piątek, 7 czerwca 2019

Stosik kwietniowo - pyrkonowy


Wielki powrót! Wiem, że ostatnio na blogu panuje spora cisza, ale spokojnie, wkrótce się to zmieni :) Napisałam ostatnią maturkę (teraz tylko zbliżające się za szybkimi krokami egzaminy z rysunku...) więc wracam do internetowego życia (chociaż mówiąc szczerze bardzo trudno mi po tak długiej przerwie zmusić się do pisania :(  ) Powoli też zacznę nadrabiać czytanie i komentowanie Waszych wpisów z ostatniego miesiąca ;) 
A teraz zapraszam na dłuuugie posumowanie kwietnia:

ZAKUPY KWIETNIOWE:




* "Żarna niebios" to idealne wprowadzenie do anielskiego świata lub świetne uzupełnienie głównej serii. Dla mnie była to ta druga opcja. Przed lekturą ostatniej części "Bram Światłości" postanowiłam nareszcie nadrobić ominięty przed laty pierwszy tom cyklu. 
Pierwsze opowiadanie w bardzo przyjemny i zabawny sposób przedstawia strukturę Królestwa. Poznajemy je z perspektywy duszy porwanej przez dwójkę nieogarniętych aniołów by.... to już musicie dowiedzieć się sami ;)
Co jeszcze zawiera zbiór? 
Jak zawiązano koalicje Świetlistych i Głębian by strzec największej tajemnicy wszechświata i do czego się potem posunięto by ten sekret utrzymać. Historię anioła, który zapragnął być człowiekiem oraz człowieka który poznał samego Anioła Zagłady. Tragiczną opowieść o miłości Asmodeusza. Burzliwy początek przyjaźni rygorystycznego anioła stróża z byłym wojskowym. Zwariowaną karierę człowieka, który zawarł pakt z wygnanym z Głębi demonem.
Uwielbiam styl Kossakowskiej i jej sposób opowiadania historii. Książkę wręcz pochłonęłam. Miło było też poznać postacie które potem przewijają się przez resztę cyklu. A do zbioru pewnie jeszcze nie raz powrócę :)

* "To co najlepsze" tom 1-2 - to przegląd twórczości Ellisona.  Przeczytałam dopiero dział z początkami jego kariery. Ciekawsza od samych opowiadań była na razie przedmowa autora o jego pierwszej sprzedaży opowiadania. Gdy przebrnę przez te grube tomiszcza zamierzam jeszcze o nich napisać.



PRENUMERATY:

* "Nowa Fantastyka 04 (439) 2019" można powiedzieć że tematem przewodnim tego numeru są gry, pierwszy raz umieszczono w NF scenariusz do RPGa (w ogóle, to zawsze chciałam wziąć udział w sesji RPGa ale nie mam z kim :(  )  Dodatkowo zawiera też teksty o grach planszowych i D&D.

* "Marcowy lew #1" - muszę najpierw poczytać co nieco o zasadach shogi bo nic nie oganiam z tych potyczek. 
Więcej o mandze napiszę w osobnej recenzji. 

* "Yona w blasku świtu #1" - Muszę zacząć od tego, że jest to jedna z moich ulubionych mang, a tom pierwszy (właśnie uświadomiłam sobie że nim dojdziemy do momentu w którym skończyłam czytać miną ponad dwa lata :O !)  nie zapowiada nawet w minimalnym stopniu późniejszej złożoności tej historii. I, mówiąc szczerze, sam w sobie może nie zachęcić do kontynuowania serii. 
Opowieść zaczyna się dość schematycznie - księżniczka zostaje zdradzona, jej ojciec zamordowany a ona sama musi uciekać by zachować życie.
Jeśli martwicie się, że fabuła będzie bardzo czarno-biała to bez obaw - seria rozwija wątki każdej postaci w taki sposób że możemy kibicować praktycznie wszystkim. Co prawda środki jakich użył "główny zły" mogą budzić wątpliwości, to jednak jak się później okazuje, jest dużo lepszym królem i zależy mu na dobru kraju. 
Niestety na początku charakter Yony może być trudny do zniesienia, taka typowa rozkapryszona księżniczka. Mam nadzieję, że nie zniechęcicie się, bo stanie się postacią naprawdę łatwą do polubienia.  
Pewnie w przyszłości napiszę o serii dłuższą opinię, teraz ograniczę się do stwierdzenia, że pomimo sporej ilości tomów warto zainwestować w Yonę ;)

* "Beztroski kemping #2" - Tom drugi utrzymuje wszystkie dobre cechy początku serii. Nadal jest lekko i zabawnie.  Jeśli chodzi o warstwę komediową to wyszła nawet lepiej,
miałam więcej momentów gdy zaczynałam chichotać. Fabuła stała się bardziej spójna, relacja bohaterek zaczęła powoli się rozwijać. Rin otwiera się na nowe znajomości, decyduje się na wspólny kemping z Nadeshiko. Dodatkowo dowiadujemy się o genezie jej zainteresowania biwakiem. Autor wprowadził nowe postacie, coś czuje że przypadkowo spotkane przez dziewczyny rodzeństwo jeszcze nie raz pojawi się na kartach mangi :)
Po tym tomie jestem pewna że zostanę z serią do końca. Już nie mogę się doczekać następnej części :D
No dobra, ale do jednego muszę się przyczepić. Autor zdecydowanie za dużo używa paskowych rastrów, rysunki są przez to momentami nieczytelne albo za ciemne. 

(plus dla wydawnictwa na zmianę kopert na kartonowe. Tym razem broszurka bezpiecznie przetrwała podróż)


PYRKON:



* "Piekielny raj #1" kupiłam w niedzielnym szale zakupowym, ale nie żałuję tej decyzji. Manga wciągnęła mnie momentalnie. Pierwszy tom to połączenie "Anihilacji" z battle royale. Dodatkowo to wszystko w otoczce samurajskiej. Zaskakująco okazało się to bardzo interesującym zestawieniem. 
Mam jednak wrażenie, że autor nie do końca wie w jakim nastroju opowiedzieć tą historię. Niby jest poważnie jednak nadal czuć pewną lekkość. 
Ostatni rozdział pozostawił mnie z dość mieszanymi uczuciami. Jeśli nie były to przebłyski wydarzeń z następnego tomu to pewne wydarzenia rozwiązały się zdecydowanie za szybko.
W każdym razie, dopiero tom drugi pokaże w jakim kierunku rozwinie się fabuła. Nie mam pojęcia czego się spodziewać i czekam z niecierpliwością.


* "Somali i strażnik lasu #1" - jaka ta kreska jest piękna! W warstwie wizualnej zakochałam się od pierwszych stron. Zawsze obecne tła, niesamowita ilość szczegółów, fantastyczne stworzenia - zdecydowanie jest na co popatrzeć. 
Fabuła także nie zawodzi. Manga przedstawia podróż niezwykłej pary - golema, Strażnika Lasu i ludzkiej dziewczynki która zaczyna traktować go jak ojca. Somali też staje się na coraz ważniejsza dla istoty, która nie powinna nic odczuwać. Poszukują ostatnich skupisk ludzi by dziewczyna powróciła do swoich pobratymców. 
Podczas tej wędrówki autor ukazuje nam niezwykłe miejsca zamieszkane przez jeszcze dziwniejszych mieszkańców. Klimatem manga przypomina mi trochę "Oblubienice czarnoksiężnika",  akcja jest spokojna, by niespiesznie poznawać fantastyczny świat.

* "Wotakoi. Miłość jest trudna dla otaku #1" - anime było jednym z lepszych obejrzanych przeze mnie komedii-romansów w ostatnim czasie więc bardzo ucieszyłam się na wieść  o wydaniu mangi.  
Najbardziej zaskakuje cienkość tomiku i .... nie zmniejszona cena. 130 stron za 26 zł to trochę dużo. Ale przynajmniej mamy aż 8 kolorowych stron!
Tłumaczenie mangi składającej się z masy nawiązań i gagów na pewno nie jest łatwym zadaniem, tłumaczka na szczęście podołała. Dopiero w ostateczności sięgnęła po przypisy, które powiedzmy sobie szczerze, zazwyczaj spalają żarty. Jeśli macie jakiekolwiek pojęcie o grach czy popkulturze (a najlepiej, jeśli tak jak bohaterowie jesteście nerdami) na pewno nie raz wybuchniecie śmiechem. 
Manga ma formę czegoś pomiędzy yonkomą a zwykłym komiksem. Każda strona jest jakby oddzielnym gagiem jednak komiks zachowuje ciągłość fabularną. 
A jak z tą fabułą? Mam wrażenie że w anime niektóre wątki bardziej rozwinięto, w mandze następują czasem nagłe przeskoki między rozdziałami.

* "Pokój w kolorach szczęścia #1" przedstawia niezwykle intrygującą (choć całkowicie nierealną) relacje porwanej z porywaczem. Ale nie bójcie się - to nie kolejna historia o syndromie sztokholmskim, a przynajmniej nie do końca. Dziewczyna żyła w piekle, maltretowana przez rodziców, gnębiona w szkole. Gdy trafiła na swojego prześladowce postanowiła z nim uciec, uważając że nic gorszego już jej nie spotka. Tak zaczyna się opowieść ich pełnego kłamstw życia i budowania dziwnej namiastki szczęścia. 
Główna bohaterka (ciekawym zabiegiem jest to, że nie znamy jej imienia) jest zaskakująco trzeźwo myślącą osobą. Zdaje sobie sprawę że jej towarzysz nie jest normalny, ale jest pierwszą osobą która okazała jej trochę sympatii. Jednak nie ufa mu, a jej zachowanie jest podyktowane tym co chciałby usłyszeć.
O porywaczu nie wiemy nic.  Kompletnie. Nie znamy jego twarzy, imienia, przeszłości. Co sprawiło że stał się tym kim jest. 
Oprawa graficzna jest ładna. Co prawda rysownik skupia się głównie na postaciach, tła pojawiają się tylko gdy są potrzebne. Jednak dobrze radzi sobie z oddawaniem emocji, nawet gdy bohater ma zasłonięte pół twarzy. 

* "Wieczny turniej" nadal czeka na przeczytanie

* "Doktor Jekyll i pan Hyde" zawsze chciałam poznać tę klasykę (nie spodziewałam się że ta książka będzie taka krótka!)  Podczas lektury cały czas zastanawiałam się jakby to było przeczytać ją nie znając rozwiązania tajemnicy. Fabuła została poprowadzona naprawdę ciekawie choć niezbyt podoba mi się ostateczne wyjaśnienie w formie listów. Po tak długich poszukiwaniach odpowiedzi przez narratora było to strasznie nagłe i za proste. 

* "Special A #13" udało mi się dorwać używany tomik (teraz jeszcze tylko muszę znaleźć 17)
Tomik zaczyna się "dramatyczną" wiadomością o wymuszonych zaręczynach Takishimy i przenosinach do Londynu. Oczywiście bohaterowie wszystko rozwiązują w jednym rozdziale i wracamy do tradycyjnej akcji w szkole. 
Relacje postaci stoją w miejscu, myślałam że jak wyznali sobie miłość w połowie serii to cokolwiek się zmieni... próżne nadzieje. Hikari jest nadal strasznie nieogarnięta, chyba zostanie moją najbardziej znienawidzoną bohaterką shoujo.

* "Dengeki daisy #8-9" długa przerwa od tej serii dobrze mi zrobiła bo znowu z przyjemnością śledziłam przygody Teru i gromadki. A może swój wkład w to miała też zmiana nastroju w tych dwóch tomikach. 
Wchodzimy w poważniejszy ton, Teru w końcu poznaje całą prawdę o przeszłości Kurosakego oraz śmierci jej brata. Po tylu sugestiach co do grzechu Daisiego spodziewałam się czegoś trochę innego, bo jak dla mnie ta opowieść bardzo wybieliła tą postać. No ale w końcu to shoujo, nie mogłoby być za mrocznie. Ogólnie cała intryga jest mocno przekombinowana. 
Za to scena ponownego spotkania naszej dwójki była świetna, w stylu "Dengeki daisy" przełamała powagę by potem jednak pozwolić przeprowadzić bohaterom szczerą rozmowę. 

* "Atelier spiczastych kapeluszy #1" - Koko od małego marzyła o nauce magii. Gdy do jej wioski przyjeżdża prawdziwy mag dziewczyna przypadkiem poznaje największą tajemnice rodów czarodziejów, co owocuje tragicznymi w skutkach wydarzeniami. By odwrócić swoje błędy, Koko wkracza na ścieżkę czarodziejstwa, drogę fascynującą, piękną ale także niebezpieczną. 
Wydawać by się mogło że temat szkół magi został już całkowicie przerobiony w popkulturze. Jednak "Atelier..." robi to z takim wyczuciem, że pozwala zapomnieć o tej schematyczności. Także dzięki niezwykle klimatycznym rysunkom, projektom miast i krajobrazów (Latające  góry są genialne) Cieszę się, że Kotori zdecydowało się na powiększony format. 
Jak mowa o wydaniu - wybrałam twardą oprawę. Wygląda wspaniale, kartki są dobrze zszyte, druk wyraźny. Jednak nie wiem, czy kupować dalej tą wersje, w przedpłacie cena wychodzi dużo wyższa a wysyłka kosztuje tyle co 1/4 mangi :(
Mini artbook jako dodatek był świetnym pomysłem. Rysunki w kolorze prezentują się przepięknie i uwielbiam oglądać szkice koncepcyjne. (w ogóle, to szkoda że w Polsce wydają tak mało arbooków)

* "Moje lesbijskie doświadczenia w walce z samotnością" bardzo nietypowe przedstawienie walki z depresją i problemami psychicznymi. Wbrew tytułowi seksualność nie gra w tym komiksie głównej roli, bardziej potrzeba bliskości i zrozumienia przez drugiego człowieka. To wszystko zostało opatrzone bardzo specyficzną kreską. Trudno ją nazwać ładną ale ma pewien urok. 


* "Little Witch Academia #1" manga niezbyt mnie wciągnęła i szczerze mówiąc nie jestem pewna czy dokupię resztę tomów.
Przede wszystkim kreska kompletnie nie przypadła mi do gustu a sceny akcji są przedstawione za bardzo chaotycznie. 
Obejrzę anime i wtedy zdecyduję co dalej zrobić z tą serią.  

* "Monstressa #1" do zakupu przekonała mnie przepiękna kreska i przeczytana dawno temu recenzja Otai.
Maiko Półwilk poszukuje odpowiedzi o swojej przeszłości i ukrytej w jej wnętrzu przerażającej istocie, która zaczyna się przebudzać.
Czytelnik zostaje wrzucony na głęboką wodę, do krainy ogarniętej konfliktem dwóch ras, bez słowa wyjaśnienia. Jednak strzępy informacji, które dostajemy podczas czytania odkrywają przed nami fascynujący i mroczny świat w którym rozegra się równie interesująca historia.  I dodatkowo, ważną rolę w komiksie odgrywają koty! Jak tu nie pokochać tego tytułu ;)

*  "Zadra I, II"  polubiłam inne książki Piskorskiego więc skusiłam się na zakup. Lektura jednak dopiero przede mną.  

* "Smok jego królewskiej mości", "Nefrytowy tron", "Wojna prochowa", "Imperium kości słoniowej" - znalazłam początek cyklu "Temeraire"  10 zł za tom, żal było nie skorzystać szczególnie, że seria ciekawiła mnie od czasu przeczytania "Wybranej" tej autorki. A jakie ostatecznie wrażenie wywarły na mnie smoki w czasie wojen napoleońskich? 
Tym, co przede wszystkim rzuca się w oczy podczas czytania pierwszego tomu jest styl i język. Jest aż przesadnie prosty, niedopracowany a dialogi momentami strasznie drętwe. Poprawkę trzeba jednak wziąć na fakt że jest to pierwsza książka autorki a przy drugim tomie widać znaczący progres. 
Bardzo podoba mi się sam pomysł wyjściowy zrobienia ze smoków sił powietrznych na których służą całe oddziały.  Opisy manewrów czy abordaży są naprawdę pomysłowe i czekam  na więcej takich scen :D
Poprawa nie dotyczy tylko stylu ale też warstwy fabularnej. Tom pierwszy jest ewidentnym wstępem do dłuższej serii. To głównie przedstawienie bohaterów i przydługie szkolenie. Następna część jest lepiej rozplanowana, choć składa się głównie z podróży to Chin ma lepiej rozłożone zwroty akcji i wydarzenia. 
A bohaterowie? Laurence przez długi czas to straszny służbista przywiązany do etykiety. Jego zachowanie pasuje do epoki jednak niezbyt go polubiłam. Dużo lepszą postacią jest Temeraire, smok głodny wiedzy, kwestionujący cały porządek świata. Ale moją ulubienicą została Jane, szkoda że na razie ma dość epizodyczną rolę. 

*  "Magazyn dla fanów FNiN" - po spotkaniu z Kosikiem członkowie fandomu rozdawali taką darmową gazetkę. Co prawda podczas czytania czuć, że jest robiona przez amatorów ale znalazły się tam jakieś ciekawe artykuły. W szczególności tekst o błędach historycznych w "Teoretycznie możliwej katastrofie", koszmarach czy wywiad z redaktorką Kasią Kosik

*  "Otaku nr 2/2018 (66)" - przy stoisku Yatty zrobiłam na tyle duże zakupy że załapałam się na darmowy numer Otaku (i torbę z Yoną) Podczas czytania ogarnęłam że to numer z artykułem Otai! Przedstawiła postać Tetsuko Kuroyanagi - niezwykłej Japonki. Planuję potem poczytać więcej o jej działalności.
Oprócz tego bardzo podobał mi się artykuł o wojownikach w kolejnych epokach historycznych oraz   japońskich dziwnych kawiarniach (w niektórych z nich za nic w świecie nie chciałabym niczego jeść xd)
Wywiad z Panną N jeszcze bardziej zaostrzył mój apetyt na "Helenę Wiktorię". Zaczęłam też przeglądać jej poprzednie prace. Forma komiksu na Instagramie jest świetna!

wtorek, 9 kwietnia 2019

Stosik lutowo - marcowy


I nastał czas na stosik zakupowy! Te dwa miesiące nie były szczególnie obfite ale kilka zdobyczy wpadło mi w łapki :) I nawet zdążyłam je wszystkie przeczytać! Chyba cud się stał. A nie, to tyko zbliżająca się matura i ciągłe znajdowanie innych zajęć by się nie uczyć....











* "Beztroski kemping"#1 to moja pierwsza w życiu prenumerata mangi. I niezbyt zachęciła mnie do następnej (choć trochę na to za późno bo zdążyłam zamówić kilka innych...) Ale nie z winy wydawnictwa tylko naszej kochanej Poczty Polskiej. Po pierwsze przesyłka dochodziła dwa razy dłużej niż powinna, trafiła na deszczowy okres i cały czas latałam do skrzynki by manga nie namokła wilgocią gdyby już przyszła, a do tego listonosz ewidentnie próbował  siłą wepchnąć przesyłkę do skrzynki, dodatki całe się pogniotły a koperta była poszarpana. Na szczęście sama manga przetrwała.
Co do dodatków - broszurka była świetnym pomysłem, miło się śledziło wydarzenia z mangi porównując z prawdziwymi zdjęciami. Z notesików rzadko korzystam ale kiedyś się przyda, za to pocztówka jest śliczna:)
O samej mandze możecie poczytać tutaj
* Udało mi się dokupić brakujące tomy "Śmiechu w chmurach"#1,6 (Kik nigdy nie zawodzi, zawsze znajduję tam coś czego teoretycznie nie ma już w sprzedaży :)
Kreska mangi jest bardzo ładna, niektóre kadry robią ogromne wrażenie. Szkoda tylko że sceny walk są trochę chaotyczne.
Bardzo się wciągnęłam w tą historię, fabularnie prezentuje się świetnie, jest pełna zaskakujących zwrotów akcji. Kilka razy wydarzenia porządnie mnie zszokowały (szczególnie końcówka tomu 3 i śmierć Tenki, a także jego późniejsze ponowne pojawienie się
Sceny dramatyczne do komediowych są dobrze zrównoważone choć te drugie często niezbyt mnie śmieszyły. Ale te pierwsze zostały poprowadzone genialnie!
Bohaterowie byli dosyć różnorodni, zaciekawili mnie szczególnie członkowie oddziału Yamaki. Z braci moim faworytem został Tenka, za to najmłodszy był nie do wytrzymania. Naiwność tej postaci była porażająca.
Teraz żyję nadzieją że Waneko kiedyś przypomni sobie o autorce i wyda prequel. Ale chyba nie mam co marzyć...

* Zakończyłam też historię o słowiańskich bogach.
Po Nocy Kupały w Bielinach nadchodzi względny spokój. Gosia kontynuuje nauki u szeptuchy i próbuje zapomnieć o traumatycznych wydarzeniach. Niestety świat nadprzyrodzony szybko daje o sobie znać, gdy w okolicy dochodzi do morderstw.  Jakby Gosia miała mało problemów Mieszko wyjechał po Nocy Kupały i słuch o nim zaginął
"Żerca" jest momentem na oddech, akcja zwalnia i wprowadza nowych bohaterów. Niby w Bielinach grasuje morderca boginek jednak dzieje się to w tle i przez połowę książki praktycznie o tym zapominamy. Będąc szczerą ta część trochę mnie wynudziła, ratowały ją jednak retrospekcje życia Mieszka i postać Swarożyca.
Właśnie, Swarożyc. Nowy gracz na planszy. Miszczuk świetnie wykreowała tę postać. Bóg jest tajemniczy, intrygujący i szalony jak sam ogień.  Do samego końca jego intencje są niejasne a relacja z Gosią jest najciekawszym wątkiem całej książki.
Zdecydowanym plusem są też następne opisy uroczystości słowiańskich. Tym razem trafiło na ślub (śwadźbę) i pełen magii wieczór panieński!
"Przesilenie" za to, to kompletna jazda bez trzymanki. Autorka w końcu odpuściła sobie wciskanie wątku miłosnego na pierwszy plan, w tej części rozgrywki bogów nabierają tempa. Gosia poszukuje odpowiedzi o swoim ojcu i próbuje przechytrzyć boga ognia, który coraz dobitniej dopomina się zaległej przysługi.
Zakończenie nie jest może szczególnie zaskakujące ale zdecydowanie udane (choć prawdę powiedziawszy kibicowałam Swarożycowi, cóż mam słabość do czarnych charakterów ;) )
Będę trochę tęsknić za tą pełną słowiańskości i humoru serią. Może i nie była wybitna, ale miała w sobie to "coś" ;)


Kwiecień będzie na pewno duuuuuużo bardziej obfity
Wybieracie się może na Pyrkon? :) 

niedziela, 31 marca 2019

I urodzinki bloga :D


Nie mogę uwierzyć ze minął rok! Z jednej strony przeleciał błyskawicznie, jednak z drugiej czuję jakbym prowadziła bloga już całą wieczność. Nie spodziewałam się że tak się w to wciągnę. Co prawda były miesiące gdy zmuszałam się żeby coś napisać, ale wtedy pojawiał się nowy komentarz który sprawiał że uśmiechałam się jak wariatka. Niby zaczęłam pisać dla samej siebie jednak świadomość że ktoś to czyta jest wspaniała.  Szczególnie gdy są to ludzie których blogi podziwiałam od dawna i marzyłam by przynajmniej w minimalnym stopniu wkręcić się w tą społeczność. Zawsze miałam ten problem że moi przyjaciele niezbyt podzielali moje pasje i nie miałam z kim o nich pogadać dlatego tak się cieszę się z kontaktu z Wami :) Cóż, wyszło trochę ckliwie, w każdym razie - Jesteście wspaniali i dziękuję za ten wspólny rok :D

A teraz czas na małe podsumowanie:

Liczba postów: 48
wiem, że nie jest to jakaś porażająca liczba ale jestem z siebie zadowolona :)

Liczba obserwatorów:  7
nawet sobie nie wyobrażacie jak byłam szczęśliwa widząc tę powoli rosnącą liczbę :D

Komentarze:  247
ktoś naprawdę czyta moje wypociny! Dziękuję Wam z całego serca za każdy komentarz, staram się odpisywać na każdy, choć czasem trochę mi to zajmuje

Wyświetlenia bloga:  2830

Najpopularniejszy wpis (wyświetlenia): "Artifical people: Magenta"
kompletnie nie rozumiem fenomenu tego tekstu. A ma mniej więcej cztery razy więcej wyświetleń niż reszta!

Najpopularniejszy wpis (komentarze): Stosik październikowo- listopadowy
ogólnie stosiki są najlepiej komentowane, nie dziwię się. Też uwielbiam przeglądać u innych wpisy z zakupami :) 
Z recenzji: Kirke i W cieniu betonowej dżungli 

Najaktywniejsza osoba w komentarzach: PustyKwadracik

niedziela, 17 marca 2019

"Beztroski kemping" afro tom 1

TYTUŁ:  Beztroski kemping  
TYTUŁ ORYGINAŁU: Yuru Camp
AUTOR: Afro
ILOŚĆ TOMÓW:  7+
OCENIANY TOM:  1
WYDANIE POLSKIE:  2019 - seria wychodząca (Dango)
WYDANIE ORYGINALNE:  2015- seria wychodząca
TŁUMACZ:  Katarzyna Nishioka

Przyspieszony kurs biwakowania.

Pasją Rin jest biwakowanie, jednak robi to trochę nietypowo. Zawsze jeździ sama, poza sezonem, by w ciszy delektować się pięknem przyrody. Podczas jednej ze swoich wypraw jej spokój zostaje zburzony przez dziwaczną dziewczynę, która przez ten krótki wspólny czas zaczyna fascynować się kempingiem (i ramenem). Może uda jej się przekonać Rin do wyjazdów w gronie przyjaciół?

Pierwsze co trzeba napisać przy tym tytule to to, że manga jest niezwykle przyjemna w
odbiorze. Jest to lekka, niewymagająca i poprawiająca humor historia. Fabuła obyła się nie tylko bez dramatów,  ale też zwrotów akcji i czy nawet jakichkolwiek zaskakujących momentów. Po prostu czysty relaks. Niestety, jeśli nie lubicie okruchów życia lub obyczajówek możecie uznać "Beztroski..." za nudny. Bo, powiedzmy sobie szczerze, przez cały tomik praktycznie nic się nie dzieje. 

Autor pod warstwą fabularną ukrył kurs biwakowania. Dowiecie się między innymi: czego można użyć jako rozpałkę, jakie drewno jest najlepsze, czym różnią się poszczególnie rodzaje śpiworów lub namiotów. Podaje nawet ich japońskie ceny! Jako, że w pewnym okresie sporo jeździłam pod namiot wskazówki nie były szczególnie odkrywcze, ale i tak udało mi się dowiedzieć czegoś nowego.  Dodatkowo dziewczyny jeżdżą do prawdziwych miejsc. Czytanie tego tytułu to idealny sposób by zaplanować wakacje! ;) Oczywiście jeśli wybierasz się do Japonii... a jeśli nie, to przynajmniej możesz popodziwiać rysunkowe krajobrazy. 

Kreska wyróżnia się szczególnie sposobem rysowania oczu. Źrenice są tak duże że wyglądają jakby całe oko było pokolorowane na szaro. Rysownik używa dużo rastrów i w mandze przeważają odcienie szarości. Kreska, choć na pierwszy rzut oka wydaje się oszczędna, zawiera sporo szczegółów a rysowane krajobrazy pozwalają odkryć urok ich realnych odpowiedników. 

Siłą takich historii powinni być bohaterowie. Jak się prezentują nasze dziewczyny?

Rin na szczęście nie jest typową mangową bohaterką bez przyjaciół. Może i lubi wyjeżdżać sama, ale chyba każdy ma czasem ochotę spędzić czas w towarzystwie siebie samego.  Szczególnie gdy twoja przyjaciółka za bardzo jest przywiązana do towarzystwa ciepłej pierzyny.... 
Rin ceni sobie spokój i własny komfort. Niechętnie angażuje się w jakiekolwiek działania które uzna za kłopotliwe. Wygląda też jakby nie wyrażała czuć.

Nadeshiko to jej przeciwieństwo. Jest bardzo głośna, radosna i pełna entuzjazmu do wszystkiego czego się tknie. I jest niezwykle roztrzepana. Wybuchowa mieszanka która sprawia że trudno nie pałać do niej sympatią. Dodatkowo jest jeszcze wielkim łakomczuchem.   

Przez ten tomik przewiną się jeszcze dwie (jedyne) członkinie klubu pod chmurką, przyjaciółka Rin i siostra Nadeshiko. Na razie nie mam jeszcze swojej ulubienicy ale polubiłam wszystkie postacie.

Wydanie jest zrobione bardzo ładnie. Kartki są grube i nie prześwitują. Wszystkie onomatopeje zostały wyczyszczone i zamienione polskimi odpowiednikami. Tylko na kilku książkach pozostawiono angielskie tytuły. Tłumaczenie czyta się płynnie, ale w jednej wypowiedzi coś mi zgrzytało. Duży plus za szerokie marginesy wewnętrzne, w końcu wydanie przy którym nie muszę prawie rozrywać klejenia by dostać się do rysunku.

Komu polecam "Beztroski kemping"? Na pewno fanom spokojnych i zabawnych obyczajówek. Pamiętajcie jednak by przygotować się na brak akcji. Jeśli nie przypadnie wam do gustu,  można spokojnie traktować tytuł jak jednotomówkę. Ja planuję kontynuować przygodę z serią.


Recenzja specjalnie na życzenie PustegoKwadracika :D

środa, 6 marca 2019

"Green Book"

TYTUŁ:   Green Book
TYTUŁ ORYGINAŁU: Green Book
KRAJ:  USA
REŻYSERIA:  Peter Farrelly
CZAS TRWANIA:  2 godz 10 min
PREMIERA:  8 luty 2019 (11 września 2018- ŚWIAT)
OBSADA: Viggo Mortensen, Mahershala Ali

Co roku  z niecierpliwością czekam na wyniki Oskarów (choć nigdy nie udaje mi się obejrzeć wszystkich nominowanych filmów, głównie przez opóźnioną premierę w polskich kinach) Niestety prawie nigdy nie wygrywają moi faworyci. Czy tym razem było inaczej? W tym roku główną nagrodę zgarnął film o niepozornym tytule i opisie fabuły. Czy wielkie zachwyty były nad wyrost czy mamy do czynienia z prawdziwym arcydziełem?  

Tony Wara (prawdziwe nazwisko nie do wymówienia) jest cwaniaczkiem mającym jednak nie najlepszą sytuację finansową i tymczasowo stracił pracę. Propozycja zostania kierowcą dla znanego pianisty na jego trasie koncertowej jest dla niego darem z nieba. Przynajmniej dopóki nie dowiaduje się, że jego nowy pracodawca jest czarny, a występy dodatkowo mają odbyć się na południu kraju przesiąkniętym rasizmem. Oto historia podróży która zmieniła uprzedzenia w prawdziwą przyjaźń i połączyła dwa kompletnie różne światy.

Naprawdę nie spodziewałam się że ten film wywrze na mnie aż tak wielkie wrażenie. Choć z opisu akcja nie porywa, podczas oglądania idealnie trzyma w napięciu.  Podczas seansu zapomniałam o całym świecie zewnętrznym i dałam się pochłonąć tej niezwykłej w swojej zwyczajności historii. W końcu ile już było opowieści o rasizmie? Ale jeszcze żadnego w takim genialnym wykonaniu!

Twórcy znaleźli złoty środek między dramatem a niewymuszonym humorem. Często podczas seansu cała sala śmiała się na całe gardło, za to przy poważnych momentach było cicho jak makiem zasiał. Naprawdę rzadko się zdarza by reakcje ludzi były tak podobne. Dzięki temu nie drażnił mnie tłum ludzi na około. Ba, wręcz zapomniałam na te dwie godziny o ich istnieniu.

Zawsze w filmach przeszkadzają mi moralizatorskie gadki. I nareszcie udało mi się trafić na taki w którym zostały ujęte we właściwy sposób. Nie za pomocą słów, ale w kontraście postawy bohaterów. Twórcy w końcu nie traktują widza jak idioty i karzą samemu dojrzeć pewne sprawy. Zmuszają do myślenia a nie walą ideami po twarzy. A jest kilka scen które wywierają ogromne wrażenie, wstrząsają ludzką bezdusznością.


„Nie jestem dostatecznie czarny, nie jestem dostatecznie biały, nie jestem dostatecznie mężczyzną, więc kim ja jestem?!” 

Film nie był by taki świetny gdyby nie genialne aktorstwo. Viggo dopracował swoją postać do takiej perfekcji że dopiero po seansie uświadomiłam sobie ze to przecież aktor wcielający się w Aragorna!  Jego gra nie przypominała żadnej z jego wcześniejszych ról, stworzył do tego obrazu nową gestykulację, mimikę, sposób wyrażania się. Efekt jest niesamowity. Jego Tony właściwie tworzy film i kradnie większość scen. 
Naprawdę nie rozumiem czemu nie otrzymał Oskara za tą rolę. Szczególnie ze Rami Malek w "Bohemian Rhapsody" był beznadziejny i grał samymi sztucznymi zębami...

A kim właściwie jest Tony? To prosty mężczyzna, bez wykształcenia (sceny nauki pisania listów miłosnych do żony wywołują niemały uśmiech na twarzy), ale bardzo zaradny w życiu. Sam twierdzi że jest mistrzem krętactwa jednak na swój pokręcony sposób jest uczciwy. Narwany, często działa a dopiero potem myśli. Początek filmu pokazuje go jako niemałego rasistę, podróż z muzykiem zdecydowanie wstrząśnie jego światopoglądem. 

"Przemocą się nie wygra. Najważniejsze to zachować godność"


Nie myślcie że tylko Viggo wyróżniał się w filmie. Ali dotrzymywał mu kroku swoją postacią czarnego artysty w świecie białych. Praktycznie bez słów (i z mniejszym czasem antenowym) pokazał człowieka samotnego i zagubionego, nie mającego swojego miejsca w świecie. Shirley czuje że nigdzie nie pasuje, w każdym towarzystwie jest wyrzutkiem. Próbuje drobnymi czynami zmienić świat jednak zawsze natrafia na nieprzebyty mur. Jedna z końcowych scen gdy w końcu  może cieszyć się swoją chwilą szczęścia bardzo chwyta za serce.

„Czasem geniusz to za mało. Potrzeba odwagi, by zmieniać ludzkie serca”

Jak to w filmie o pianiście nie mogło zabraknąć wspaniałej ścieżki dźwiękowej! A jest czego słuchać. Tu znowu wykorzystano kontrast między bohaterami. Tony (oraz my podczas scen w samochodzie) słucha "czarnej" muzyki, utworów które każdy stereotypowy afroamerykanin powinien znać. Shirley, który kompletnie odciął się od "swoich ludzi" skłania się ku bardziej klasycznym dźwiękom. Jego największym marzeniem jest móc grać Chopina, jednak kolor skóry przeszkadza mu w jego realizacji. Towarzyszymy też oczywiście bohaterom podczas koncertów artysty. I jeszcze jeden wielki plus dla Mahershala - sceny gry na pianinie wypadają bardzo naturalnie. Nie znalazłam nigdzie informacji czy któryś z utworów grał własnoręcznie, ale nie zdziwiłabym się gdyby tak było. 

"Green Book" potrafi rozśmieszyć do łez ale też chwycić za serce. Porusza też wiele trudnych tematów nie robiąc tego nachalnie. Chciało by się powiedzieć że to film idealny.  Ale nawet gdyby się znalazło w nim wady, zatoną one w morzu pełnych emocji scen. 



Śledzicie wyniki Oskarów?
Wiem że dawno mnie nie było, 
postaram się coś jeszcze napisać w najbliższym czasie 
jednak zbliżające się coraz bardziej matury 
skutecznie mi w tym przeszkadzają :(

piątek, 15 lutego 2019

"Następczyni" Kiera Cass

TYTUŁ:  Następczyni
TYTUŁ ORYGINALNY:  The Heir
AUTOR:  Kiera Cass

CYKL:  Selekcja
ILOŚĆ TOMÓW:  5
OCENIANY TOM:  4
LICZBA STRON:  360
WYDANIE ORYGINALNE: 2015    
WYDANIE POLSKIE:  2015 (Jaguar)

TŁUMACZ:  Małgorzata Kaczarowska

Poszukiwania prawdziwej miłości czy jedynie zasłona dymna?

Minęło 20 lat od ostatnich Eliminacji, America i Maxon prowadzą szczęśliwe życie z czwórką dzieci i ciężarem korony. Ich decyzja o zniesieniu klas doprowadziła do wielu zmian w kraju, jednak nie wszystko poszło tak dobrze jak się spodziewali. Sytuacja staje się coraz bardziej napięta, co chwila wybuchają następne incydenty związane z dawną dyskryminacją. By odciągnąć uwagę opinii publicznej i zyskać na czasie decydują się na urządzenie Eliminacji dla swojej następczyni, Eadlyn. Byłoby to jednak dużo łatwiejsze gdyby dziewczyna wykazała choć minimalną chęć znalezienia miłości swojego życia. 


Jak pewnie większość osób czytających oryginalną trylogię, obawiałam się, że ta część będzie powtórką z rozgrywki. W końcu czy zamiana kandydatek na kandydatów i księcia na księżniczkę wystarczy by stworzyć coś nowego? Co zaskakujące - tak! Jednak czy kontynuacja była naprawdę potrzebna? Niekoniecznie. 


Odświeżenie tematu stało się głównie za sprawą głównej bohaterki. Dziewczyna kompletnie różni się od Amy i Maxona, aż trudno uwierzyć, że to ich córka. Autorce udało się stworzyć postać typowej księżniczki. W niezbyt pozytywnym sensie. Eadlyn jest zapatrzona w siebie, arogancka, rozpieszczona, a jej ego jest rozmiarów wieżowca (albo pałacu) Cóż, w końcu od urodzenia przygotowywała się do roli władczyni a wszyscy mówili jej że jest najważniejsza. Nic dziwnego, że opinia publiczna (i czytelnik) jej nienawidzi. Z drugiej strony przez całe życie dorastała słuchając historii miłośnej swoich rodziców która, nie ukrywajmy, jest nierealna jak z bajki. Eadlyn miała do niej podobne podejście, i przez to nie wierzy, że jest w stanie odnaleźć prawdziwą miłość. Jest zamkniętą w sobie dziewczyną która boi się pokazać innym prawdziwą siebie. 


Niestety jak bardzo by się ją rozumiało, jej postać i tak jest ciężka do zdzierżenia. A to, że jest jedyną narratorką dodatkowo pogarsza sprawę. Szczególnie, że ciągle rozwodzi się nad tym jaka to nie jest wspaniała...


Przez jej podejście fabuła bardzo się wlecze. Romansu tu jak na lekarstwo, za każdym razem gdy coś zaczyna się dziać Eadlyn ucieka.  A szkoda, bo kandydaci są ciekawsi od niej. Niestety potraktowano ich mocno po macoszemu, książka jest za krótka by przedstawić bliżej ponad 30 kandydatów więc skupiono się najwyżej na sześciu. Ale ogólnie wszyscy są dość barwną mieszanką.


Najbardziej interesujący są jednak trzej bracia księżniczki. Najmłodszy, niesforny Osten, rozsądny Kaden i młodszy od bohaterki aż o 7 minut  bliźniak Ahren, jej jedyny powiernik i podpora, do szaleństwa zakochany w przyszłej królowej Francji. Gdyby seria skupiła się na tej trójce wyszłoby to jej na lepsze. Albo na służącej Eadlyn, Neenie która została moją ulubioną postacią. 


Zdecydowanym plusem książki jest perspektywa osoby wybierającej w Eliminacjach. Zakończenie nie jest przez to takie oczywiste jak w Rywalkach. Od początku do końca nie wiemy kogo wybierze przyszła władczyni więc każdy może kibicować ulubieńcom. Niestety przyjaciółka przypadkowo dała mi wielki, wielki spoiler. Ale patrząc, że z nim mało na razie romansuje, nie tracę nadziei, może coś źle usłyszałam. Oby.


Świetne są puszczenia oka dla fanów poprzednich części. Stare postacie przewijają się co chwila, posyłają znaczące uśmiechy a my możemy obserwować ich dalsze życie. Szkoda, że oryginalną trylogię czytałam strasznie dawno i nie udało mi się wyłapać wszystkich nawiązań. 


Jeśli pominąć irytującą bohaterkę książka nie jest taka zła. Czyta się ją lekko i przyjemnie, jest niewymagająca i momentami zabawna (scena z kabaretem zrobionym przez kandydatów mnie rozwaliła) Jednak nic by się nie stało gdyby seria skończyła się na trzech tomach. Może nawet było by lepiej gdyby tak się stało.

Czytaliście Rywalki?
Co sądzicie o kontynuacjach o dzieciach bohaterów?

sobota, 9 lutego 2019

"Niebo ze stali" Robert M. Wegner

TYTUŁ: Niebo ze stali
AUTOR:  Robert M. Wegner
CYKL:  Opowieści z meekhańskiego pogranicza
ILOŚĆ TOMÓW:  5+ (zapowiedziane w wywiadzie przez autora minimum 8)
OCENIANY TOM:  3
LICZBA STRON:  680
WYDANIE:  2012 (Powergraph)

Krwawy powrót do domu.

(MOŻLIWE SPOILERY POPRZEDNICH TOMÓW)


Verdanno wyruszyli odbić Wyżynę Lytherańską, swój dom.  Zgodnie obietnicą Laskolnyk znalazł dla nich drogę dającą przynajmniej cień szansy na powodzenie wojennej wyprawy - trasę przez środek gór. Czy to w ogóle możliwe przeprowadzić przez Olekandy kilkadziesiąt tysięcy wozów? A nawet jeśli, na wyżynie czeka ich jeszcze spotkanie z Se-kohlandczykami. A  koła nigdy nie wygrały z kopytami. 


Czerwone Szóstki z Belenden oddaliły się daleko od domu. By uchronić ich przed wściekłymi Szczurami dowództwo wysłało ich jako wparcie na wschód, na Olekady. W górach od kilku miesięcy dochodzi do przerażających morderstw a patrole badające tą sprawę zapadają się pod ziemię. 

Tam Kenneth, jak to on, wpada w kolejne kłopoty - dostaje jako uzupełnienie oddziału odpady z innych kompani, ludzi którzy zebrali już tyle nagan że nie wiadomo co z nimi zrobić. Jakby to nie wystarczyło między nimi jest też dziesiątka powiązana z tajemniczym zniknięciem oficera. 

Kailean i Daghena zostały tymczasowo   zwerbowane przez wywiad wewnętrzny, mają zbadać powiązania mieszkańców zamku z morderstwami. Jak dziewczyny poradzą sobie jako Szczury? Dwie stepowe wojowniczki w roli verdańskiej księżniczki i jej służki w domu meekhańskiej arystokracji - to nie ma szans się dobrze skończyć. 


Najmłodsza córka And'ewersa, Key'la, zostaje zaatakowana w lesie przez szarych zabójców. Ratuje ją dziwny, wychudzony chłopiec. Dziewczynka postanawia w tajemnicy zaopiekować się swoim wybawicielem.  


Kończymy z opowiadaniami, przechodzimy do dłuższej formy. Jak poradził sobie z nią autor?


Akcję śledzimy z perspektywy trzech bohaterów (pod koniec przewija się nawet więcej narratorów). Niestety przez to, że przez połowę książki były to osobne wątki, po przeskoku na inną postać musiałam od nowa wczuć się w jej relacje i całymi siłami powstrzymać się przed wertowaniem książki w poszukiwaniu dalszego ciągu poprzedniego wątku. W każdym razie, wszystkie linie fabularne są poprowadzone ciekawie i na końcu łączą się w jeden obraz.

Narracja każdej postaci zachowuje równy, dobry poziom wyróżniając się pewnymi drobnymi elementami. Kailean i Daghena ciągle sobie docinają, Kenneth jest trochę zwariowanym dowódcą umiejącym doprowadzić wszystkich do szału, a Key'la ma nadal dziecięce spojrzenie na świat, odmienne także ze względu na swoją kulturę.

No właśnie, jedno trzeba Wegnerowi przyznać - potrafi wykreować bardzo ciekawe kultury. "Niebo ze stali", jak się już pewnie domyśliliście skupia się się na Wozakach, tym dumnym i pełnym wewnętrznego smutku ludzie wygnańców. Co się wydarzyło w czasie Krwawego Marszu, że przepełnia ich taka nienawiść do jednego z ludów Se-kohlandczyków? 
Ciekawe było oglądanie różnic między starym a nowym pokoleniem wychowanym między Meekhańczykami. Młodzi są pełni sprzeczności, z jednej strony przez pełne heroizmu opowieści pragną być najbardziej wozaccy jak to możliwe, z drugiej marzą o zerwaniu przysięgi danej bogini Laal i wskoczeniu na koński grzbiet. 

Jednak to nie wszystko. Autor w końcu przedstawił nam bliżej wrogów Imperium, koczowników. Możemy prześledzić strukturę państwa rządzonego twardą ręką przez Ojca Wojny, Yawenyra. Czy ten cwany lis naprawdę kończy swój żywot, czy to tylko gra by osłabić czujność przeciwników? I to nie tylko tych zewnętrznych, ale też wewnętrznych. Rywalizacja między Synami Wolny nabiera na sile a pokonanie Verdanno byłoby idealną sytuacją do pokazania swojej przewagi. Dodatkowo ludy wcielone do Se-kohlandczyków darzą resztę czystą nienawiścią. Ten kocioł emocji i intryg tylko czeka na moment do wybuchu.  

Wegner udoskonalił swój warsztat pisarski. Opisy pojedynków z opowiadań to nic w porównaniu do tego co teraz wyczynia. Epickie bitwy są opisanie w niesamowicie widowiskowy sposób. Czytając miałam je przed oczami:  mury z wozów, ataki kawalerii, przemieszczenia oddziałów, pędzące rydwany, magiczne ataki.  
Jednak są tu też opisy okrucieństwa które było aż trudno czytać. Wiem, po lekturze dalszych części, że był to istotny element do dalszego rozwoju fabuły, ale nie da się ukryć że autor mógł to przedstawić trochę łagodniej. Ale może jestem przewrażliwiona na wątki z dziećmi w roli głównej. Choć nie da się ukryć że ta scena była bardzo symboliczna. 

Pisarzowi też coraz lepiej idzie rozluźnianie atmosfery drobnymi żartami czego trochę brakowało mi w opowiadaniach. Tutaj bez tego byłoby zdecydowanie za poważnie i dramatycznie.  

A jak prezentuje się w tej części wątek boski? Było go dosyć mało, ledwie sugestie przyszłych wydarzeń, ale interesująco rozwinięto kwestię mroku. I dostajemy masę nowych pytań i żadnych odpowiedzi. 

Niestety nie będzie samych pozytywów. Książka jest według mnie za długa, niektóre wątki są za bardzo rozciągnięte. Nawet najciekawiej opisana walka może się po pewnym czasie znudzić. I tutaj tak było, miałam wrażenie że ostateczna bitwa trwała z 1/4 książki (no dobra, trochę przesadzam) Pod koniec czułam spore znużenie i przemęczenie materiałem. Spokojnie dałoby się to wszystko przedstawić na  100 stronach mniej.  


W każdym razie, nadal polecam Meekhańskie pogranicze całym sercem. W "Niebu ze stali" akcja nabiera tępa jednak nadal jest dopiero (przydługim) wstępem do właściwej akcji. A uwierzcie mi, będzie się działo!