wtorek, 27 kwietnia 2021

"Szczury Wrocławia: Kraty" Robert J. Szmidt

TYTUŁ:  Kraty
AUTOR:  Robert J. Szmidt
CYKL:  Szczury Wrocławia
ILOŚĆ TOMÓW:  2+ (+tom dodatkowy)
OCENIANY TOM:  2
LICZBA STRON:  612
WYDANIE:  2019 (Insignis)

(Recenzję znajdziecie też na stronie Popkulturowy Kociołek - zaczęłam współpracę z blogiem)

"Szczury Wrocławia" przenoszą nas do wersji roku1963, kiedy to Wrocław stał się miejscem walk o przetrwanie. Epidemia czarnej ospy zmieniła się w coś dużo bardziej morderczego - zarażeni przeobrażają się w niemożliwe do zabicia zombie. "Kraty" świetnie kontynuują ten rollercoaster emocji.

Do zniszczenia podstaw cywilizacji wystarczyła jedna noc. Ile potrzeba by odzyskać kontrolę?

Atomówka nie spadła na Wrocław, Sowieci nie wkroczyli - wyrok śmierci na ocalałych został chwilowo odroczony. Major Biedrzycki i pośpiesznie utworzony sztab kryzysowy próbują opanować sytuację zaszywając się w zoo na wyspie. Mają w planach powolne oczyszczenie Wrocławia z panoszących się w nim zombie i sprowadzenie na te bezpieczne obszary niedobitków. 
Ale nim to nastąpi, cofnijmy się o kilka godzin w inną część Wrocławia. Godzina 4:04, po słuchaniu całonocnej strzelaniny, wąchaniu roznoszącego się zapachu palonych trupów i zapoznaniu z dziesiątkami niedorzecznych plotek spanikowani pracownicy więzienia chcą ukryć rodziny w bezpiecznym miejscu. A jakie jest lepsze od takiego za mocnymi, stalowymi kratami? Trzeba się tylko pozbyć aktualnych lokatorów.
Przez tę decyzje na wolność wydostaje się grupa czekających na wyrok śmierci skazańców. A w świecie opanowanym przez potwory przetrwać mogą tylko jeszcze gorsze od nich kreatury.

Pierwszy tom "Szczurów Wrocławia" był poszatkowanymi historiami wielu osób próbujących przetrwać początkową falę apokalipsy. W "Kratach" dostajemy trzy główne wątki fabularne, mniej lub bardziej się ze sobą spalające i doprowadzające do ekscytującego wspólnego finału. 
Zwarta fabuła nie znaczy jednak, że nie pojawia się masa postaci "na odstrzał", w końcu przydomek serii "książka telefoniczna" nie wziął się znikąd (ciekawostka - autor używa nazwisk realnych ludzi, można było zgłaszać swoje kandydatury) Niektórych dzielnych, innych samolubnych, tchórzliwych, popełniających głupie błędy - po prostu ludzkich. Choć autor nie daje sobie czasu na budowanie pogłębionych charakterów, tworzy bohaterów zwyczajnych, z którymi można się utożsamiać.

Myślący bohaterowie.

U Szmidta najbardziej zachwyca mnie logika działań bohaterów. Szczególnie ci u władzy są inteligentni i kompetentni. Gdy pierwsze szaleństwo opada, testują rzeczy niezbędne do ich przetrwania. Czy kojarzycie inną serię o zombie, gdzie postacie momentalnie wpadają na pomysł sprawdzenia, czy zwierzęta się nie zmieniają? Zdają sobie sprawę, że brak wiedzy w takich kwestiach oznacza ich koniec. Nie ma co ukrywać, że nieumarłe insekty sprawiłyby, że jakiekolwiek próby przetrwania nie miałyby za dużo sensu.
Dodatkowo każdy zachowuje się tak, jak na swoją profesję przystało. Bardzo podobały mi się rozdziały z ocalałymi przestępcami. Autor nie starał się ich wybielać, szczególnie ich przywódca to kawał psychopaty. Do tego wybitnie inteligentnego psychopaty, co jest jeszcze gorsze i bardziej niebezpieczne. Czytelnik będzie uwielbiał go nienawidzić.

Śmierć nie oszczędza nikogo.

Pomimo świetnej fabuły poczułam znużenie w połowie lektury. Przez cofnięcie czasu o kilka godzin wraz z nowymi bohaterami czytelnik poznaje fakty, które już zna. Tak samo opisy rzezi, choć opisane w sposób działający na wyobraźnię, mogą stać się monotonne. Jest ich po prostu za dużo, w pewnym momencie zaskoczeniem staje się gdy ktoś przeżyje, a nie gdy zginie. Zaczynało mnie to denerwować zwłaszcza w wątku więziennym. Gdy kogoś zaczynałam lubić to prawie od razu umierał.
Nie jest to zdecydowanie pozycja dla osób którym przeszkadza brutalność w książkach. Okrutne wydarzenia są opisane bez upiększania, odpowiednio do sytuacji, pojawiają się też wulgaryzmy. Styl Szmidta nie składa się jednak tylko z tego. Autor potrafi stworzyć sceny mrożące krew w żyłach ale też dialogi pełne ciętych ripost. 

Nie wiem jak Szmidt chce wyplątać świat z epidemii zombie (może tego nie planuje), bo z każdym kolejnym rozdziałem jego żywe trupy są coraz gorsze. Przy nich te z "The Walking Dead" to potulne, niegroźne owieczki. A ostanie odkrycia w tym tomie?! Jeśli kiedyś czeka nas epidemia zombie to módlcie się by przypominały te amerykańskie, przy naszych ludzkość jest skazana na całkowitą zagładę.

Nie tylko słowo pisane.

Ciekawym urozmaiceniem jest zabieg połączenia książki z kartami komiksu. Koniec jedynki pożegnaliśmy z Mawetem, który utknął po drugiej stronie miasta, gdy zapomniano poinformować go o przenosinach sztabu. Autor nie opisywał jego (ponownego) przedzierania się przez cały Wrocław, pomiędzy rozdziałami znajdziemy narysowane panele pokazujące tą część opowieści.

W tym miejscu należałoby wspomnieć o samym wydaniu. Ilustracje są wydrukowane wyraźnie, z intensywną czernią. Litery nie są za duże ale nadal wygodne w czytaniu. Moją uwagę zwróciła czcionka użyta przy nagłówkach rozdziałów i numeracji stron. Pasuje do tej na okładce.

Tak jak w poprzedniej części na końcu tomu Szmidt zachęca do lektury opowiadania debiutanta, Piotra T. Dudka. Jego "Szkodniki" wpasowują się tematycznie, tam też uświadczymy zombie apokalipsę, ale w dużo luźniejszym, sarkastycznym klimacie. Zawitamy na wieś w czasie gdy wszyscy już przyzwyczaili się do nowej rzeczywistości, a życie toczy się dalej. Główny bohater, starszy rolnik, postrach całej wsi traktuje te mordercze u innych twórców monstra jak zwykłe szkodniki.

Jakby tego było mało, epilog zapowiada kolejną bombę zmieniającą układ sił we Wrocławiu. Ale na to pewnie jeszcze  trochę poczekamy, na razie trzeba zadowolić się krótkim tomem dodatkowym. 

"Szczury Wrocławia: Kraty" to pozycja pełna świetnie wykreowanych, różnorodnych postaci, które robią wszystko co tylko mogą aby przetrwać w okrutnej rzeczywistości. Polecam fanom zombie, horrorów i wszystkim ciekawym jak można połączyć klimat PRLu z taką tematyką.

sobota, 17 kwietnia 2021

"Durarara!!" Ryohgo Narita tom 1

TYTUŁ:  Drrr!!
TYTUŁ ORYGINALNY:  Durarara!!
AUTOR:  Ryohgo Narita
ILUSTRACJE:  Suzuhito Yasuda
CYKL:  Durarara!!
ILOŚĆ TOMÓW:  13
OCENIANY TOM:  1
LICZBA STRON:  270
WYDANIE ORYGINALNE: 2004   
WYDANIE POLSKIE:  2016 (Kotori)

TŁUMACZ:  Tomasz Molski

Ikebukuro - miejsce gdzie codzienność miesza się z niezwykłością.

Mikado Ryuugamine jest zwyczajnym nastolatkiem który przeprowadził się z rodzinnej wioski do Tokio by przełamać monotonie swojego nudnego życia. Już w pierwszych dniach na własne oczy widzi miejską legendę, tajemniczego cienistego motocyklistę. Ile jest prawdy w plotkach że nie ma głowy? Już wkrótce chłopak wciągnie się w ciąg zdarzeń powiązanych z pewnym morderstwem, tajnymi eksperymentami, obsesyjnie zakochanymi ludźmi, głową bez ciała i pewną nadprzyrodzoną istotą. A to dopiero wierzchołek góry lodowej!

Pewnie część z Was zna tą historię z któregoś źródła. Za mną seans (lata temu) anime i lektura mangi. Pozostało tylko poznać pierwowzór. Jak się więc prezentuje pierwszy tom książki?

Dla mnie ta seria cierpi na nadmiar wątków i postaci. W pierwszym tomie starano się ich przedstawić ale jak na razie większość zdążyła zyskać po jednej cesze. Przez to w tłumie gubi się trochę główna linia fabularna.

Ale o czym właściwie jest ta opowieść? Opisy tej serii zawsze brzmią jakby zebrano wszystkie możliwe pomysły na fabuły i zmiksowano je razem. Lata temu do Tokio trafił dullahan, według jednych legend zwiastunka śmierci, według innych walkiria prowadząca wojowników do zaświatów. Sama Celty nie pamięta czym dokładnie jest, po zgubieniu swojej głowy utraciła większość wspomnień. Trop zaprowadził ją do Ikebukuro i tam się urwał. 
Współcześnie, oddział Zakładów Farmaceutycznych Yagiri prowadzi tajne eksperymenty na porwanych ludziach wykorzystując do nich coś będące jak nie z tego świata. Wzbudzili tym zainteresowanie amerykańskiej korporacji, Nebuli. A w tle przewija się nowy kolorowy gang nie mający jednak swojej barwy. Tajemnicze Dolary po cichu rosną w siłę.

A może najlepiej określić książkę jako pokręconą, momentami patologiczną, komedię romantyczną? Bo to właśnie romanse napędzają (przynajmniej w tym tomie) akcję. Na czoło wysuwają się dwie pary - licealista kochający od dzieciństwa nadprzyrodzoną, śpiącą głowę i jego prześladowczyni. Druga to podziemny lekarz mieszkający z wspomnianym dullahanem. Kobieta nie chce odpowiedzieć na jego uczucia bojąc się różnic wynikających z nie bycia człowiekiem. 

Pierwszy tom bardziej szczegółowo przedstawia trójkę bohaterów istotnych dla dalszej fabuły. Mikado jest spragnionym wrażeń licealistą. Jednak nic nie jest w stanie zadowolić go na dłużej. Gdzie zaprowadzi go to ciągłe szukanie ekscytacji? Niestety przy barwnych postaciach z tła główny bohater wypada nijako. Celty jest jeźdźcem bez głowy. Kobieta obawia się swojego braku wspomnień, przez nie nie jest pewna sensu swojego istnienia. Zaskoczyła mnie zawarta w książce ilość jej rozważań o istocie człowieczeństwa i różnicach w jej kodeksie moralnym. Izaya to informator, manipulator i szara eminencja Ikebukuro. Nic nie dzieje się bez jego wiedzy a może i nawet bez przyzwolenia. 
Oprócz nich czytelnik dostaje jeszcze wielu innych większych i mniejszych dziwaków. Postacie zapadają w pamięć, każdy jest na swój sposób charakterystyczny co jest i plusem i minusem. Albo polubicie mieszankę jaką jest ta seria albo uznacie ją za całkowicie niestrawną.

Prolog trochę odrzucił mnie językowo, bałam się powtórki z "Zerowej Marii...". Jednak dalej książka jest pisana dość normalnie. Nie ma szczególnie dużo opisów jednak gdy są potrzebne to pojawiają się. Dialogi zawierają według mnie trochę za dużo kolokwializmów, przy niektórych postaciach to pasowało ale przy innych nieco raziło. Stałym elementem "Drrr!!" są rozmowy na internetowym czacie, by rozróżnić wpisy konkretnych postaci wykorzystano różne typy nawiasów. Na razie można ze spokojem kapnąć się kto co piszę, zobaczymy przy następnych tomach czy przy większej ilości rozmówców nadal będzie czytelnie.

Pierwszy tom jest trochę o wszystkim, trochę o niczym, niby przedstawia jakąś intrygę ale służy głównie do rozłożenia pionków na planszy. Czyjej i dlaczego musicie się już przekonać sami. 


Znacie Durararę? Wolicie light novel, anime czy mangę?

środa, 31 marca 2021

III urodzinki bloga :D


Łał, zaczynając blogowanie za nic nie myślałam, że wytrwam tyle czasu :O A te trzy lata minęły w mgnieniu oka! Teraz to już z górki, tak się do tego przyzwyczaiłam, że aktualnie za każdym razem jak włączam komputer od razu zaglądam na bloggera i staram się skrobnąć kilka zdań (ale jakimś cudem nie przekłada się to na ostateczną liczbę postów...) 


Tradycyjnie trochę statystyk:


Liczba postów: 69 (tegoroczne- 12)
W tym recenzji: 5
choć to nadal mało jest lepiej niż rok temu

Liczba obserwatorów:  10
witam wszystkich nowych czytelników :D

Komentarze:  428
Dziękuję Wam za wszystkie komentarze :)

Wyświetlenia bloga:  7790

Najpopularniejszy wpis -wyświetlenia: "Meteor Garden"
Artificial People w końcu zostało zdetronizowane, choć nie pozwoliło odebrać sobie też drugiego miejsca. 

Najpopularniejszy wpis -wyświetlenia (tegoroczny): Koreańskie dramy na kwarantannie #1
Cieszę się że akurat ten wpis jako że faza na koreańszczyznę mi nie minęła (chyba już nie zmienię zdania, że Koreańczycy kręcą najlepsze kryminały i thrillery) Niestety nie udało mi się skończyć pisać kolejnego zestawienia tytułów ale zmienię to

Najpopularniejszy wpis - komentarze (tegoroczny): Stosik styczniowo-lutowy 2020
stosiki nie tracą popularności :)
Z recenzji: "Łotr" Trudi Canavan

Najaktywniejsza osoba w komentarzach: Laures Majere

piątek, 26 marca 2021

Stosik marcowo-majowy 2020




* "Silver spoon #1-7, 10-13" - Miastowy nastolatek nie mając pomysłu na siebie i chcąc tylko znaleźć się daleko od domu zapisuje się do liceum rolniczego.
Niewiedza Hachikena jest wręcz przesadzona jednak dzięki temu postać ma świeże spojrzenie na sprawy oczywiste dla jego kolegów. Przez to i oni zaczynają się nad nimi zastanawiać i przez to rozwijać. Ta seria jest właśnie przede wszystkim o dorastaniu i poszerzaniu horyzontów, odnajdywaniu własnej drogi, godzeniu własnych marzeń z oczekiwaniami rodziców i obowiązkami.
Łączy te wątki obyczajowe ze świetną komedią. Początkowe tomy czytałam pierwszy raz kilka lat temu, mam wrażenie, że teraz bardziej przypadł mi do gustu humor autorki (albo byłam w lepszym nastroju na komedię) W każdym razie, przygody Hachikena co chwila wywoływały u mnie śmiech. 
Oprócz głównego bohatera manga zawiera sporo barwnych ale zarazem realistycznych postaci mających swoje problemy. Nawet te stanowiące tylko tło zwracają uwagę będąc elementem gagów. Sama na razie nie umiem stwierdzić kto jest moim ulubieńcem.
Wiem, że manga jest aktualnie bardzo trudna do zdobycia ale jeśli mielibyście okazje to bardzo polecam 
(a może ktoś z Was ma do sprzedania tom 8?)

* "Deadman Wonderland #2-3, 9-10, 12-13"

* "DOGS #2, 5-10"- nie pytajcie co mną kierowało przy zakupie takich losowych tomów, DOGSy mogę jeszcze kupić wersje elektroniczne ale Deadmana nie mam raczej szans uzbierać.

* "SpyxFamily #1" - "Zmierzch", jeden z najlepszych agentów Westalis dostaje nowe zlecenie. Musi nawiązać kontakt z Desmondem, przewodniczącym Partii Zjednoczenia Narodowego. Problemem jest jednak to. że jest to możliwe tylko na spotkaniu rodziców w ekskluzywnej szkole. Zmierzch musi więc ekspresowo znaleźć sobie córkę i żonę.
Zwariowana komedia którą pokochałam jeszcze czytając scany a zapowiedź polskiego wydania sprawiła, że skakałam z radości.
Pierwszy tom przedstawia bohaterów ale nie myślcie, że to oznacza nudę! Każdy z nich ukrywa swoją prawdziwą twarz. Anya, tz obiekt badań nr 007 to dla postronnego obserwatora przeurocze i niesamowicie mądre dziecko. Tak naprawdę mała czyta ludziom w myślach a odkrycie, że jej nowy tata jest szpiegiem jak jej ulubieni bohaterowie bajek było dla niej najlepszym prezentem. Yor to wycofana społecznie dziewczyna po której nikt by się nie spodziewał, że jest Cierniową Księżniczką, bezlitosną płatną zabójczynią. I oczywiście głowa rodziny, Zmierzch alias Robert Loid. Żadne z nich nie wie za bardzo jak powinno wyglądać życie rodzinne a muszą stać się taką jak z obrazka by zdać egzaminy wstępne.
W kresce moją uwagę zwróciła szczególnie mimika postaci, to co autor wyczynia z reakcjami Anyi to prawdziwe mistrzostwo ;)

* "Księga Vanitasa #7" - Wydarzenia w Gevaudan zmierzają ku finałowi. Kto pierwszy dotrze do ogarniętej żądzą zemsty Chloe? 
W tym wątku nic nie okazało się takie jak na pierwszy rzut oka wyglądało. Czym tak naprawdę jest Bestia zrodzona nie tylko z ludzkiego strachu i nieuzasadnionej nienawiści ale też poświęcenia. Sama postać Chloe, jej prawdziwa motywacja i działania też nieźle mnie zaskoczyły.
Ten tom jest przełomowy dla głównej fabuły. Nie spodziewałam się, że otrzymamy aż tak istotne informacje! Co prawda wprowadziły masę nowych pytań jednak mamy punkt zaczepienia do dalszych teorii o Szarlatanie i Naenii.
Bardzo ucieszyło mnie wkroczenie na scenę Rolanda, jego postać staje się jedną z moich ulubionych w tej serii. Ta jego beztroska i przyjacielskość by w kolejnej chwili grozić bez mrugnięcia okiem z uśmiechem na twarzy. Jak dla mnie "Księga.." jest bardzo udana pod względem bohaterów i ich często pokręconych relacji. Vanitas z Jeanne co prawda nie mają tym razem aż tylu wspólnych scen co ostatnio, ale kilka znaczących znajdziecie. Do tego dziewczyna przypomina sobie zastanawiające wspomnienie, które poddaje w wątpliwość jej przeszłość.
Oprócz tego to niezła uczta wizualna. Jestem pełna podziwu co do rozwoju kreski Mochizuki. Nawet walki są w większości czytelne.

* "Beztroski kemping #8" - Kilkudniowy kemping w Izu zbliża się wielkimi krokami jednak najpierw czas na przygotowania, w tym urodzinowej niespodzianki dla Nadeshiko i Aki.
Tematem przewodnim wyjazdu są geoparki, naturalne parki z cennym dziedzictwem geologicznym nazywanym geotopem. Wyglądają na rysunkach tak atrakcyjnie, że aż by się chciało pojechać śladem dziewczyn. Szczególnie zachwyciła mnie jaskinia Ryugu z wielkim świetlikiem.
Ale nie samą przyrodą człowiek żyje i natrafimy też na inne atrakcje. To nie była by tak manga gdyby tom nie zawierał jedzenia, lokalnych przysmaków takich jak lody z wasabi czy hamburger z beryksem. Wycieczka przejeżdża też przez kręcony most czy natrafia na największą zmorę wakacji - kilkukilometrowy korek.
Przez niezwykle sympatyczne postacie i humor tomik ani chwilę mnie nie znudził. Cieszę się że ten tom jednak nie okazał się ostatnim 

* "JOJO's Bizarre Adventure Part I #1" - ród Joestarów przyjmuje pod swój dach Dino, osieroconego syna człowieka który, jak myśli głowa rodu, uratował mu życie. Chłopak opracowuje plan by zostać głównym spadkobiercą. W tym celu zamienia życie swojego rówieśnika Jojo w piekło.
Nie wiem na razie co myśleć o tej serii, wzięłam ją ze względu na szał w internecie po ogłoszeniu. Fabuła mnie szczególnie nie wciągnęła, nawet tajemnica maski nie zapowiada się szczególni ekscytująco, bohaterowie nie wzbudzili sympatii. Nawet kreska nie jest z typu który lubię. 
Myślę, że dozbieram Part I do końca i wtedy zobaczę co dalej. 

* "Kiedy byliśmy sierotami", "Pogrzebany olbrzym", "Malarz świata ułudy" - od dawna chciałam przeczytać kolejne książki tego autora, wcześniej miałam do czynienia tylko z "Pejzażem w kolorze sepii" który mnie jakoś szczególnie nie zachwycił. 
 A skoro znalazłam je w Biedronce do grzech nie skorzystać z okazji

* "Szczury Wrocławia. Kraty" - cofamy się o kilka godzin od zakończenia tomu 1. Pracownicy więzienia słysząc niepokojące plotki postanawiają ukryć swoje rodziny w bezpiecznym miejscu. A jakie jest lepsze niż takie które wszędzie ma kraty? Muszą tylko pozbyć się aktualnych lokatorów.
Pomimo mojego ciągłego uwielbienia dla tej serii miałam do książki dwa podejścia. Za pierwszym skończyłam na połowie. Pomimo że nowe miejsce i bohaterowie dają powiew świeżości, zaczynają z tego samego miejsca co ci z jedynki i przez swoją niewiedzę popełniają podobne błędy. Czytając co chwila miałam ochotę na nich wrzeszczeć by czegoś nie robili. Sami więzienni bohaterowie też nie są moimi ulubieńcami, wolałam rozdziały z wypuszczonymi na wolność przestępcami i te w których wracaliśmy do starych znajomych z poprzedniej części. Może dlatego że w tej serii głównie uwielbiam szersze spojrzenie na epidemie zombie jakie dają działania skleconego pospiesznie samozwańczego dowództwa głównego a nie pojedynczych jednostek. Powodem mogło być też to, że za każdym razem jak zapałałam do kogoś sympatią to w kolejnym rozdziale ta postać ginęła...
Bardzo lubię sposób pisania Szmidta, potrafi stworzyć sceny mrożące krew w żyłach ale też dialogi pełne ciętych ripost. Z niecierpliwością czekam na kolejną część.

* "Szczury Wrocławia. Szpital" - na osłodę czekania autor wydał nowelę o szpitalu psychiatrycznym wspomnianym w "Kratach"
Wieczorem 9 sierpnia lekarz z jedną z pacjentek organizują sobie potajemną schadzkę w kostnicy do której tego samego dnia trafił samobójca bredzący o ludziach wstających z martwych i... każdy może już się domyślić czym to się skończy. A to dopiero początek zmagań personelu szpitala psychiatrycznego tej koszmarnej nocy. 
Krótka, ale zawierająca wszystko co potrzeba. Ładnie zazębia się z resztą tomów, mam wrażenie, że gdyby czytać wszystkie naraz znalazłoby się wiele smaczków. Przez większą ciągłość akcji dużo łatwiej przywiązać się do bohaterów jednak przed lekturą oczekiwałam trochę większych indywidualistów ze względu na miejsce wydarzeń, a duża ich część okazała się dość nijaka.
Zakończenie przygnębiająco tragiczne, szczególnie że czytelnik zdaje sobie sprawę jak niewiele dzieliło ich od ocalenia.

* "Król. Część I" - niedługo (oby) powinna pojawić się recenzja, mam ją prawie skończoną i od roku czeka w nieopublikowanych postach.
Planeta staje na głowie gdy zarządca zamku wysłuchuje spowiedzi umierającego człowieka. Odkrywa, że śmierć monarchów nie była przypadkiem a następca tronu może nadal żyć. Jednak czy krew przeważy nad wychowaniem i przypadkowy młody człowiek będzie dobrym materiałem na króla?
Fabuła tego debiutu pisarki opiera się głównie na wstępowaniu na tron chłopaka i konflikcie z wrogim królestwem. Książka nie jest idealna, ma lepsze i gorsze momenty także warsztatowo ale jakimś sposobem mnie wciągnęła i chętnie przeczytam w przyszłości dalszy ciąg. 
Książkę nazwałabym religijną fantastyką. Ale ten wątek ma zaskakująco dużo sensu fabularnego. Noah posiada pewne zdolności przez które bez sztywno określonych zasad moralnych mógłby stać się potworem. A te odnalazł właśnie w chrześcijaństwie. Jak dla mnie autorka na szczęście nie jest w tym nachalna.
Głównymi zarzutami jest nieciekawy narrator (choć przynajmniej przez to nie przysłania prawdziwego głównego bohatera) i za mało sf w sf. Stylistycznie drażniło mnie naużywanie spójników.

* "Królowa niczego" - Największe rozczarowanie roku. Pamiętacie jak zachwalałam "Złego króla"? "Królowa..." skopała wszystko co się dało, jedynym co ratowało tą książkę była postać Madoka i jego relacja z przybranymi córkami. Stała się standardową serią romansu fantasy, jeszcze słabo rozegraną. No dobra, muszę być uczciwa, pierwsza połowa nie jest zła, ba, udanie kontynuuje genialne zakończenie "Złego króla"
Rozgoryczona Jude siedzi na wygnaniu i by coś ze sobą zrobić rozwiązuje zlecenia od elfów (pojedynek z Czerwonym Kapturem był świetny!) Jej nudne życie w świecie ludzi zostaje przerwane gdy spanikowana Taryn przybywa po pomoc. Jude udaje się na dwór grając bliźniaczkę.
Jednak nagle po połowie, mniej więcej gdy bohaterka wraca do stolicy pod własnym nazwiskiem coś zaczyna się psuć. Wcześniej pokręcone relacje z Cardianem zmieniają się w standardowy romans z nastoletnich pozycji, konflikt z Madokiem jest rozwiązany idiotycznie, wątek przepowiedni też... a cukierkowe zakończenie już kompletnie mnie dobiło. 
Wcześniej bardzo podobała mi się postać głównej bohaterki, W poprzednich tomach widać było pragnienie władzy Jude, jej drogę by stać się dokładnie tym czego nienawidzi w swoim przybranym rodzicu. Jednak na koniec to nie wybrzmiewa z odpowiednią siłą.
"-Ja schylę czoła tylko przed tobą - mówi do mnie Madok półgłosem - Tylko i jedynie przed tobą"
I teraz nie wiem czy polecać wam tą serię. A do kolejnych książek autorki będę podchodziła z lekką obawą i mniejszymi oczekiwaniami.

* "Zagubione siostry" (ebook) - list Taryn do Jude w którym tłumaczy się ze swojej zdrady opowiadając historię o swojej miłości do Lokiego. Całość utrzymuje klimat baśni do której dziewczyna porównuje swoje życie. Przyjemne ale w sumie niepotrzebne. Oprócz kilku scen dostajemy głównie powtórkę z pierwszej części ze zmienionym narratorem.

* "Płacz" - nieprzeczytana, gdy to się zmieni spodziewajcie się recenzji ;) (Zastanawiam się czy znajomość "Nomen omen" jest niezbędna)

sobota, 6 lutego 2021

"Zjazd absolwentów" Guillaume Musso


TYTUŁ:  Zjazd absolwentów
TYTUŁ ORYGINALNY:  La jeune fille et la nuit
AUTOR:  Guillaume Musso
ILOŚĆ TOMÓW:  1
LICZBA STRON:  320
WYDANIE ORYGINALNE: 2018 
WYDANIE POLSKIE:  2019 (Albatros)

TŁUMACZ:  Joanna Prądzyńska

Zjazd absolwentów - czas na odnowienie znajomości, nowe plotki i... wyjęcie trupów z szafy, zaskakująco dosłownie.

Z okazji pięćdziesięciolecia Liceum Saint-Exupery'ego po uroczystych obchodach planuje przebudowy i zburzenie starej hali sportowej. Nikt oprócz dwójki dawnych przyjaciół nie wie że w jej murach zostało ukryte coś co nigdy nie miało zostać znalezione, coś co pokaże, że teoria o ucieczce z nauczycielem-kochankiem ich zaginionej od 20 lat szkolnej przyjaciółki jest niemożliwa, coś co dostrzętnie zniszczy im życie. 

Sprawa sprzed lat powraca z nowymi tropami. (Mam wrażenie że ostatnio nastała moda na takie prowadzenie kryminałów)
Książka zawiera wiele standardowych motywów tego typu śledztw. Zaginiona/zabita dziewczyna interesowała wszystkich, romansowała z dużo starszymi, z kimś była w ciąży, kogoś szantażowała. Jednak muszę przyznać, że autor ciekawie poprowadził akcje a z rozwiązania jestem naprawdę zadowolona.

Pokazuje jak bardzo mylne może być wyobrażenie o ludziach. Wokół Vinki zbudowano wręcz kult, młode dziewczyny robiły z niej symbol siły, niezależności i feminizmu. Kim jednak była naprawdę? Tego dowiedzcie się sami

Najlepszym określeniem na tą książkę byłby kryminał sentymentalny. Miałam wrażenie, że nie odkrycie prawdy jest najważniejsze a pogodzenie się z przeszłością. Główny bohater powraca myślami do czasów nastoletnich. Przyjaciół, miłości, ludzi którzy wywarli na nim duży wpływ i oczywiście pamiętnej grudniowej nocy która nad nim ciąży całe życie. I nie tylko na nim. Żadna z osób zamieszanych w tragedie nie może się otrząsnąć z wspomnień własnych czynów, relacje które budują są oparte na niedopowiedzeniach i tajemnicach. Winne osoby ostatecznie w pewien sposób zamieniają się w ofiary
To też opowieść o uwolnieniu od idealistycznej wizji pierwszych miłości.  Bohaterowie żyją wspomnieniami, nie umieją ruszyć na przód. Zaczynają relacje nie potrafiąc poświęcić im całych siebie, myśląc ciągle o kimś innym, prowadząc życie złożone z samotności i kompromisów

Nie podobało mi się ostateczne zamknięcie dla bohaterów. Dużo lepiej wyszło by gdyby dziennikarz jednak zniszczył ich artykułem. Choć informacja o przeniesieniu zwłok była mocno ironiczna a cały ich stres związany w rozbiórką okazał się bezsensowny. Miałam wrażenie, że autor takim zakończeniem i przedstawieniem dziennikarza jako "tego złego" za bardzo wybielił postacie i ich czyny. Co jak co ale zabili niewinnego człowieka.

Ciekawym zbiegiem było pewne niedopowiedzenie na koniec. Przedstawiono dwie możliwe ścieżki losu. Niektóre tajemnice, tak jak w prawdziwym życiu,  nigdy nie doczekają się prawdziwego zakończenia


Dzisiaj krótko, sesja za bardzo mnie wykańcza,
 najchętniej przespałabym cały tydzień 

niedziela, 27 grudnia 2020

Stosik styczniowo-lutowy 2020


2021 zbliża się wielkimi krokami a ja dopiero ze stosikiem styczniowym 2020... nigdy tego nie nadgonię



* "Yona w blasku świtu #5-6" - Yona, Yun i Kija zostają uwięzieni w zasypanym tunelu razem z Niebieskim i grupą mieszkańców. Pomimo niebezpieczeństwa bojący się mocy smoka ludzie początkowo nie chcą współpracować. Następnie drużyna wyrusza śladem Zielonego. Trafiają do portu Awa, miasta zastraszanego przez skorumpowanych urzędników i ich handlującego ludźmi, chciwego przywódcę. O mieszkańców walczy jedynie mała grupa piratów, wśród których znajduje się mężczyzna z niesamowitymi zdolnościami.
Im dalej Yona wędruje, tym bardziej dostrzega jak rządy jej ojca wyniszczyły kraj. Bieda, głód, niewolnictwo i panoszący się możnowładcy współpracujący z sąsiednimi krajami są wszechobecne. Il był idealistą mażącym o świecie niemożliwym. Dążenie do niego przyniosło potworne konsekwencje. 
Każdy ze smoków ma zupełnie inne podejście do smoczej krwi i swoich obowiązków względem następcy ich pana. Niebieski, Shin-Ah, co prawda zbytnio nie ma o niczym pojęcia, jednak Yona jest dla niego światłem które wyciągnęło go z ciemności samotności (scena nadania mu imienia była urocza). Kija przez całe życie miał wpajane poczucie obowiązku służenia Hiryu, spotkanie z Zielonym sprawia, że zaczyna kwestionować swój życiowy cel. Dla Jae-Ha dziedzictwo smoczej krwi jest jak niewola, przeznaczenie które musi zerwać, a ciepłe uczucia do dziewczyny są fałszem, które wymusza smocza krew. 
Po tych tomach możecie mieć złudzenie że wątek romantyczny ruszy do przodu (jednak w rzeczywistości będzie to długie czekanie) Spostrzeżenia zielonego smoka powoli wpływają na wszystkich i  nawet Hak zaczyna myśleć o swoich relacjach z księżniczką. Dotychczas obserwował dziewczynę z Su-wonem więc nawet nie śmiał marzyć o czymś więcej.
Szósty tom nie kończy walki o Awę, cieszę się, bo polubiłam tych dziwnych piratów i matkującą im kapitan.

* "Tu detektyw jeż #6" - ten tom ma tylko 3 historie.
Pierwsza opowiada o pechowym zakochaniu przyjaciela Jeża. Krótka, w porównaniu do reszty wyjątkowo lekka i zabawna.
Jeż dostaje zlecenie od okradzionego przez młodziutkiego autostopowicza kierowcy. Tu znowu wkraczamy w lekko melancholijny klimat. To niefortunne spotkanie poprawia samotne życie dwojga ludzi na lepsze.
Ostatnia, najdłuższa - bo zajmująca ponad 2/3 tomiku - jest zaskakująco mocno jak na tą serię detektywistyczna. Sprawa jest dużo poważniejsza, dotycząca porwania dziecka. Jako, że jest to syn dyrektora wielkiej korporacji i jego kochanki wolą załatwić to po cichu i nie zgłaszać na policje.  Jeż musi wykazać się opanowaniem by odzyskać dziecko. Poszukując porywacza biuro detektywistyczne wykazuje się niezłą dedukcją, pomysłowością i wytrwałością. W końcu mamy szansę zobaczyć pełnię ich zdolności. Oczywiście autor nie rezygnuje ze swojego stylu na tą serię i cała sprawa popycha dyrektora do przemyśleń nad swoim życiem i ustaleniem co jest dla niego naprawdę ważne.

* "Dimension W #12" - kupione na przecenie, teraz będzie czekać na resztę tomów (a mam dopiero tomy 1 i 2 więc troszkę to zajmie...)

* "Erased #5-8" -  Po uratowaniu Hinazuki walka Satoru dopiero się rozpoczyna. Przez zmianę pierwszego morderstwa nie ma już pewności jak dalej wszystko się potoczy. Postanawia zacząć od ostatnich punktów zaczepienia jakie posiada i próbuje zbliżyć się do Nakanishi - drugiej ofiary. Nie wie, że morderca też zauważył jego działania. 
Przez różnice w przeszłości bohatera zaczyna martwic powrót do teraźniejszości. Choć nie umie stwierdzić jak bardzo zmieni się jego życie zaczyna przypuszczać że utracił wiele jego elementów. Perspektywa straty odkrywa przed nim jak Airi była dla niego ważna, jej pozytywne myślenie i wiara w niego były jedynym jasnym promykiem wśród tragedii.
Największym dla mnie zaskoczeniem było to, że mordercę poznajemy już na końcu 5 tomu (satysfakcją było to że poprawnie wskazałam sprawcę) i przeskakujemy do dorosłości w której zaszły szokujące zmiany. Zwiększyła się rola Kenya, wszystkie wydarzenia z młodości sprawiły że razem z panem Sawadą tropi porywacza dzieci. Dostaliśmy w końcu szerszy kontekst jego zbrodni, nie tylko w miejscowości bohaterów. Rozdział z perspektywy mordercy był świetny, autor niezwykle ciekawie przedstawił jego sposób myślenia, młodość i początki zabójstw.
Jedyne do czego mogę się przyczepić to to, że mam wrażenie, że dwa ostatnie tomy straciły trochę na dynamizmie i napięciu. Gdy mamy odkryte wszystkie karty gra w kotka i myszkę nie była już tak ekscytująca jak wcześniej. Choć i tak zakończenie podobało mi się dużo bardziej niż wersja z anime.
Po poznaniu całości historii mogę ją Wam z całego serca polecić. Choć sama tożsamość winowajcy nie jest szczególnie skomplikowana to sama rozgrywka między bohaterami została przedstawiona w bardzo interesujący sposób, każdy tom czytałam z czystą przyjemnością, wiele razy zaskakując się przebiegiem akcji. Przeplatanie się linii czasowych ubogaciło zwykłą sprawę kryminalną w coś oryginalnego do czego z chęcią będę wracać.

* "Танецъ недоумка" - ukraińska fantastyka, kupiona jako pamiątka podczas wyjazdu do Lwowa. Nadal nie mam pojęcia o czym jest, powiedziałam sprzedawczyni że chcę jakiegoś znanego u nich, dobrego autora. Moim postanowieniem jest kiedyś ją przeczytać, a jako że jest napisana cyrylicą to trochę to zajmie. Na razie rozszyfrowałam pierwszą stronę, jak się przepisze na "normalne" literki to nawet bez tłumacza da się wywnioskować mniej więcej sens większości zdań. Więc może w przeciągu dziesięciu lat się uda xd

* "Beztroski kemping #7" - Nadeshiko wyjeżdża na swój pierwszy samotny kemping. W tym czasie w podróż wyrusza też Rin, która po drodze wpada na niespodziewanego znajomego.
Główne bohaterki powracają na scenę, każda ze swoim własnym biwakiem. Jeden beztroski drugi pełen nerwów o przyjaciółkę. Rin kompletnie nie może wyluzować martwiąc się, że to przez jej opowieści koleżanka wyjechała samotnie. A przy roztrzepanym charakterze Nadeshiko nie ma się co dziwić że przychodzą jej na myśl same czarne scenariusze. Dziewczyna jednak zaskakująco dobrze sobie radzi, a wyjazd jest tak bardzo w jej stylu - choć samotny to i pełen towarzystwa.
Oprócz tego dostajemy to co zwykle - piękne widoki (skoro to wyjazd Nadeshiko, oczywiście z widoczną Górą Fudżi), trochę informacji o biwakowaniu, istotne porady na wyjazdy w pojedynkę i dużo jedzenia i gotowania. Tym razem w tym temacie pojawia się prosty trik na przyrządzanie warzyw. 
Reszta postaci wraca na chwilkę w ostatnim rozdziale na (tradycyjnie z wpadką) zajęciach klubowych. I stałym kempingu w pokoju gdzie nieprzerwanie jak dla mnie króluje Aki.
W kwestia wydania - ten tom ma wyjątkowo nierówno przycięte strony.

* "Magic Knight Rayearth #6" + booklet - manga, jak mogliście się domyślić, nieprzeczytana. Miną chyba wieki nim kupię w końcu jedynkę...
To w takim razie kilka słów o samym booklecie. Wydany jest na grubym, śliskim papierze. Kolory są żywe i wyraźne, nie znalazłam też literówek. Treść ma powtarzalną formę: dwie duże ilustracje, karty postaci z ich wersjami chibi (bohaterki, mieszkańcy Cephiro, Autozamu, Chizety, antagoniści i magiczne istoty), krótki komediowy komiks "Tajemnice Mokony". Dodatkowo kilka wpisów reklamujących anime i gry. 
Miałam nadzieję, że będzie więcej samych kolorowych ilustracji. Cóż, może bardziej docenię ten dodatek po przeczytaniu mangi.

* "Atelier spiczastych kapeluszy #3" - Zakon Ładu Magicznego chce ukarać Koko za użycie zakazanej magii wymazaniem wspomnień. Za nic mają sobie tłumaczenia dziewczyny, że nie wie co się stało. Na szczęście Qifrey w porę interweniuje. Mężczyzna rozpoczyna własne śledztwo zyskując w końcu pierwszą wskazówkę mogącą go doprowadzić do Kapeluszy z Rondlami.
Im dalej płynie akcja tym bardziej obsesja nauczyciela dziewczyn do użytkowników zakazanej magii jest coraz bardziej dostrzegalna. W takich momentach pokazuje swoją inną, mroczniejszą stronę. Co się między nimi wydarzyło jeszcze nie wiemy, bardzo ciekawi mnie ten wątek.
W tym tomie ważną postacią jest Tartar, wnuk właściciela sklepu  różdżkami. Na jego przykładzie ciekawie przedstawiono życie osoby urodzonej w rodzinie czarodziejów a nie mogącej zajmować się magią. Społeczność magów bardzo szybko dyskryminuje każdą odmienność. Chłopak przez to nie przynależy ani do ich świata ani do zwykłego niewtajemniczonych. Jego poczucie bezużyteczności zderza się z entuzjazmem Koko do umożliwiania magią rzeczy niemożliwych

* "Deadly class #1-3" - Marcus, cyniczny nastolatek żyjący na ulicy zostaje zauważony i zwerbowany przez elitarną, tajną akademię szkolącą zabójców. Uczniowie są potomkami elit półświatka więc chłopak bez pochodzenia nie zostaje przez nich przyjęty ze zbytnim entuzjazmem.
Tą nietypową akademią autor pokazuje tematy znane każdemu: podział na grupy dla których trzymanie się z kimś z poza towarzystwa jest poniżej ich godności, próbowanie dopasować się do towarzystwa, udawanie kogoś kim się nie jest. Wokół bohatera powstaje przedziwna zbieranina charakterów, każdy walczący z własnymi demonami. Przeżywają nastoletnie przyjaźnie i miłości, tylko tu za zdradę serio można skończyć z poderżniętym gardłem.
Jak dla mnie każdy kolejny tom jest coraz lepszy, akcja przyspiesza a obserwowane wydarzenia ciekawie wpływają na bohaterów. Z kolejnymi tragediami słabnie wzajemne kruche zaufanie a pobyt w szkole robi się coraz bardziej niebezpieczny. 
Na początku nie mogłam się przyzwyczaić do kreski jednak z dalszym czytaniem coraz bardziej mi się podobała. Bardzo umiejętnie wykorzystano to ciemne to jaskrawe kolory by nadać odpowiedni nastrój. Interesujący jest sposób kadrowania, przemieszczanie się postaci jest często ujęte na jednym rysunku z wyodrębnionymi ramkami

* "Blame #5-6" - te tomy są nieprzeczytane, na Blame'a lepiej poświęcić czas w spokoju niż czytać w pośpiechu. Przez małą ilość dialogów odwrotnie niż w większości serii trzeba zachować ciągłe skupienie by nie pogubić się w akcji. A o to łatwo bo autor nic nie podaje czytelnikowi na tacy. Budowany przez niego świat jest niesamowicie złożony i przemyślany ale zawiera też dużo niedopowiedzeń.
Bardzo pomocne są końcowe notatki od tłumacza pozwalające podsumować zebrane informacje po każdym tomie.
Jak wspaniała by nie była sama warstwa fabularna, dla mnie i tak najlepszym elementem pozostają rysunki. Żadna inna manga nie ma tak wspaniałych rysunków architektury, instalacji, konstrukcji i ruin. A istoty na które natrafia bohater też są bardzo pomysłowo zaprojektowane. 

piątek, 25 grudnia 2020

Wesołych Świąt

 

Kochani!

W czasie tych Świąt  
szczególnie z całego serca życzę Wam 
zdrowia, radosnych chwil w gronie najbliższych,
chwili przerwy od codziennych zmartwień
i oczywiście wielu czytelniczych przygód!
Wspaniałej, choć pewnie innej niż zwykle 
zabawy sylwestrowej. I by przyszły rok 
był dla nas wszystkich lepszy