środa, 3 października 2018

Stosik wrześniowy

W tym miesiącu trudno to nazwać stosikiem. Stwierdziłam, że muszę w końcu przeczytać rzeczy już kupione, zamiast powiększać listę wstydu. Do tego, jak pisałam wcześniej, musiałam skupić się na lekturach maturalnych. "Lalka" zaskakująco nie okazała się zła jednak i tak szła mi strasznie opornie. Nie cierpię czytać czegoś na wyznaczony termin, odbiera mi to całą przyjemność z poznawania historii.

*  "Nasz cud #13"  - żałuję, że nie zaczekałam na następny tom. W momencie gdy tomik zaczął mnie wciągać z powrotem w świat przedstawiony dotarłam do ostatniej strony. A teraz kilka miesięcy czekania! Szczególnie, że historia wchodzi powoli na tory wyjaśnień. Zaczynamy poznawać rolę kościoła w zagładzie zamku, a wspomnienia odzyskuje pierwszy z agresorów. W czasach współczesnych jest całkowicie zagubiony i nie wiadomo jaką przyjmie postawę w stosunku do znajomych. Zapowiadają się niezłe komplikacje. Do tego nauczyciele zaczynają węszyć wokół dziwnych wydarzeń w szkole.
Kreska poprawia się z tomu na tom. Już nie rażą mnie koślawości anatomiczne a postacie coraz łatwiej rozróżnić. Okładki też są coraz ładniejsze (dobrze że Minami w końcu zniknął z grzbietów ;) )

* Bardzo lubię motywy mitologiczne więc skusiłam się  "Kirke".  Ech, kogo ja chcę oszukać. Głównym powodem zakupu było PRZEPIĘKNE wydanie. Błyszcząca obwoluta z lekko wypukłym motywem roślinnym a pod spodem jeszcze ładniejszy wzór. Niestety w środku nie znajdziemy już zdobień ani ilustracji oprócz mapki. Szkoda.
Postać Kirke jest mniej znaną częścią mitologi więc ucieszyło mnie skupienie się na tej postaci. Niestety w pierwszych rozdziałach które na razie przeczytałam mało się o niej dowiadujemy. Przez pryzmat jej dzieciństwa i ciekawości poznajemy kojarzone chyba przez wszystkich wydarzenia: wspomnienie wojny tytanów i bogów olimpijskich, ich późniejsze napięte stosunki, karę Prometeusza, ślub Pazyfae i Minosa. Co prawda autorka łączy te mity w spójną historię którą czyta się dobrze nawet jeśli już ją znamy. Sama Kirke jest na razie bierną obserwatorką nie rozumiejącą do końca otaczającego ją świata. Jest wykluczona przez matkę przez nieodziedziczenie wspaniałości ojca. W porównaniu do reszty rodzeństwa jest przeciętna, brzydka jednak za to bardziej empatyczna.
Jestem ciekawa jak rozwinie się ta opowieść. Po skończeniu czytania postaram się coś napisać o całości. A teraz trochę zdjęć:



niedziela, 30 września 2018

"Ultraviolet" sezon 1

TYTUŁ:   Ultraviolet
KRAJ:  Polska
REŻYSER:  Jan Komasa
DATA EMISJI:  25 październik 2017 - 
20 grudnia 2017 
CZAS TRWANIA: 10 x 45 min


Z czym (niestety) kojarzą się polskie seriale? Z kiczem, małym budżetem, fatalnym dźwiękiem, przeciętną grą aktorską, nudnym scenariuszem. Przez tyle zawodów do każdej nowej produkcji podchodzę z dystansem, jednak z małą nadzieją, że przyjemnie się zaskoczę. I w końcu to się stało! Oto przed wami kryminalny "Ultraviolet"!

Ola Serafin wraca do Polski po rozstaniu z mężem. Planuje od nowa ułożyć sobie życie w rodzinnej Łodzi. Nie da się ukryć, że na razie niezbyt jej to wychodzi: mieszka u matki, dorabia jako kierowca i ciągle nie może poradzić sobie z traumą po tragicznej śmierci brata. Jak na ironię wszystko polepsza się gdy przed maskę jej samochodu spada z mostu dziewczyna. Policja oznajmia samobójstwo jednak nasza bohaterka ma na ten temat inne zdanie.
Po poszukiwaniach w internecie znajduje grupę Ultraviolet- amatorów zajmujących się sprawami porzuconymi przez policję. Ola odkrywa w sobie niezłą intuicję i wciąga się w zajęcie detektywa.

Akcja serialu jest epizodyczna, dostajemy schemat jeden odcinek - jedna sprawa do rozwiązania. Całość łączą rozwijające się relacje bohaterów. Nie uważam tego za wadę, seriale kryminalne opowiadające o jednej sprawie są trudniejsze do zrobienia by przez cały czas zatrzymać uwagę widza. 

Zagadki są lepsze i gorsze, nie ma jednak całkowicie beznadziejnych. Twórcy niektóre odcinki oparli na aktualnych problemach politycznych (niechęć do uchodźców) lub nowinkach technicznych zahaczających nawet o s-f (sztuczna inteligencja, gry w rozszerzonej rzeczywistości) Rozwiązania nie są co prawda nie wiadomo jak skomplikowane, często udało mi się zgadnąć morderce przed bohaterami, jednak umieją przeciągnąć uwagę. 

A jak prezentują się postacie?
Główne skrzypce gra Ola (Marta Nieradkowicz.)  Kobieta kilka lat temu przeżyła tragedię morderstwa brata, którego żona nie usłyszała jednak zarzutów. Ma przez to uraz do policji i podważa ich działania. Jest zagubiona, nie wie co ze sobą zrobić. Wszystko czego tyka się w życiu w końcu się rozpada. Dołączenie do Ultravioletu nadaje jej cel. Mówiąc szczerze niezbyt polubiłam tę postać. Ola jest głośna, pyskata i wszystko by robiła sama. Jej działania często mnie irytowały jednak nie uważam że była źle wykreowana lub zagrana. Po prostu nie lubię tego typu postaci.
Towarzyszy jej Michał Holender ( Sebastian Fabijański) pracujący w policji. Pomaga Oli wydostać się z problemów w które wpada przez samodzielne śledztwa. Jest gotowy na niestandardowe rozwiązania śledcze jednak w porównaniu do kobiety wierzy w postępowanie zgodnie z procedurami. Nie da się ukryć, że pomaga Ultravioletowi głównie dlatego, że Ola mu się podoba. Wątek romantyczny rozgrywa się spokojne i wolno, ale bardzo wiarygodnie.

Oczywiście mamy też członków Ultavioletu! 
Szefem tej bandy jest Tomek uciekający w ten sposób od nudnej pracy pracownika lotniska  i problemów małżeńskich. Poznajemy też vlogerkę modową i jej siostrę bliźniaczkę, oraz hakera ukrywającego się za maską i ksywką Piast. 
Co zaskakujące, ich znajdowanie morderców nie jest przedstawione aż tak nieprawdopodobnie jakby to się mogło wydawać. Każdy z nich ma dziedziny wiedzy na których się zna (na przykład vlogerki rozpoznają charakterystyczne cechy odzieży) albo przeszukują tony informacji w internecie. W odróżnieniu od policji nie ograniczają się przepisami, wtargnięcie na kogoś teren to tutaj chleb powszedni. Niestety w dalszych odcinkach trochę się to psuje i działają trochę za sprawnie.

Aktorsko serial prezentuje się dobrze, aktorzy udźwignęli charaktery swoich postaci.  Nie miałam też wrażenia sztuczności podczas wypowiadania dialogów. I bardzo istotna rzecz - te dialogi było słychać! Dało się je zrozumieć i nie czułam potrzeby powiadania napisów do wypowiedzi w rodzimym języku. 
Sposób filmowania nie wyróżnia się niczym szczególnym jednak także nie razi. Nie dostajemy na przykład ujęć samych pleców podczas rozmów (oj "Belle Epoque" było pod tym względem tragiczne)

"Ultraviolet" może i nie jest produkcją idealną jednak dąży w dobrym kierunku. Warto dać mu szansę gdy lubicie seriale kryminalne.


Dajecie czasem szansę polskim serialom? Może coś polecicie?
Znowu żyję! Lektury maturalne trochę zabiły moje czytelnicze 
życie, jednak teraz na jakiś czas powinno być z tym trochę lepiej.

sobota, 8 września 2018

"Log Horizon" sezon 1-2

TYTUŁ:    Log Horizon
TYTUŁ ORYGINAŁU:  Log Horizon
KRAJ:  Japonia
TWÓRCA PIERWOWZORU: Mamare Touno
DATA EMISJI:  5 październik 2013 - 28 marca 2015
CZAS TRWANIA: 2 x 25 x 24min

Wyobraźcie to sobie - jesteście wielkimi fanami gry MMO i z niecierpliwością czekacie ma najnowszy dodatek. Po jego wprowadzeniu nie macie jednak okazji do cieszenia się grą przed ekranem komputera. Nagle budzicie się w ukochanym świecie, w ciele swojego awatara. Najpierw wydaje się to wspaniałym doświadczeniem, potem dowiadujecie się strasznej prawdy - nie możecie wrócić, jedzenie jest bez smaku a walka własnym ciałem nie jest zabawna tylko straszna. Nawet śmierć nie może stać się ucieczką, wskrzeszenia okazują się następnym przekleństwem.

To właśnie przydarzyło się trzydziestu tysiącom graczy. Większość popadła w rozpacz, niektórzy jednak postanowili coś z tym zrobić. Oto próba ułożenia wszystkim nowego życia i stworzenia społeczeństwa w fascynującym świecie gry Elder Tale.

Nie da się ukryć, że jest to tytuł przeznaczony głównie dla fanów MMO. Praktycznie co chwila natykamy się na smaczki związane z rozgrywką. Sama od dzieciństwa gram w WoW-a więc niezmiernie mnie bawiły i umilały oglądanie.  

Czym jednak ten tytuł różni się od tony anime o tematyce gier? Był to pierwszy na który trafiłam który skupiał się na ekonomi i polityce. Nasi gracze wprowadzają nowe prawa, wplątują się w polityczne rozgrywki i tworzą gospodarkę od podstaw. Oczywiście znajdzie się też czas na bardziej kameralne przygody jednak to tamten wątek wypada najlepiej.

Głównym plusem tytułu są różnorodni i barwni bohaterowie. Teoretycznie mamy główną dwójkę, ale szybko ustępują czasu antenowego reszcie gromady.  
Shiroe, lub też Nikczemny Okularnik, jest genialnym strategiem sławnym w świecie Elder Tale przez swoje dokonania za czasów gry. Może wydawać się trochę bezduszny jednak bardzo martwi się o innych.
Akatsuki wciela się w ninję służącą swojemu panu. Na pierwszy rzut oka jest bardzo silna i waleczna jednak tak naprawdę to dziewczyna pełna kompleksów i braku pewności siebie.

Kogo jeszcze spotykamy? Więcej okularników (pamiętajcie- każdy okularnik ma swoją mroczną stronę), wojownika mówiącego ciągle o majteczkach (klątwa Akatsuki wymiata ;)), leniwą księżniczkę, samozwańczą idolkę, narcystycznego maga, rodzeństwo początkujących graczy, guild mastera z haremem wielkości swojej gildii....
Każda z postaci z biegiem czasu ewoluuje i dorasta. Czasem są to zmiany na lepsze, czasem na gorsze. Mam wrażenie, że kilka postaci straciło przez to na swojej wyjątkowości, jednak inne za to stały się jeszcze bardziej odjazdowe.  

"Log Horizon" jest przede wszystkim świetną komedią. Może i żarty nie zawsze są na wysokim poziomie jednak podczas oglądania prawie płakałam ze śmiechu. 

Odcinki są niestety bardzo nierówne. Większość mnie zachwyciła, ale niektóre strasznie wynudziły. Wielkie przemowy były nużące, a rozważania bohaterów nad swoimi słabościami zdecydowanie przeciągnięte (jeden gościu prowadził monolog przez cały, CAŁY odcinek!) Twórcą zdecydowanie lepiej wyszły elementy humorystyczne niż dramatyczne. Te drugie są albo zbyt pompatyczne albo nie czuć w nich w ogóle wagi sytuacji. 

Mam też obawy co do kierunku w którym idzie ta seria. W drugim sezonie niektóre tajemnice zaczynają się powoli wyjaśniać, jednak te rozwiązania są.... dziwne. 

Technicznie anime prezentuje wysoki poziom. Animacje są płynne, a walki dynamiczne. Projekty postaci są różnorodne, nie istnieje obawa pomylenia bohaterów. Podczas retrospekcji w prawdziwym świecie twórcy pamiętali o zmienieniu rysów twarzy bohaterom (mały szczegół a cieszy) Kreska jest ładna, niestety niewyróżniająca się. 
Aktorzy głosowi bardzo dobrze poradzili sobie z podkreśleniem charakteru postaci.

Opening był świetny, piosenka wpadała w ucho,  a graficznie ujęcia też były niczego sobie (szczególnie początek gdy wyłaniali się z mgły) Endingi przewijałam, nie mój gust . Ogólnie muzyka przez całą serię dobrze współgrała z akcją. Nie zdarzyła się scena w której by mi przeszkadzała (pisząc to oglądam serię w której niestety dzieje się to ciągle)

"Log Horizon" polecam w szczególności zapalonym wielbicielom MMO, jednak nie tylko oni będą się dobrze bawić przy tej serii

Jesteście fanami gier MMO?
Lubicie serie o takiej tematyce?

poniedziałek, 3 września 2018

Stosik wakacyjny

Wakacje się skończyły więc to czas na trochę wspomnień - nabytki wakacyjne: 
* "W cieniu betonowej dżungli #1-2" o tym tytule pisałam już  wcześniej i nie mam nic więcej do dodania

* Na "Osiedle Promieniste" skusiłam się po zachętach Pustego Kwadracika i sprzedawcy w KIK-u. Najpierw zacznę od zachwytu się nad szczegółową kreską (chociaż i tak jest mniej dopracowana niż w "Dziewczynie...") To chyba pierwszy rysownik mangowy, którego znam, który rysuje tła na KAŻDYM kadrze. Autorzy bierzcie przykład! Na razie przeczytałam dopiero fragment, więc dużo o fabule nie powiem, ale zapowiada się naprawdę dobra pozycja :D


* "W miasteczku piasku i błękitnych łusek #2" - jakie to śliczne! Kreska jest bardzo charakterystyczna i nietypowa, wprowadza w odpowiedni klimat opowieści. Historia z pogranicza realizmu i fantazji dziecka. Do samego końca nie wiemy czy w miasteczku naprawdę dzieje się coś niezwykłego, czy to tylko wyobraźnia młodych mieszkańców.  



* Pierwszy tom był dużo bardziej oryginalny. W "Klatce dla ptaków #2" akcja sprowadza się do typowych przepychanek głównych bohaterów - ( Nie,  wcale mi na niej nie zależy - O nie! On nadal kocha dawną ukochaną i jestem tylko jej zastępstwem!) No dobra, nie jest tak źle.  Mangę nadal bardzo dobrze się czyta a główną bohaterkę da się lubić (co jest rzadkim zjawiskiem) Po prostu żałuję, że autorka po udanym początku sięgnęła po znane schematy.
bonus - rozrastająca się
 kolekcja zakładkowa

* "Cowboy Bebop #2" Tom 1 i 3 miałam ze starego wydania. (po postawieniu na półce nowego tomiku okazało się, że poprzednia wersja miała obwoluty a ta nie. Trochę to razi, ale mówi się trudno) Lektura dopiero przede mną. Bardzo lubię serię anime więc nie mogę się doczekać powrotu do naszych kochanych łowców nagród. 

* "SA Special A #1" W końcu znalazłam brakujący tom (nie ma to jak kupować losowe egzemplarze na wyprzedażach a potem nie móc dokupić reszty) Historię znałam już z anime jednak w wersji mangowej jest dużo przyjemniejsza. Bez efektów dźwiękowych nawet głupota głównej bohaterki jest mniej irytująca. Fabuła jest bardzo lekka, a epizodyczność pozwala na czytanie po jednym rozdziale czekając na autobus. Dodatkowy oneshot może i nie jest odkrywczy, ale nie można mu zarzucić braku uroku. Tak samo jak główna bohaterka lubię śpiewać ale wstydzę się publiczności więc mogłam się z nią identyfikować.  Wydanie polskie jednak już mniej cieszy. Niewyczyszczone i nieprzetłumaczone onomatopeje, albo największe mistrzostwo -  japońskie znaczki przykryte polskim napisem. 



Co czytaliście w wakacje?
Pozdrawiam wszystkich wracających do szkoły
 (i zazdroszczę studentom)

środa, 29 sierpnia 2018

"Cień kata" Gene Wolfe

TYTUŁ:  Cień kata
TYTUŁ ORYGINALNY:  The Shadow of the Torturer
AUTOR:  Gene Wolfe
CYKL:   Księga Nowego Słońca
ILOŚĆ TOMÓW:  5
OCENIANY TOM:   1
WYDANIE ORYGINALNE:  1980
WYDANIE POLSKIE:  Książnica (2007) - {pierwsze wydanie - Iskry (1993)}
TŁUMACZ:   Arkadiusz Nakoniecznik


Severian praktycznie od urodzenia przygotowuje się do zawodu kata. Konfraternia jest całym jego światem. Wszystko zmienia się gdy podczas zabawy wpada na tajemniczego Vodalusa,  mężczyznę sprzeciwiającego się panującemu ustrojowi, i ratuje mu życie. Jakiś czas po tym wydarzeniu do wieży katów trafia nowa "klientka" - Thecla, piękna szlachcianka i siostra towarzyszki Vodalusa. Młody chłopak dostaje zadanie dotrzymywania towarzystwa kobiecie. Severian zakochuje się w więźniarce i zdradza swój zakon. Zostaje ukarany wygnaniem do odległego miasta. Tak zaczyna się jego długa wędrówka.

Dawno nie miałam z żadną książką takiego problemu - po skończeniu lektury nadal nie umiem stwierdzić czy przygody kata podobały mi się czy nie. Mówiąc szczerze, po prostu nie ogarniam o co dokładnie tam chodziło. 


Świat przedstawiony kusi tajemniczością i obcością. Autarcha i jego niewidzialny pałac, ogromny mur otaczający miasto, magiczny? klejnot, tajemnicze hipnotyzujące ogrody. Najciekawszym pomysłem według mnie były pojedynki na trujące kwiaty. A to tylko ułamek tego co spotykamy śledząc Severiana . Czy to inny świat czy odległa przyszłość? Wiele przesłanek wskazuje na drugą odpowiedź. Jednak co doprowadziło do tego stanu rzeczy? Tego niestety nie dowiemy się w pierwszym tomie. I pewnie nie w drugim. I nie w trzecim. Dlaczego? Bo akcja tej książki nie mogłaby się chyba bardziej wlec. Jakim cudem za cztery tomy Severian zdąży stać się Autarchą? (to nie spoiler, dowiadujemy się tego w pierwszym rozdziale) Przecież w pierwszej części fabuła praktycznie nie ruszyła do przodu! No dobra, niby coś się działo, jednak sposób przedstawienia akcji jest strasznie chaotyczny.  Może to wina narratora?

Historię opowiada nam sam Severian piszący po wielu latach pamiętnik. Wydawałoby się, że taka forma powinna być dosyć spójna, prawda? Niestety, nasz kat nie jest dobrym przewodnikiem. Opisuje sen, by nagle przeskoczyć do aktualnych wydarzeń a następnie do wspomnienia które w ogóle się z niczym nie wiąże. Narrator często spoileruje, co czasem zachęca to do dalszego czytania, czasem jednak irytuje. 

Nowe postacie wyskakują co chwila by zniknąć z szybkością z jaką się pojawiły. Nie zdążyłam się do żadnej przywiązać, no może oprócz doktora- dramatopisarza ;)

A jak nasz główny bohater? Na razie czuję do niego obojętność, ale ma potencjał. Severian od małego był wychowywany razem z innymi dziećmi na kata w upadającej konfraterni. Era świetności tego zawodu dawno minęła, jednak bractwo dalej kontynuuje dawne tradycje. Severian zawsze chciał by jego "rodzina" odzyskała dawną chwałę. Jednocześnie fascynuje go sposób myślenia Vodalusa i marzy o pomaganiu buntownikowi. Uważa, że uda mu się pogodzić dwie ideologie w swoich działaniach. Zdrada jednej z nich sprawia, że czuje się godny pogardy i pragnie kary. Gdy ta nadchodzi musi poznać nowy świat, całkowicie odmienny od tego który znał.

Styl pisania Wolfe'a jest niestety ciężki do czytania. Dłuższa lektura mnie męczyła, sposób ułożenia zdań sprawiał że musiałam mocno skupiać się na ich znaczeniu. Opisy niby są ciekawe, ale nie porywają.

Ciężko mi polecić "Cień kata", ale nie uważam, że jest to zła pozycja. Jest po prostu bardzo specyficzna,  pod każdym względem. Coś jednak ciągnie mnie do reszty historii, więc kiedyś pewnie sięgnę po czekające na półce tomy.



Wiem, wiem, tekst wyszedł strasznie chaotyczny. 
Przynajmniej pasuje do opisywanej książki ;)

poniedziałek, 20 sierpnia 2018

"W cieniu betonowej dżungli" Jung-Hyun Uhm

TYTUŁ:   W cieniu betonowej dżungli
TYTUŁ ORYGINAŁU:  Forest of gray city
AUTOR:  Jung-Hyun Uhm 
ILOŚĆ TOMÓW:  2
WYDANIE ORYGINALNE:  2005-2006
WYDANIE POLSKIE:  Yumegari (2016)




Czy przyzwyczajenie może zamienić się w miłość? 

Yun-Ook Jang jest mało znaną rysowniczką i zakupoholiczką. Takie połączenie oczywiście nie wpływa pozytywnie na jej finanse i dziewczyna jest zmuszona znaleźć współlokatora. O pokój zgłasza się Bum-Moo Lee, tajemniczy chłopak pracujący w barze.Młodzi, jeszcze niedawno nieznajomi, zaczynają ze sobą mieszkać. W czasem obecność drugiej osoby w codziennym życiu staje się dla nich coraz ważniejsza.

"W cieniu betonowej dżungli" jest spokojną opowieścią o naturalnie rodzącym się uczuciu. Autorce udaje się nie popaść w zbytni dramatyzm, nawet przy przedstawianiu smutnej przeszłości Bum-Moo. Wątek ten nie przysłania najważniejszego wątku komiksu - związku dwojga ludzi.  Nie uświadczymy tutaj też tradycyjnej postaci przeszkadzajki - tego trzeciego. Może i się pojawia, jednak to nie on kładzie kłody pod nogi bohaterom - robi to ich własny strach przed znalezieniem szczęścia.

Yun-Ook ani się obejrzała, a wszyscy jej znajomi ustatkowali się i założyli rodziny. Tylko ona została sama, bez perspektyw, wykonując pracę która miała być wymarzona a okazała się rozczarowaniem. Jej serce zaczyna przepełniać gorycz na myśl o udanym życiu otaczających ją znajomych. Jest zawiedziona samą sobą, tym, że nie potrafi nic osiągnąć.  Próbuje sobie wmówić, że jeszcze ma czas, jednak czuje coraz bardziej uciekający jej przez palce czas. Jej sytuacje pogarsza do tego to, że boi się zmian.
Szkoda, że w manhwie nie rozwinięto tematu jej zakupoholizmu. W sumie służył tylko jako powód do poszukiwania współlokatora. Czuję przez to niedosyt zmarnowanego wątku. 

O Bum-Moo na początku nie wiemy za dużo. To standardowy tajemniczy chłopak z bagażem doświadczeń większym niż jego wiek. Nie sprawiło to jednak że zamknął się w sobie - jest bardzo bezpośredni. W porównaniu do naszej bohaterki nie boi się mówić o swoich uczuciach. Jest bardzo odpowiedzialny i dba o innych. Widać to szczególnie w jego relacjach z siostrą. To dziecko, które nagle musiało dorosnąć. Niedojrzałość Yun-Ook sprawia, że przy niej w końcu może zacząć zachowywać się adekwatnie do swojego wieku.


"W cieniu...." jest pierwszą manhwą na mojej półce i jedną z niewielu przeczytanych. Jednak już przed tym, gdy myślałam manhwa widziałam w głowie kreskę w stylu Jung-Hyun Uhm. Podłużne twarze, chude postacie, długie szyje, wyraźnie zarysowane nosy. Podoba mi się rysowanie oczu, przyciągają wzrok przy przeglądaniu tomiku. Tła na kadrach pojawiają się często, choć zazwyczaj są tylko zarysowaniem pomieszczenia. Przynajmniej akcja  nie dzieje się w próżni. Rysownik często używa do cieniowania rastrów, robi to umiejętnie i uzyskuje naprawdę ładny efekt.


Tomy nie są podzielone ściśle na rozdziały, poszczególne sceny dzieli kartka z tą samą ilustracją po obu stronach jednak z odwróconą kolorystyką. Świetny pomysł.

Pierwszy raz kupiłam coś od Yumegari. Tomiki są większe od Jednotomówek Waneko i mniejsze od mang JPF. Posiadają obwolutę, a pod nią inny projekt okładki. W obu częściach znajdziemy po jednej kolorowej kartce (choć i tak bardziej podobają mi się czarno-białe ilustracje tego rysownika) Czerń jest intensywna a czcionki czytelne. Nie rzuciła mi się w oczy żadna rażąca literówka, jednak nie jestem osobą, która wyłapuje takie błędy. 


"W cieniu betonowej dżungli" jest przyjemną lekturą pozostawiającą lekki niedosyt. Zakończenie było nagłe i nic nie kończące.  Po ostatniej kartce miałam w głowie myśl - to już? Co dalej?
Jeden tom więcej pozwoliłby też rozwinąć postacie poboczne. Oprócz głównej pary bliżej poznaliśmy tylko siostrę Bum-Moo. Reszta nie dostała nawet namiastki własnego charakteru (nie jestem nawet pewna czy kiedykolwiek wymieniono ich imiona ale mogę się mylić)
Nie żałuję jednak wydanych pieniędzy i chętnie poczytałabym inną manhwę Jung-Hyun Uhm.






Wolicie manhwy czy mangi?
Co uważacie o tym tytule?


środa, 8 sierpnia 2018

Fantastyka Wydanie Specjalne 3 (60) 2018


OPOWIADANIA:


TYTUŁ: „Dziedzictwo"
AUTOR: Artur Laisen


Niby klasyczne fantasy, jednak nie miałam podczas czytania wrażenia powtórki z rozrywki. Przez te dwadzieścia stron zdążyłam mocno przywiązać się do bohaterów i z niecierpliwością czekam na trzy zapowiedziane opowiadania o ich losach.
Rodzeństwo w dzieciństwie zostało sprzedane w niewolę ludowi czczącemu boga rekina. Niedługo na wyspie ma odbyć się Uczta Rekina - krwawy wybór następnego jego Wybrańca. Od czterdziestu lat nikt jednak nie przeżył tego rytuału.
Święto przyciąga z dalekich krajów maga i jego najemniczkę. Chcą poznać prawdę o święcie i pokonać nieśmiertelnego.
Czy brak wspomnień o swoim dziedzictwie sprawia, że przestajesz istnieć? Jedynym co Kali posiada, to opiekun który obdziera ją z nadziei i marzeń. Choć jest wolnym człowiekiem nie może odejść. Spotkanie z niewolnikiem, który pomimo lat upokorzeń nadal wierzy, że nie jest nikim wstrząsa dziewczyną. Czy będzie miała siłę zmienić swój los?



TYTUŁ: „Połowa nieba"
AUTOR: Bartek Biedrzycki


Alternatywna Polska w 1994 roku. Socjalizm nie upadł a Polska ma duże znaczenie w polityce kosmicznej.
Towarzyszymy starym znajomym - Polce i Chince - podczas misji naprawczej na opuszczonej stacji kosmicznej. Oprócz problemów technicznych zmagają się także z nieszczęściami życia prywatnego. Niebezpieczna misja daleko od domu to dobry czas na przemyślenia.
Opowiadanie ma jednak lekki klimat, sprzeczki kobiet pozwalają wyczuć łączącą je przyjaźń mimo lat i kilometrów rozłąki. Niestety styl pisania autora nie wskoczył na moją listę ulubionych. Czasem ciężko mi było przebrnąć przez opisy i mało wyczuwałam napięcia podczas niebezpiecznych momentów misji.


TYTUŁ: „Niebo w kwiatku koniczyny"
TYTUŁ ORYGINAŁU: „Heaven in a Wildflower"
AUTOR: Blake Charlton


Ludzkość spełniła swoje największe marzenie i większości udało się uzyskać nieśmiertelność. Stworzono raje, a powrót na ziemię jest dla nich pewnie jak wyjazd pod namiot, jak to określił jeden z bohaterów. Dzieci rzadko rodzą się w sposób naturalny, w tym świecie ojciec podnosi reinkarnowanego brzdąca. Z dziewczynkami tworzy się dodatkowo specjalna więź- gdy mała umrze, umiera też ojciec.Jest to opowieść o rodzicielstwie i strachu przed stratą. W końcu i w naszym świecie ze śmiercią dziecka umiera też część rodzica, może i nie fizycznie jak w opowiadaniu, ale wewnętrznej pustki nic nie zapełni.
Główny bohater urodził się w naturalny sposób i całe życie towarzyszy mu lęk przed śmiercią. W porównaniu do swoich przyjaciół jego czeka nieznane. Ten strach przysłania mu chwilę obecną, nie pozwala czerpać z niej pełni radości. I jak każdy człowiek docenia swoje życie dopiero gdy je traci.



TYTUŁ: „Pattaya to ty"
TYTUŁ ORYGINAŁU: „You make Pattaya"
AUTOR: Rich Larson


Opowiadanie w klimacie filmów o wielkich przekrętach. Lekki sposób pisania jeszcze potęguje ten efekt. 
Przestępca niedalekiej przyszłości trafił na okazje szantażu życia. Pomaga mu w tym niedawno poznana prostytutka. Uda im się zdobyć fortunę czy zostaną wykiwani? 



TYTUŁ: „Siedem lat od domu"
TYTUŁ ORYGINAŁU: „Seven Years from Home"
AUTOR: Naomi Novik


Misja dyplomatyczna na planecie targanej wojną dwóch ideologi - czy by się przystosować do nowego świata lepiej zmienić siebie czy naturę? Bohaterka należy do trzeciej siły - Konfederacji -  potajemnie wspierającej obie strony.   
Czytelnik poznaje lud Melidian modyfikujących swoje ciała za pomocą otaczającej ich fauny - skrzydła z pasożyta, żywe ubrania. Nie wiem czy pomysły w tym opowiadaniu były obrzydliwie genialne czy genialnie obrzydliwe.
Podobne podejście ma nasza bohaterka - z jednej strony poznawane społeczeństwo ją fascynuje z drugiej nie może powstrzymać odrazy. 
Opowiadanie napisane jest w formie luźnego raportu, w którym Ruth tłumaczy swoje działania przed potępiającym ją społeczeństwem.  Nie znajdziemy tu dużo dialogów, głównie są to opisy zdarzeń. Taki styl chwilami męczy i wydłuża czas czytania, jednak także mocno działa na wyobraźnię.


TYTUŁ: „Pogodynka"
TYTUŁ ORYGINAŁU: „Weather Girl"
AUTOR:  E. J. Swift


Wojny huraganowe to przerażająca perspektywa. Katastrofy naturalne zawsze łączyły ludzkość, tutaj za to pomagają zyskać przewagę. Chłodne kalkulacje czy ogłosić istnienie huraganu czy zatrzeć ślady jego istnienia według mnie jest mniej humanitarne niż nawet bomby atomowe. Niektórych granic ludzkość nie powinna przekraczać.
Bohaterką jest osoba podejmująca ostateczną decyzję. Ciężka moralnie praca mocno niszczy psychikę a tajemnica służbowa psuje każdą miłość.