wtorek, 6 listopada 2018

Nowa Fantastyka 11 (434) 2018


PUBLICYSTYKA:

W listopadowym numerze czuć nastrój setnej rocznicy odzyskania niepodległości. Nawiązuje już do tego wstępniak Jerzego Rzymowskiego a także m. in. felieton Tomasza Kołodziejczaka. W recenzjach przewinie się komiks "100 na 100. Antologia komiksu na stulecie odzyskania niepodległości". Nawet okładka przypadkowo wpasowuje się i kolorystycznie i symbolicznie. 
Oprócz tego standardowo - różności.

Warto zwrócić uwagę na "Zastrzyk przyszłości" Marka Starosty o widmowych cząstkach - neutrinach i badaniach nad nimi (trochę zabawne dowiadywać się o nowinkach naukowych z pisma o fantastyce ;)  ). Artykuł jest napisany ciekawie i, co najważniejsze - zrozumiale nawet dla kompletnego laika w temacie.

W Lamusie historie o duchach podczas I Wojny Światowej. Jedne ratowały żołnierzy, inne wręcz przeciwnie. Zwidy, propaganda czy prawda? 

Witold Vargas nadal kontynuuje swoją serię Legendarza. Tym razem zapozna nas z bohaterem z białoruskich podań. Historie te pobijają na głowę wszystkie znane wam opowieści pod względem braku logiki. Cóż, w końcu nie często się zdarza by bohater potrafił latać na pszczole lub budował tratwę z kawałka szmatki...

Co jeśli zamiast pieniędzmi płacilibyśmy serem? Absurdalne? Chyba nie aż tak bardzo, skoro coś takiego... już się dzieje! W banku we Włoszech ser pełni rolę zastawu pod pożyczki.

Orbitowski jak zawsze świetny w swoim recenzjo-felietonie. W tym miesiącu zawiódł mnie za to Kosik, w jego tekście czegoś mi zabrakło.

Wywiad z Dario Argento nie zmienił mojego zdania o tym,  że twórcy horrorów muszą mieć przynajmniej trochę nierówno pod sufitem ;) Sprawił jednak, że mam ochotę obejrzeć oryginalną "Suspirię"


OPOWIADANIA:

TYTUŁ:   Niedaleko
AUTOR:   Jakub Małecki

Opowiadanie z pogranicza obyczajówki i nastrojowego horroru. Niestety przeważa to pierwsze, autorowi słabo poszło wprowadzenie napięcia. Wydaje się przez to nijakie, może trochę dłuższa forma lepiej zapadłaby w pamięć. Zakończenie trochę polepsza sprawę zostawiając szerokie pole do interpretacji, jednak jak dla mnie najsłabsze opowiadanie numeru.

TYTUŁ:   Raz, dwa, trzy...
AUTOR:   Tomasz Duszyński

Nastrój przedpowstańczy w Warszawie. Niemiecki oddział broni drukarni szykując się na zbliżające się zamieszki. Bohater obserwuje kobietę z twarzą syrenki warszawskiej. Rzeczywistość miesza się z fikcją a nieludzcy żołnierze zmieniają się w prawdziwe potwory. Hmm, mam dziwne wrażenie, jakbym już je czytała. Jest to znak albo bardzo dobry albo bardzo zły. W pierwszym przypadku znaczy to że opowiadanie zapada w pamięć, w drugim, że jest podobne do innego. 


TYTUŁ:   Nowy świt
AUTOR:   Aleksandra Radlak

Misz-masz fabularny i stylistyczny, jednak zaskakująco udany. III Wojnę Światową miesza z przeszłością i czasami rycerstwa by jeszcze wplątać w to bogów słowiańskich.  Trudno się w tym wszystkim połapać, ale opowiadanie w jakiś sposób przyciąga do siebie.

TYTUŁ:   1942
AUTOR:   Jakub Tyszkowski

We wsi w 1942 pojawiło się Licho, zwiastun nieszczęścia. Sołtys próbujący ogarnąć wieś po poborach do wojska odkryje kogo należy bać się bardziej-diabła czy ludzi. 
Autor umiejętnie buduje napięcie, pozwala wczuć się w klimat małej wsi wierzącej w zabobony.  Trochę pogubił się w zakończeniu, jednak opowiadanie zdecydowanie warte uwagi. 

TYTUŁ:   Droga Saro
TYTUŁ ORYGINALNY:   Dear Sarah
AUTOR:   Nancy Kress

Kolejna odsłona spotkania z kosmitami. Tym razem, wyjątkowo, nie nastawionymi agresywnie a wspierającymi ludzkość. Nagły postęp technologiczny niestety nie zawsze jest jednak dobry. Połowa społeczeństwa traci prace i zaczynają pałać do przybyszów nienawiścią. Bohaterka w ucieczce przed biedą zaciąga się do wojska. Kogo powinna jednak bronić: obcych przybyszów czy własnych rodaków? 
Temat znany jednak w niezłym wykonaniu. Autorka uprościła niestety konflikt moralny wprowadzając do gry porwania dzieci, a to mocno narzuciło ostateczną odpowiedź. 

TYTUŁ:   Księżyc to nie pole bitwy
TYTUŁ ORYGINALNY:   The Moon is Not a Battlefield
AUTOR:   Indrapramit Das

Rozmowa reporterki z upadłą komandoską z księżyca. Nie tyle komandoską co wręcz niebiańską wojowniczką,  asurą, szkoloną od dziecka, znającą tylko tamten świat. Forma którą wybrał autor sprawia, że akcja nie jest dynamiczna, ale udaje mu się wprowadzić czytelnika w realia wojny terytorialnej na księżycu - po środku niczego. Ciekawie przedstawił walki księżycowe, rozrzedzona atmosfera i grube skafandry sprawiają że są to konflikty bezdźwięczne, nic nie przygotowuje na nadchodzącą śmierć. Autor pisze bardzo przystępnym językiem, co pozwala od razu wsiąknąć w tekst.
Opowiadanie wyróżniają też nawiązania do kultury hinduskiej. Z chęcią przeczytałabym jeszcze coś od tego autora :)

TYTUŁ:   Ołowiany lotnik
AUTOR:   K.A. Tierina


Wojna się skończyła a wybawcy stali się niewygodni. Ludzkość jak zawsze tępi to czego nie potrafi ogarnąć, zaczynają się polowania na golemy, sztucznych ludzi. Problem w tym, że nikt nie wie kim są, nawet sami zainteresowani. Co jeśli nie możesz wierzyć własnym wspomnieniom? 
Mroczny i duszny klimat towarzyszy od pierwszych zdań. Bohater obserwuje zniszczony świat i złamanych ludzi poddając w wątpliwość własną tożsamość. Możemy poczuć jego zagubienie i coraz większą paranoję. Całość polepsza dodatkowo niespodziewane zakończenie. 

sobota, 20 października 2018

"Kirke" Madeline Miller

TYTUŁ:   Kirke
TYTUŁ ORYGINAŁU:   Circe
AUTOR:  Madeline Miller 
ILOŚĆ TOMÓW:   1
LICZBA STRON:   414
WYDANIE ORYGINALNE:  2018
WYDANIE POLSKIE:   2018 (Albatros)
TŁUMACZ:   Paweł Korombel

Każdy ma swoje wersje historii. Czas by głos dostała Kirke, córka Słońca i nimfy wodnej, wnuczka Okeanosa. Nie należąca ani do blasku ani do morza.  Dziwoląg, pogardzana i wyśmiewana. Kogo w swojej opowieści wybieli a kogo skaże na potępienie? Oto świeże spojrzenie na znane mity.

Kirke od narodzin różniła się od swoich pobratymców. Brakowało jej boskich mocy, nie miała piękna tytanki, a głos był pozbawiony uroku. Dodatkowo posiadała wyjątkowe (jak na nieśmiertelną) pokłady wrażliwości i współczucia. Nikogo więc nie zdziwi, że była idealnym obiektem drwin i żartów reszty nimf w pałacu. Uda jej się odnaleźć własną tożsamość?


Przez swoją przeciętność jest jednak idealną, nie zwracającą uwagi obserwatorką. Kto by przecież pamiętał wyprosić z sali narad niesforne dziecko Heliosa?  Kirke odkrywa dzięki temu wzrastające napięcie między tytanami a bogami olimpijskimi. Sytuacji nie poprawiają wyczyny Prometeusza, przez którego nasza boginka zaczyna coraz bardziej interesować się śmiertelnikami. Czy spotkanie jednego z nich, zwykłego rybaka, odmieni jej pełne samotności życie? Robi to na pewno zmienienie go w boga oraz jej drugi magiczny czyn, tym razem kierowany nie miłością, a  zazdrością i nienawiścią. Staje się przez to kartą przetargową w boskich rozgrywkach i zostaje wygnana na wyspę.

Akcja książki nie spieszy się, Kirke snuje swoją opowieść bardzo spokojnie. Tytanka rzadko bierze czynny udział w wydarzeniach, sama jest świadkiem tylko fragmentów mitów, resztę poznajemy przez opowieści odwiedzających jej wyspę postaci. Nie myślcie jednak, że przez to jest nudno. Wbrew pozorom w książce bardzo dużo się dzieje. Autorka spina wiele niezależnych mitów w jedną całość. Czytając np "Mitologię" Parandowskiego często umykały mi powiązania rodzinne niektórych postaci, tutaj za to właśnie one budują fabułę. 

Jak to w greckiej mitologii opowieści raczej nie kończą się dobrze. Raz za razem obserwujemy bohaterów zmierzających do nieszczęścia. Nie spodziewajcie się happy endów, z ludzi (i bogów) zawsze wyjdzie ich najgorsza strona, fatum depcze po piętach i nigdy nie odpuszcza.  Autorce udało się na szczęście nie przedramatyzować.

Wydarzenia te i spotkani ludzie wpływają na przemianę Kirke. Niewinna i naiwna boginka szybko odkrywa okrucieństwo świata i nie pozostaje mu dłużna. Jest bardzo krytyczna dla innych ale także dla samej siebie. Zmiany w jej charakterze są logiczne i ciekawie było je śledzić. Niestety nie na każdym etapie dało się lubić główną bohaterkę. Przez pierwszą połowę książki jej naiwność często mnie irytowała, na szczęście im dalej tym lepiej

O wydaniu pisałam już z okazji stosiku. Wita nas piękna, błyszcząca obwoluta z wyżłobionym motywem roślinnym.Pod nią ukrywa się jeszcze piękniejsza okładka. Po otwarciu znajdziemy klimatycznie narysowaną mapę Ajai, wyspy Kirke. W dalszej części nie ma już ilustracji (szkoda, marzą mi się do tego wydania rysunki stylizowane na antyczne malarstwo). Czcionka jest dosyć spora, ułatwiająca czytanie. Tłumaczenie czyta się płynnie.

"Kirke" to pełna magii historia przepełniona samotnością. Polecam wszystkim fanom mitologi. Nastawcie się jednak na wolną nastrojową historię bez walk i nagłych zwrotów akcji.


Lubicie motywy mitologiczne?
Ręka w górę kto kupił głównie dla okładki ;)

środa, 10 października 2018

"Azyl" Jarosław Grzędowicz

TYTUŁ:  Azyl
AUTOR:   Jarosław Grzędowicz
ILOŚĆ TOMÓW:  1
WYDANIE:   2017 (Fabryka Słów)
ILOŚĆ STRON:    ok. 350

Każdy pisarz od czegoś zaczyna. Pierwsze teksty są i lepsze i gorsze, jednak są początkiem pewnej opowieści. Niestety, po latach zostają zapomniane, giną w tonie nowych debiutów i stosach makulatury. Czy jest lepszy czas na taką "Listę zagubionych" niż trzydziestopięciolecie jednego z najlepszych polskich pisarzy fantastyki? 

"Azyl" to zbiór dziewięciu opowiadań, otwarty debiutem autora - "Azyl dla starych pilotów" z 1982 roku - a zakończony bardziej współczesnym tekstem sprzed kilkunastu lat. Różnią się praktycznie wszystkim a jednak w jakiś sposób czuć w nich rękę jednego pisarza. Może to ten ich posępny klimat? Większość z jego wizji jest raczej mało pozytywna,przedstawia w pewien sposób spaczone społeczeństwa dążące do samodestrukcji. Twórca zawsze jednak zostawia światełko nadziei. Może uda się przemienić je w tytułowy azyl, a może nie ma już dla nich ratunku?  W takim tle umieszcza człowieka walczącego z własnymi demonami.

Grzędowicz już na początku swojej kariery potrafił kreować interesujące światy, bawi się gatunkami, łącząc często fantasy z s-f.  Umie na przestrzeni zaledwie kilku kartek nakreślić tło wydarzeń i przedstawić wiarygodnego bohatera. Opisy bardzo działają na wyobraźnię, w "Śmierci szczurołapa" nawet nie bojąc się szczurów czułam obrzydzenie podczas czytania. Z każdym kolejnym opowiadaniem rozwija się też sposób przedstawienia walk, są coraz bardziej czytelne i dynamiczne.

Po każdej historii znajdziemy komentarz autora. Pisarz dzieli się w nim emocjami po pierwszych publikacjach, opisuje wydarzenia towarzyszące ich powstaniu lub po prostu przedstawia spostrzeżenia po latach. Te króciutkie felietony dla mnie były równie ciekawe co same opowiadania. 

Wydanie jak zawsze u Fabryki Słów. Nie zwróciłam uwagi na żadną literówkę, czcionka jest czytelna i odpowiedniej wielkości. Niestety okładka jest mało trwała i po niedługim czasie zdążyła nabyć zagniecenia. Do każdego opowiadania wydawca dołączył ilustracje Vladimira Nenova. Na rysunkach warto zawiesić oko,uzupełniają się z treścią tekstu, szkoda tylko, że są trochę niewyraźne. Nie wiem czy to wina rysownika czy druku.

Najważniejszym jednak pytaniem jest czy osoba niemająca wcześniej styczności z pracami Grzędowicza powinna zacząć od tego zbioru? Uważam, że "Azyl" jest na pewno warty uwagi, jednak przypuszczam, że doceni się go bardziej po lekturze  innych książek pisarza. Chociaż jest to pewnie kwestia bardzo indywidualna. Jeśli lubisz formę opowiadań to droga wolna, całej reszcie polecam na początek "Pana Lodowego Ogrodu"


Czytacie polską fantastykę?
Może polecicie jakiś twórców?

środa, 3 października 2018

Stosik wrześniowy

W tym miesiącu trudno to nazwać stosikiem. Stwierdziłam, że muszę w końcu przeczytać rzeczy już kupione, zamiast powiększać listę wstydu. Do tego, jak pisałam wcześniej, musiałam skupić się na lekturach maturalnych. "Lalka" zaskakująco nie okazała się zła jednak i tak szła mi strasznie opornie. Nie cierpię czytać czegoś na wyznaczony termin, odbiera mi to całą przyjemność z poznawania historii.

*  "Nasz cud #13"  - żałuję, że nie zaczekałam na następny tom. W momencie gdy tomik zaczął mnie wciągać z powrotem w świat przedstawiony dotarłam do ostatniej strony. A teraz kilka miesięcy czekania! Szczególnie, że historia wchodzi powoli na tory wyjaśnień. Zaczynamy poznawać rolę kościoła w zagładzie zamku, a wspomnienia odzyskuje pierwszy z agresorów. W czasach współczesnych jest całkowicie zagubiony i nie wiadomo jaką przyjmie postawę w stosunku do znajomych. Zapowiadają się niezłe komplikacje. Do tego nauczyciele zaczynają węszyć wokół dziwnych wydarzeń w szkole.
Kreska poprawia się z tomu na tom. Już nie rażą mnie koślawości anatomiczne a postacie coraz łatwiej rozróżnić. Okładki też są coraz ładniejsze (dobrze że Minami w końcu zniknął z grzbietów ;) )

* Bardzo lubię motywy mitologiczne więc skusiłam się  "Kirke".  Ech, kogo ja chcę oszukać. Głównym powodem zakupu było PRZEPIĘKNE wydanie. Błyszcząca obwoluta z lekko wypukłym motywem roślinnym a pod spodem jeszcze ładniejszy wzór. Niestety w środku nie znajdziemy już zdobień ani ilustracji oprócz mapki. Szkoda.
Postać Kirke jest mniej znaną częścią mitologi więc ucieszyło mnie skupienie się na tej postaci. Niestety w pierwszych rozdziałach które na razie przeczytałam mało się o niej dowiadujemy. Przez pryzmat jej dzieciństwa i ciekawości poznajemy kojarzone chyba przez wszystkich wydarzenia: wspomnienie wojny tytanów i bogów olimpijskich, ich późniejsze napięte stosunki, karę Prometeusza, ślub Pazyfae i Minosa. Co prawda autorka łączy te mity w spójną historię którą czyta się dobrze nawet jeśli już ją znamy. Sama Kirke jest na razie bierną obserwatorką nie rozumiejącą do końca otaczającego ją świata. Jest wykluczona przez matkę przez nieodziedziczenie wspaniałości ojca. W porównaniu do reszty rodzeństwa jest przeciętna, brzydka jednak za to bardziej empatyczna.
Jestem ciekawa jak rozwinie się ta opowieść. Po skończeniu czytania postaram się coś napisać o całości. A teraz trochę zdjęć:



niedziela, 30 września 2018

"Ultraviolet" sezon 1

TYTUŁ:   Ultraviolet
KRAJ:  Polska
REŻYSER:  Jan Komasa
DATA EMISJI:  25 październik 2017 - 
20 grudnia 2017 
CZAS TRWANIA: 10 x 45 min


Z czym (niestety) kojarzą się polskie seriale? Z kiczem, małym budżetem, fatalnym dźwiękiem, przeciętną grą aktorską, nudnym scenariuszem. Przez tyle zawodów do każdej nowej produkcji podchodzę z dystansem, jednak z małą nadzieją, że przyjemnie się zaskoczę. I w końcu to się stało! Oto przed wami kryminalny "Ultraviolet"!

Ola Serafin wraca do Polski po rozstaniu z mężem. Planuje od nowa ułożyć sobie życie w rodzinnej Łodzi. Nie da się ukryć, że na razie niezbyt jej to wychodzi: mieszka u matki, dorabia jako kierowca i ciągle nie może poradzić sobie z traumą po tragicznej śmierci brata. Jak na ironię wszystko polepsza się gdy przed maskę jej samochodu spada z mostu dziewczyna. Policja oznajmia samobójstwo jednak nasza bohaterka ma na ten temat inne zdanie.
Po poszukiwaniach w internecie znajduje grupę Ultraviolet- amatorów zajmujących się sprawami porzuconymi przez policję. Ola odkrywa w sobie niezłą intuicję i wciąga się w zajęcie detektywa.

Akcja serialu jest epizodyczna, dostajemy schemat jeden odcinek - jedna sprawa do rozwiązania. Całość łączą rozwijające się relacje bohaterów. Nie uważam tego za wadę, seriale kryminalne opowiadające o jednej sprawie są trudniejsze do zrobienia by przez cały czas zatrzymać uwagę widza. 

Zagadki są lepsze i gorsze, nie ma jednak całkowicie beznadziejnych. Twórcy niektóre odcinki oparli na aktualnych problemach politycznych (niechęć do uchodźców) lub nowinkach technicznych zahaczających nawet o s-f (sztuczna inteligencja, gry w rozszerzonej rzeczywistości) Rozwiązania nie są co prawda nie wiadomo jak skomplikowane, często udało mi się zgadnąć morderce przed bohaterami, jednak umieją przeciągnąć uwagę. 

A jak prezentują się postacie?
Główne skrzypce gra Ola (Marta Nieradkowicz.)  Kobieta kilka lat temu przeżyła tragedię morderstwa brata, którego żona nie usłyszała jednak zarzutów. Ma przez to uraz do policji i podważa ich działania. Jest zagubiona, nie wie co ze sobą zrobić. Wszystko czego tyka się w życiu w końcu się rozpada. Dołączenie do Ultravioletu nadaje jej cel. Mówiąc szczerze niezbyt polubiłam tę postać. Ola jest głośna, pyskata i wszystko by robiła sama. Jej działania często mnie irytowały jednak nie uważam że była źle wykreowana lub zagrana. Po prostu nie lubię tego typu postaci.
Towarzyszy jej Michał Holender ( Sebastian Fabijański) pracujący w policji. Pomaga Oli wydostać się z problemów w które wpada przez samodzielne śledztwa. Jest gotowy na niestandardowe rozwiązania śledcze jednak w porównaniu do kobiety wierzy w postępowanie zgodnie z procedurami. Nie da się ukryć, że pomaga Ultravioletowi głównie dlatego, że Ola mu się podoba. Wątek romantyczny rozgrywa się spokojne i wolno, ale bardzo wiarygodnie.

Oczywiście mamy też członków Ultavioletu! 
Szefem tej bandy jest Tomek uciekający w ten sposób od nudnej pracy pracownika lotniska  i problemów małżeńskich. Poznajemy też vlogerkę modową i jej siostrę bliźniaczkę, oraz hakera ukrywającego się za maską i ksywką Piast. 
Co zaskakujące, ich znajdowanie morderców nie jest przedstawione aż tak nieprawdopodobnie jakby to się mogło wydawać. Każdy z nich ma dziedziny wiedzy na których się zna (na przykład vlogerki rozpoznają charakterystyczne cechy odzieży) albo przeszukują tony informacji w internecie. W odróżnieniu od policji nie ograniczają się przepisami, wtargnięcie na kogoś teren to tutaj chleb powszedni. Niestety w dalszych odcinkach trochę się to psuje i działają trochę za sprawnie.

Aktorsko serial prezentuje się dobrze, aktorzy udźwignęli charaktery swoich postaci.  Nie miałam też wrażenia sztuczności podczas wypowiadania dialogów. I bardzo istotna rzecz - te dialogi było słychać! Dało się je zrozumieć i nie czułam potrzeby powiadania napisów do wypowiedzi w rodzimym języku. 
Sposób filmowania nie wyróżnia się niczym szczególnym jednak także nie razi. Nie dostajemy na przykład ujęć samych pleców podczas rozmów (oj "Belle Epoque" było pod tym względem tragiczne)

"Ultraviolet" może i nie jest produkcją idealną jednak dąży w dobrym kierunku. Warto dać mu szansę gdy lubicie seriale kryminalne.


Dajecie czasem szansę polskim serialom? Może coś polecicie?
Znowu żyję! Lektury maturalne trochę zabiły moje czytelnicze 
życie, jednak teraz na jakiś czas powinno być z tym trochę lepiej.

sobota, 8 września 2018

"Log Horizon" sezon 1-2

TYTUŁ:    Log Horizon
TYTUŁ ORYGINAŁU:  Log Horizon
KRAJ:  Japonia
TWÓRCA PIERWOWZORU: Mamare Touno
DATA EMISJI:  5 październik 2013 - 28 marca 2015
CZAS TRWANIA: 2 x 25 x 24min

Wyobraźcie to sobie - jesteście wielkimi fanami gry MMO i z niecierpliwością czekacie ma najnowszy dodatek. Po jego wprowadzeniu nie macie jednak okazji do cieszenia się grą przed ekranem komputera. Nagle budzicie się w ukochanym świecie, w ciele swojego awatara. Najpierw wydaje się to wspaniałym doświadczeniem, potem dowiadujecie się strasznej prawdy - nie możecie wrócić, jedzenie jest bez smaku a walka własnym ciałem nie jest zabawna tylko straszna. Nawet śmierć nie może stać się ucieczką, wskrzeszenia okazują się następnym przekleństwem.

To właśnie przydarzyło się trzydziestu tysiącom graczy. Większość popadła w rozpacz, niektórzy jednak postanowili coś z tym zrobić. Oto próba ułożenia wszystkim nowego życia i stworzenia społeczeństwa w fascynującym świecie gry Elder Tale.

Nie da się ukryć, że jest to tytuł przeznaczony głównie dla fanów MMO. Praktycznie co chwila natykamy się na smaczki związane z rozgrywką. Sama od dzieciństwa gram w WoW-a więc niezmiernie mnie bawiły i umilały oglądanie.  

Czym jednak ten tytuł różni się od tony anime o tematyce gier? Był to pierwszy na który trafiłam który skupiał się na ekonomi i polityce. Nasi gracze wprowadzają nowe prawa, wplątują się w polityczne rozgrywki i tworzą gospodarkę od podstaw. Oczywiście znajdzie się też czas na bardziej kameralne przygody jednak to tamten wątek wypada najlepiej.

Głównym plusem tytułu są różnorodni i barwni bohaterowie. Teoretycznie mamy główną dwójkę, ale szybko ustępują czasu antenowego reszcie gromady.  
Shiroe, lub też Nikczemny Okularnik, jest genialnym strategiem sławnym w świecie Elder Tale przez swoje dokonania za czasów gry. Może wydawać się trochę bezduszny jednak bardzo martwi się o innych.
Akatsuki wciela się w ninję służącą swojemu panu. Na pierwszy rzut oka jest bardzo silna i waleczna jednak tak naprawdę to dziewczyna pełna kompleksów i braku pewności siebie.

Kogo jeszcze spotykamy? Więcej okularników (pamiętajcie- każdy okularnik ma swoją mroczną stronę), wojownika mówiącego ciągle o majteczkach (klątwa Akatsuki wymiata ;)), leniwą księżniczkę, samozwańczą idolkę, narcystycznego maga, rodzeństwo początkujących graczy, guild mastera z haremem wielkości swojej gildii....
Każda z postaci z biegiem czasu ewoluuje i dorasta. Czasem są to zmiany na lepsze, czasem na gorsze. Mam wrażenie, że kilka postaci straciło przez to na swojej wyjątkowości, jednak inne za to stały się jeszcze bardziej odjazdowe.  

"Log Horizon" jest przede wszystkim świetną komedią. Może i żarty nie zawsze są na wysokim poziomie jednak podczas oglądania prawie płakałam ze śmiechu. 

Odcinki są niestety bardzo nierówne. Większość mnie zachwyciła, ale niektóre strasznie wynudziły. Wielkie przemowy były nużące, a rozważania bohaterów nad swoimi słabościami zdecydowanie przeciągnięte (jeden gościu prowadził monolog przez cały, CAŁY odcinek!) Twórcą zdecydowanie lepiej wyszły elementy humorystyczne niż dramatyczne. Te drugie są albo zbyt pompatyczne albo nie czuć w nich w ogóle wagi sytuacji. 

Mam też obawy co do kierunku w którym idzie ta seria. W drugim sezonie niektóre tajemnice zaczynają się powoli wyjaśniać, jednak te rozwiązania są.... dziwne. 

Technicznie anime prezentuje wysoki poziom. Animacje są płynne, a walki dynamiczne. Projekty postaci są różnorodne, nie istnieje obawa pomylenia bohaterów. Podczas retrospekcji w prawdziwym świecie twórcy pamiętali o zmienieniu rysów twarzy bohaterom (mały szczegół a cieszy) Kreska jest ładna, niestety niewyróżniająca się. 
Aktorzy głosowi bardzo dobrze poradzili sobie z podkreśleniem charakteru postaci.

Opening był świetny, piosenka wpadała w ucho,  a graficznie ujęcia też były niczego sobie (szczególnie początek gdy wyłaniali się z mgły) Endingi przewijałam, nie mój gust . Ogólnie muzyka przez całą serię dobrze współgrała z akcją. Nie zdarzyła się scena w której by mi przeszkadzała (pisząc to oglądam serię w której niestety dzieje się to ciągle)

"Log Horizon" polecam w szczególności zapalonym wielbicielom MMO, jednak nie tylko oni będą się dobrze bawić przy tej serii

Jesteście fanami gier MMO?
Lubicie serie o takiej tematyce?

poniedziałek, 3 września 2018

Stosik wakacyjny

Wakacje się skończyły więc to czas na trochę wspomnień - nabytki wakacyjne: 
* "W cieniu betonowej dżungli #1-2" o tym tytule pisałam już  wcześniej i nie mam nic więcej do dodania

* Na "Osiedle Promieniste" skusiłam się po zachętach Pustego Kwadracika i sprzedawcy w KIK-u. Najpierw zacznę od zachwytu się nad szczegółową kreską (chociaż i tak jest mniej dopracowana niż w "Dziewczynie...") To chyba pierwszy rysownik mangowy, którego znam, który rysuje tła na KAŻDYM kadrze. Autorzy bierzcie przykład! Na razie przeczytałam dopiero fragment, więc dużo o fabule nie powiem, ale zapowiada się naprawdę dobra pozycja :D


* "W miasteczku piasku i błękitnych łusek #2" - jakie to śliczne! Kreska jest bardzo charakterystyczna i nietypowa, wprowadza w odpowiedni klimat opowieści. Historia z pogranicza realizmu i fantazji dziecka. Do samego końca nie wiemy czy w miasteczku naprawdę dzieje się coś niezwykłego, czy to tylko wyobraźnia młodych mieszkańców.  



* Pierwszy tom był dużo bardziej oryginalny. W "Klatce dla ptaków #2" akcja sprowadza się do typowych przepychanek głównych bohaterów - ( Nie,  wcale mi na niej nie zależy - O nie! On nadal kocha dawną ukochaną i jestem tylko jej zastępstwem!) No dobra, nie jest tak źle.  Mangę nadal bardzo dobrze się czyta a główną bohaterkę da się lubić (co jest rzadkim zjawiskiem) Po prostu żałuję, że autorka po udanym początku sięgnęła po znane schematy.
bonus - rozrastająca się
 kolekcja zakładkowa

* "Cowboy Bebop #2" Tom 1 i 3 miałam ze starego wydania. (po postawieniu na półce nowego tomiku okazało się, że poprzednia wersja miała obwoluty a ta nie. Trochę to razi, ale mówi się trudno) Lektura dopiero przede mną. Bardzo lubię serię anime więc nie mogę się doczekać powrotu do naszych kochanych łowców nagród. 

* "SA Special A #1" W końcu znalazłam brakujący tom (nie ma to jak kupować losowe egzemplarze na wyprzedażach a potem nie móc dokupić reszty) Historię znałam już z anime jednak w wersji mangowej jest dużo przyjemniejsza. Bez efektów dźwiękowych nawet głupota głównej bohaterki jest mniej irytująca. Fabuła jest bardzo lekka, a epizodyczność pozwala na czytanie po jednym rozdziale czekając na autobus. Dodatkowy oneshot może i nie jest odkrywczy, ale nie można mu zarzucić braku uroku. Tak samo jak główna bohaterka lubię śpiewać ale wstydzę się publiczności więc mogłam się z nią identyfikować.  Wydanie polskie jednak już mniej cieszy. Niewyczyszczone i nieprzetłumaczone onomatopeje, albo największe mistrzostwo -  japońskie znaczki przykryte polskim napisem. 



Co czytaliście w wakacje?
Pozdrawiam wszystkich wracających do szkoły
 (i zazdroszczę studentom)