się wkrótce 
recenzji "Pół wieku poezji później"! :)

środa, 25 grudnia 2019

Wesołych Świąt!


Kochani!
W te magiczne dni życzę Wam 
wspaniałych chwil w rodzinnym gronie, 
zdrowia, radości, zregenerowania sił 
oraz wielu czytelniczych przygód! :D

Małe ogłoszenie- 
ten tydzień (lub dwa, zależy jak 
szybko skończę pisać notki) 
będzie tygodniem wiedźmińskim 
- czyli blog wraca do życia ;)